Uwięziona w głowie. Psychologiczny labirynt „Złotowłosej” Chmielarza
Nie będę ukrywał, że przez pierwsze kilkanaście stron lektury najnowszej powieści Wojciecha Chmielarza „Złotowłosa” miałem problem z jej odbiorem. Wyzwaniem na granicy drażliwości okazała się przyjęta przez autora forma narracji. Mam na myśli oczywiście wewnętrzny dialog jaki prowadzi główna bohaterka książki, Urszula. Jej rozmówczynią w świecie myśli jest Malwina, staruszka, którą opiekowała się w ramach wolontariatu w hospicjum.
Ula z hospicjum to osoba zaangażowana swoją totalną cierpliwością i emocjonalnością. Oddana całą sobą dla nieuleczalnie chorych, uwielbiana przez pacjentów i doceniana przez kadrę lekarską. U jej boku bogaty i przystojny mężczyzna. Wybór na całe udane życie, skoro w dniu śmierci wspomnianej Malwiny przyjmuje od Tadeusza oświadczyny.
Notabene ten dzień to prawdziwy rolerrollercoaster dla głównej bohaterki. Najpierw śmierć ulubionej podopiecznej, mimo starań Uli i jej wejścia w rolę ukochanej córki staruszki. Ten moment, gdy mówi do Malwiny „jestem, mamusiu”, zamienia się w szok, który okazuje się trudny do przeżycia mieszkanki hospicjum. Dosłownie chwilę po tych słowach staruszka umiera. Szok i niedowierzanie! Za ten spontanicznie dobry uczynek przyjedzie Uli jeszcze zapłacić odpowiednią cenę. A gdy kilka godzin później zostaje zaskoczona przyjęciem niespodzianką, z wyzwaniem miłosnym narzeczonego i jego pragnieniem przyszłego życia w węźle małżeńskim, emocje sięgają zenitu. Wystarczył moment, wybuch złości, gniewu. Jej ucieczka z domu by być samą i …
Urszula budzi się w nieznanym miejscu, uwięziona i sponiewierana. Początkowo myśli, że padła ofiarę gwałtu i jakiegoś zboczeńca, który będzie ją teraz przetrzymywał dla swoich nieokiełznanych żądzy fizycznych. Tak właściwie rozpoczyna się opowieść zaserwowana przez Chmielarza. A moje rozdrażnienie przyjętą formułą wewnętrznego dialogu narracyjnego, tak jak u każdego innego czytelnika, gdyby wystąpiło, znika definitywnie.
Autor „Rodzinnego interesu” po raz kolejny okazuje się być pisarzem, który w mistrzowski sposób dobiera sposób opowiadania historii do jej realizmu. Szybko pojmujemy, że chyba prawie każdy z nas w odosobnieniu zaczyna prowadzić wewnętrzny dialog z samym sobą lub wyimaginowanym kimś. To jeden z podstawowych sposobów na psychiczne okiełznanie obcej rzeczywistości, w której wbrew sobie zostajemy dosłownie uwięzieni.
Artystyczna umiejętność Wojciecha Chmielarza do przekładania stanów psychicznych na język dzieła literackiego, to niewątpliwie jego znak wyróżniający. W recenzowanej powieści kolejną cegiełką do zastosowania takiego przełożenia stają się kolejne postacie, na które de facto zostaje skazana główna bohaterka recenzowanej książki. Każda z tych postaci jest „połamana” psychicznie, ale i ograniczona fizycznie lub umysłowo.
Nawet w tym zakresie autor „Farmy lalek” zachowuje się wobec swoich czytelników przewrotnie. Sądzę, że nie tylko ja, ale i inni odbiorcy byli po raz kolejni zaskoczeni, a nawet skonfundowani, gdy w głowie uwięzionej Uli pojawiają się strzępki dziwnych przebłysków pamięci. Czyżby w jej porwani brał udział niedźwiedź? Brzmi surrealistycznie, a przecież w kolejnych dniach widzi … łapy misia. Mało? Pisarz zdaje się odpowiadać – proszę bardzo. Mamy więc rytmiczne stuki, z których porwana kobieta uczy się samodzielnie alfabetu Morse’a. Dzięki temu komunikuje się z kolejną osobą, także w pewien sposób uwięzioną w tym nieznanym miejscu.
Laureat nagrody Kryminalnej Piły dla Najlepszej Polskiej Miejskiej Powieści Kryminalnej roku 2022 operuje w swoim ostatnim thrillerze wąskim repertuarem osób i zdarzeń, ale czyni z tego tak mocną układankę emocjonalną i psychiczną, że trudno odłożyć książkę na bok. Raptem cztery postacie, zamknięta przestrzeń oddalonego domu nad jeziorem, strach i głód, niemoc i zagubienie, bolesna przeszłość i teraźniejszość, która próbuje wyrównać rachunki. Czy rzeczywiście istnieją jakieś rachunki i czy wymagają wyrównania, to zagadnienie pozostawiam już czytelnikom.
„Złotowłosa” Wojciecha Chmielarza to thriller o dość zaskakującym sposobie budowania napięcia poprzez narrację przefiltrowaną przede wszystkim przez umysł i psychikę uwięzionej bohaterki. Jednocześnie to powieść, w której realizm sytuacji uwięzienia potęgowany jest dramatycznymi zdarzeniami przywoływanymi z przeszłości i werystycznym doświadczaniem cierpienia i lęku. Mocna rzecz w pozornym przebraniu znanej historii.
Przeczytane dzięki Wydawnictwu Marginesy
