„Najgorsza prawda to ta, z którą nie chcesz się zmierzyć”. Kamila Bryksy w cyklu 7 złotych pytań kryminalistyki

„Najgorsza prawda to ta, z którą nie chcesz się zmierzyć". Kamila Bryksy w cyklu 7 złotych pytań kryminalistyki

KTO, pisząc „Zamęt”, był dla Pani pierwszą postacią, która naprawdę „ożyła” w wyobraźni – matka, ojciec, zaginiony Maks, czy ktoś z pozoru drugoplanowy, kto jednak zaczął żyć własnym życiem?

Chyba nie było jednej postaci, od której wszystko się zaczęło i która jako pierwsza ożyła w mojej wyobraźni. Od samego początku najważniejsi byli dla mnie Maks oraz jego rodzice – to wokół nich budowałam fabułę „Zamętu”. Nie mogę jednak pominąć jeszcze jednej bohaterki, która odgrywa w tej historii bardzo istotną rolę. Choć można uznać ją za postać drugoplanową, nieustannie próbuje przebić się na pierwszy plan i z czasem staje się równie ważna dla rozwoju wydarzeń.

CO było pierwszym impulsem, obrazem albo pytaniem, od którego zaczął się „Zamęt” – i czy miało to coś wspólnego z Pani zawodowym doświadczeniem neurologopedy i pedagoga, uważnie obserwującego to, czego dziecko nie umie lub nie chce powiedzieć?

Jak zawsze impulsem do stworzenia fabuły była dla mnie obserwacja rzeczywistości i zadanie sobie prostego pytania: „Co by było, gdyby…?”. To właśnie ono najczęściej uruchamia moją wyobraźnię i prowadzi do kolejnych pomysłów.

Nie chcąc zdradzać zbyt wiele z fabuły „Zamętu”, mogę powiedzieć, że na swojej zawodowej drodze wielokrotnie spotykałam dzieci podobne do Maksa – niezwykle mądre, wrażliwe i zaskakująco dojrzałe jak na swój wiek. Mimo tej dojrzałości wciąż pozostają jednak dziećmi, a dorośli czasem o tym zapominają. Tak dzieje się również w przypadku rodziców Maksa – Igi i Kuby, którzy są pochłonięci własnymi sprawami, szczególnie tymi, które przed sobą ukrywają.

GDZIE, dla Pani jako autorki, faktycznie rozgrywa się ten „zamęt” – w gdańskim ogrodzie zoologicznym i na ulicach miasta, czy raczej w głowach i sumieniach bohaterów, a przestrzeń miejska jest tylko tłem dla wewnętrznego chaosu?

Zaginięcie chłopca w ogrodzie zoologicznym wywołuje zamęt w życiu jego rodziców. Nagle muszą działać pod ogromną presją, podejmować szybkie decyzje i zmierzyć się z lękiem, którego wcześniej nie znali. To jednak tylko początek. Wraz z rozwojem wydarzeń okazuje się, że zaginięcie Maksa nie jest jedynym chaosem obecnym w ich, z pozoru, poukładanym życiu.

Dlatego myślę, że „zamęt” rozgrywa się przede wszystkim w głowach i sumieniach bohaterów. Gdańsk i ogród zoologiczny są ważnym miejscem akcji, ale pełnią raczej rolę przestrzeni, w której ujawniają się emocje, konflikty i tajemnice. Bardzo zależało mi jednak na tym, by ostateczną odpowiedź na to pytanie każdy Czytelnik znalazł sam podczas lektury.

KIEDY, w trakcie pisania, zorientowała się Pani, że historia tej rodziny przestała być wyłącznie kryminalną zagadką, a stała się czymś głębszym – studium tego, jak łatwo zamienić milczenie w kłamstwo?

Myślę, że najlepiej na to pytanie odpowiada zdanie, które znalazło się na okładce książki: „Najgorsza prawda to ta, z którą nie chcesz się zmierzyć”. To hasło pojawiło się w mojej głowie już na etapie planowania fabuły i właściwie od początku wyznaczało kierunek całej historii.

Wiedziałam, że chcę opowiedzieć o czymś więcej niż tylko o zaginięciu chłopca. To wydarzenie miało być jedynie wierzchołkiem góry lodowej zbudowanej z kłamstw, przemilczeń i tajemnic. Interesowało mnie to, jak łatwo ludzie zaczynają ukrywać prawdę – nie tylko przed innymi, ale również przed samymi sobą – i jak wysoką cenę mogą za to zapłacić.

JAK, po „Cieniu”, „Mgle” i „Rysie”, podchodziła Pani do budowania napięcia w „Zamęcie” – czy każda kolejna książka to dla Pani świadoma progresja w głąb tego, co skrywane, czy raczej osobna, niezależna historia?

Każda książka jest dla mnie nową historią. To czysta karta i świeży start – nowi bohaterowie, nowe emocje i zupełnie inna rzeczywistość, z którą muszą się zmierzyć. Nie myślę o kolejnych powieściach jak o etapach jednej historii, choć z każdą z nich staram się coraz głębiej zaglądać w ludzką psychikę i relacje między bohaterami.Jest jednak kilka elementów, które niezmiennie powracają w moich książkach. Cztery z sześciu powieści osadziłam w Gdańsku i jego okolicach, bo to miejsce jest mi szczególnie bliskie i doskonale je znam. Wspólnym mianownikiem pozostaje również rodzina – to właśnie wokół relacji z najbliższymi buduję fabułę. Najbardziej interesuje mnie to, o czym ludzie milczą, co próbują wyprzeć i co za wszelką cenę chcą ukryć. To właśnie z takich emocji, tajemnic i przemilczeń rodzi się napięcie, które napędza moje historie.

CZYM różni się pisanie o zaginięciu dziecka od innych kryminalnych motywów, którymi zajmowała się Pani wcześniej w „Sownikach” czy „Błyskach” – i co było dla Pani największym wyzwaniem, by uniknąć sensacyjności na rzecz prawdziwego, emocjonalnego ciężaru takiej historii? 

Moje thrillery nie opierają się na krwawych scenach, drastycznych opisach czy zbrodniach, które mają przede wszystkim szokować. Stawiam raczej na napięcie, które buduje się gdzieś w tle – w pozornie zwyczajnych sytuacjach, codzienności, w miejscach i okolicznościach, które mogą dotyczyć każdego z nas.

W „Sownikach” bohater, który nagle zostaje wdowcem, próbując lepiej poznać rodzinę żony, nieświadomie odkrywa tajemnice małego podlaskiego miasteczka. W „Błyskach” bohaterka odkrywa sekrety dwóch rodzin i dowiaduje się, że zawarty przed laty układ nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. W „Cieniu” kobieta jest ofiarą stalkingu, a najgroźniejsze momenty przeżywa we własnym domu. W „Mgle” bohaterka po utracie pamięci próbuje z fragmentów wspomnień zrekonstruować swoją rzeczywistość. W „Rysie” wyprawa w góry na zawsze zmienia losy czwórki bohaterów. W „Zamęcie” natomiast zniknięcie dziecka, w ciągu zaledwie dwudziestu czterech godzin, wywraca życie bohaterów do góry nogami i odsłania wszystko to, co starali się ukryć.

DLACZEGO, Pani zdaniem, tytuł „Zamęt” trafnie opisuje nie tylko zewnętrzny chaos po zaginięciu chłopca, ale przede wszystkim wewnętrzny nieład samych rodziców – i jakie pytanie, nie na poziomie fabuły, lecz sumienia czytelnika, powinno z tej książki wybrzmieć najdłużej?

Tytuł „Zamęt” odnosi się oczywiście do chaosu, który pojawia się w chwili zaginięcia dziecka – do nagłego rozpadu pozornie poukładanej i spokojnej codzienności.

Ale tytułowy zamęt to przede wszystkim stan wewnętrzny bohaterów – ich emocji, decyzji i tego, co przez lata było niewypowiedziane. W ekstremalnych okolicznościach pękają pozory, a na powierzchnię wychodzi wszystko to, co wcześniej było przemilczane i niewygodne. I właśnie w tym sensie tytuł opisuje nie tylko wydarzenia, ale też ludzi – ich lęki i nieumiejętność zmierzenia się z prawdą.

Nie piszę książek po to, żeby moralizować, przekazywać uniwersalne prawdy albo pouczać. Moje thrillery to przede wszystkim rozrywka dla Czytelników, ale jeśli miałoby z tej książki wybrzmieć jedno pytanie, nie związane już z samą intrygą, ale z sumieniem Czytelnika, to być może byłoby to pytanie o odpowiedzialność za prawdę: czy zawsze mamy odwagę, by tę prawdę wypowiedzieć – zanim zrobi to za nas życie.