Kto zabłądzi, ten zostaje. „Błędne łąki” pod lupą

Są powieści górskie, które traktują góry jak malowniczą dekorację, wymienną scenografię, na tle której równie dobrze mogłaby się rozgrywać każda inna zbrodnia. I są takie, w których góry oddychają, milczą i pamiętają, a człowiek jest w nich tylko gościem, coraz częściej nieproszonym. „Błędne łąki” Jarosława Szczyżowskiego należą do tych drugich i to jest zarazem ich największa siła oraz źródło wszystkich pretensji, jakie można mieć do tej książki.

Szczyżowski, czynny od dwóch dekad przewodnik sudecki, po debiutanckim „Obserwatorium” schodzi ze Śnieżki w Góry Izerskie — pasmo niepozorne, pozbawione spektakularnych panoram, za to gęste od mgły, torfowisk i historii, które nie zdążyły trafić do przewodników. Punkt wyjścia jest klasyczny. Rok po niewyjaśnionym zaginięciu dwojga studentów etnologii do Chatki Górzystów przyjeżdża Aleks Lipski, wrocławski dziennikarz po przejściach, który miał odbębnić sensacyjny artykulik, a wdepnął w sprawę zarośniętą jak nieuczęszczany szlak. Na miejscu zderza się z Katarzyną Ferenc, youtuberką kryminalną o włosach syreny i języku brzytwy. Ta lekko zadziwiająca para, zgorzkniały reporter uciekający przed własną przeszłością i dziewczyna z pokolenia zasięgów, mogłaby być kolejnym wyświechtanym duetem z literackiej taśmy produkcyjnej. Nie jest, choć przyznaję, że ich słowne przepychanki balansują czasem na granicy felietonowej maniery i dopiero w drugiej połowie powieści, gdy obojgu zaczyna chodzić o coś więcej niż materiał, dialogi nabierają prawdziwego ciężaru.

Najciekawszym bohaterem tej książki nie jest jednak ani Lipski, ani Ferenc, ani nawet lakoniczny Cebiusz, którego całe kwestie potrafią zamknąć się w jednym „tak” (a jest to „tak” o zaskakująco szerokiej skali znaczeń). Najciekawszym bohaterem jest Will-Erich Peuckert, postać z krwi i kości, śląski etnograf i badacz ludowych wierzeń, którego teksty Szczyżowski wplata w narrację niczym stare mapy w nowy przewodnik. To zabieg, który podnosi „Błędne łąki” ponad przeciętność gatunkowej produkcji. Tytułowe polany, na których błądzi się godzinami, kamienne wały ciągnące się kilometrami przez izerskie lasy (skądinąd wykorzystywane już w innych polskich powieściach kryminalnych), osada Gross Iser zrównana z ziemią w latach pięćdziesiątych, to wszystko istnieje naprawdę, a autor porusza się po tym terenie z pewnością człowieka, który przemierzył go wielokrotnie o różnych porach roku i doby. Czuć tu zapach torfu, mokrej ściółki i czeskiego piwa z gospody w Jizerce. Rzadko który polski kryminał ma tak namacalną topografię.

Gatunkowo powieść jest hybrydą. I tu otwiera się najtrudniejsza kwestia. Szczyżowski żongluje kryminałem, folk horrorem i „weird fiction” (specyficznym podgatunkiem prozy literackiej), prowadząc czytelnika po wąskiej grani między racjonalnym a nadprzyrodzonym. Przez większość lektury nie wiadomo, czy zbrodnia ma twarz człowieka, czy raczej mgły, która „pachnie śmiercią”. Autor buduje to napięcie cierpliwie i uczciwie, a finał — czego zdradzać nie zamierzam — proponuje rozwiązanie, które usatysfakcjonuje jednych, a drugich pozostawi z poczuciem, że któraś z szal powinna była przeważyć mocniej. Mnie ta niedomknięta dwuznaczność przekonała, albowiem jest w niej pokora wobec gór, o której zresztą traktuje cała książka. Ale zrozumiem czytelnika, który po kryminale oczekuje, że wszystkie kamienie zostaną odwrócone. Tutaj kilka z nich celowo pozostaje na swoim miejscu, porośniętych mchem.

Uczciwość recenzencka każe też odnotować, że konstrukcja fabularna wspiera się na sprawdzonych, może nazbyt sprawdzonych filarach. Odcięte od świata schronisko, martwy sezon, zanikający zasięg, pogoda zamykająca drogi. Środkowe partie powieści, rytmicznie odmierzane śniadaniami, wędrówkami i wieczornymi rozmowami przy ogórkowej (gin z tonikiem i ogórkiem — przepis wart zapamiętania), miejscami zwalniają bardziej, niżby wymagała tego dramaturgia. A wątek uczuciowy, choć poprowadzony z wdziękiem, zmierza tam, dokąd czytelnik wysłał go w myślach już przy pierwszym spotkaniu bohaterów.

Za to tam, gdzie Szczyżowski dotyka etyki, robi się naprawdę interesująco. „Błędne łąki” są bowiem, pod dosłowną i przysłowiową warstwą mgły i legend, powieścią o żerowaniu na cudzej tragedii. O mediach przesuwających granicę między informacją a sensacją, o influencerach nagrywających rolki w miejscu, gdzie urwał się ślad po dwojgu młodych ludzi, o czytelnikach, którzy „sikają z emocji” na widok krzykliwego nagłówka. Autor ma odwagę uczynić jedną z głównych bohaterek przedstawicielką tego właśnie świata, a zamiast taniej satyry proponuje portret niejednoznaczny, w którym za fasadą zasięgów kryje się autentyczna, boleśnie osobista motywacja. Podobną czułością obdarza postaci z marginesu, miejscowego odmieńca stawiającego krzyże przy kamiennych wałach czy starą zielarkę zza czeskiej granicy. W czasach, gdy literatura popularna chętnie robi z takich figur rekwizyty grozy, Szczyżowski przywraca im godność. To się liczy.

Od strony warsztatu śledczego powieść trzyma się realiów z wyczuciem. Przesłuchania, rutyna zabezpieczania śladów, bezradność służb wobec terenu, który psom tropiącym odbiera pewność, wszystko to brzmi wiarygodnie, bez taniej efekciarskiej kryminalistyki. Widać, że autor odrobił lekcję u ludzi, którzy takimi poszukiwaniami zajmują się zawodowo, a ograniczenia policyjnego śledztwa uczynił nie wygodnym pretekstem, lecz elementem świata przedstawionego.

„Błędne łąki” nie są powieścią doskonałą. Są za to powieścią osobną, napisaną z miłości do konkretnego skrawka ziemi i z przekonania, że nie wszystko, co nas otacza, da się domknąć protokołem. Po lekturze trudno przejść obojętnie obok słów, które jak refren wracają w tej historii: las jest zły. A może po prostu las jest — starszy od nas, cierpliwszy i wcale niezobowiązany do tłumaczenia się człowiekowi. Kto choć raz zgubił szlak we mgle, ten wie, o czym mówię. Kto nie zgubił, koniecznie niech przeczyta. Tylko niech potem nie schodzi ze szlaku.

Przeczytane dzięki Wydawnictwu Znak Literanova.

Metryczka

Tytuł: Błędne łąki
Autor: Jarosław Szczyżowski
Gatunek: kryminał z folk horrorem
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2025
ISBN: 9788383677897

Nasza ocena