Hałda, która płonie od środka
Drugi tom serii Kozak i Wolf nie podnosi stawki liczbą zwłok, tylko głębią ludzi. Zbrodnia wyrasta tu z hałdy, która płonie od środka, i z pamięci regionu.
Drugi tom serii Kozak i Wolf nie podnosi stawki liczbą zwłok, tylko głębią ludzi. Zbrodnia wyrasta tu z hałdy, która płonie od środka, i z pamięci regionu.
Wolnicki otwiera serię z Kozakiem i Wolfem powieścią, która pyta nie o to, kto zabił, lecz komu i za co jesteśmy winni. Rybnik, dawny dom dziecka, wielka woda.
Nielegalny radiowiec milknie w trakcie audycji. Inspektor Łezka ma trzy dni, by go odnaleźć – żywego lub martwego. Recenzja II tomu serii Grzegorza Brudnika.
Góry Izerskie nie tłumaczą się nikomu. Jarosław Szczyżowski w „Błędnych łąkach” splata kryminalną zagadkę zaginięcia dwojga studentów z folk horrorem rodem z zapisków Willa-Ericha Peuckerta. O powieści, która pachnie torfem i mgłą — i o tym, gdzie jej filary trzeszczą.
Toruń 1993, zaginiony chłopak i krzyk, który nie milknie po latach. Nowa powieść Roberta Małeckiego to kryminał, po którym trudno sięgnąć po następny.
Są pisarze, którzy raz zbudowany świat konserwują do końca kariery, boją się go ruszyć, jakby każda zmiana groziła utratą wiernych czytelników. I są tacy, którzy w pewnym momencie biorą swojego najlepszego bohatera i świadomie wprowadzają go w ogień, wiedząc, że dawny porządek, w którym się dotąd sprawdzał, właśnie się kończy. Ryszard Ćwirlej, po ośmiu tomach […]
Są powieści, w których chaos przychodzi z zewnątrz, w postaci porywacza, obcego, kogoś, kto wdziera się w uporządkowane życie bohaterów i je rozsadza. I są takie, w których najgroźniejszy żywioł mieszka od dawna w środku, czekając tylko na pretekst, żeby się wydostać. „Zamęt” Kamili Bryksy należy bez wątpienia do tej drugiej kategorii, a jej bohaterowie […]
Są kryminały, które stawiają czytelnikowi ultimatum — bądź śledczym albo nie przekraczaj progu tej historii. Wymagają czujności, podejrzliwości wobec każdego gestu, gotowości do noszenia w głowie tablicy poszlak aż do ostatniej strony. I są takie, które proszą o coś znacznie skromniejszego, żeby usiąść na leżaku, zostawić czujność w hotelowej recepcji i pozwolić się prowadzić bez […]
Istnieje w literaturze pewna niezwykła przestrzeń pomiędzy tym, co napisane, a tym, czego nie da się wyrazić słowami, przestrzeń, w której muzyka i kod, piękno i zniszczenie, Telemann i algorytm mogą zamieszkać pod jednym dachem. W. P. Rdzanek nie tylko tę przestrzeń odnalazł. W „Akordzie”, drugim tomie trylogii „AI-gent. Mroczne kody”, postanowił ją rozsadzić od […]
Napisać o kryminale, że jego bohaterowie fascynują bardziej niż sama zbrodnia, to albo postawić zarzut autorowi, że nie domyślił intrygi, albo dostrzec coś rzadkiego, pisarza, który wie, gdzie naprawdę mieszka napięcie. W przypadku „Malarza” Piotra Chomczyńskiego objawia się to drugie z wymienionych spostrzeżeń.Pisałem już o „Kucharzu”. O najciemniejszym mroku, jaki pojawił się wówczas w polskim […]
Są powieści, które grają w jedną grę. I są takie, które rozgrywają kilka partii naraz, na każdej planszy inny poziom, inna stawka, inna głębia, a kiedy autor odkłada pionki, okazuje się, że wszystkie partie były od początku jedną. „Symultana” Mariusza Czubaja należy do tej drugiej kategorii i jest tego tytułem z premedytacją, bo jest i […]
Jest coś przewrotnego w tym, że słowo frela, śląska nazwa kobiety, niegdyś zabarwiona nutą swobody i niezależności, stało się w powieści Magdaleny Majcher synonimem ofiary. Kobiety zamkniętej w czterech ścianach przez chorobę, odciętej od sceny, od blasku, od życia, które znała. Autorka operuje tego rodzaju paradoksami z pewną wprawą: buduje przestrzeń, w której pozory odwracają […]
Są zawody, które literatura polska traktuje jak strefy chronione. Lekarz w białym kitlu, pielęgniarka przy łóżku umierającego, farmaceuta odliczający tabletki, to postacie naszej zbiorowej wyobraźni otoczone czymś na kształt nietykalności, aurą zaufania tak głęboko wbudowaną w kulturowy kod, że samo wyobrażenie sobie mordercy w kitlu wywołuje rodzaj moralnego spazmu. Pisarze to czują. I w większości […]
Jest w polskiej prozie pewien paradoks, który powraca jak echo między świętokrzyskimi skałami: im bardziej pisarz sięga do korzeni — do gliny, krwi i pamięci pokoleń — tym trudniej przypiąć jego dziełu gatunkową etykietkę. Maciej Siembieda to wiedział od dawna. I właśnie dlatego „Gołoborze” jest książką, która wymyka się każdej przegródce, a zarazem trafia prosto […]