Kryminał jako sport wyobraźni – Michał Obrębski odpowiada na 7 złotych pytań kryminalistyki
Dlaczego kryminał? Pytanie, które pewnie słyszy Pan w związku z premierą „Psa bez łapy” najczęściej. Skąd ten wybór? Jak Pan sam widzi ten rodzaj gatunku z punktu widzenia dziś już nie tylko czytelnika, ale i autora powieści kryminalnej?
Wywodzę się ze środowiska żyjącego sportem, więc faktycznie wybór gatunku kryminalnego może wydawać się nieco zaskakujący (śmiech). W rzeczywistości jest on jednak naturalnym przedłużeniem mojej odwiecznej fascynacji opowieściami z dreszczykiem i tajemnicami. Od dzieciństwa pochłaniałem literaturę, początkowo beletrystykę, którą umownie można określić „rozrywkową”, a z czasem także tę znacznie poważniejszą. Poprzez kryminał chcę zaoferować nie tylko rozrywkę, ale przede wszystkim stworzyć idealną płaszczyznę do zadawania trudnych pytań w przystępnej formule. W przypadku „Psa bez łapy” dotyczą one między innymi granic moralności, kondycji mediów tradycyjnych i społecznościowych, etyki eksperymentów medycznych oraz norm i mechanizmów działania tajnych służb. Jako czytelnik doceniam historie, które sięgają w nas głębiej, uciekając nieco od schematu policjanta tropiącego sprawców przestępstw.
Jeden z kluczowych wątków „Psa bez łapy” opiera się na pytaniu „co by było, gdyby…?” – to jest jeden z moich celów: skłaniać do refleksji, która jest esencją dobrej literatury. Kryminał w połączeniu z thrillerem i elementami sensacyjnymi pozwala mi na swobodne budowanie fabuły na solidnej bazie autentyzmu, a jednocześnie uruchamianie wyobraźni czytelnika. To furtka do kreowania emocji oraz wspomnianej już tajemnicy. Z punktu widzenia autora, jest to gatunek, który wymaga żelaznej dyscypliny i rzetelności w sprawdzaniu faktów z wielu dziedzin. Umożliwia też ukształtowanie wyrazistych i „pełnokrwistych” bohaterów. To właśnie te elementy, bliskie sportowemu dążeniu do perfekcji, wyzwań i wychodzenia ze strefy komfortu, przyciągnęły mnie do kryminału.
Gdzie szukał Pan inspiracji, pomysłów i elementów fabularnych do swojego debiutu literackiego? Czy jest to efekt rozmów z przedstawicielami służb i instytucji, ekspertów, czy bardziej jest Pan obserwatorem współczesnej rzeczywistości z jej różnymi przypadkami kryminalnymi i nie tylko?
To jest połączenie wszystkich wymienionych przez Pana podejść. Bacznie obserwuję rzeczywistość, czerpię z autentycznych historii, a następnie ubieram to w ramy fikcji, by badać granice owego „co by było, gdyby…?”.
Pomysł na historię tkwił w mojej głowie od dawna. Zastanawiałem się, co stałoby się, gdyby nieprzeciętny umysł pewnego geniusza został przez innych wykorzystany w sposób odległy od idealistycznych wizji. Pierwotną iskrą do powstania postaci Pawła Milskiego, czyli głównego bohatera, była historia Piotra Sajdaka. Swego czasu przeprowadziłem z nim bardzo długą i pouczającą dla mnie rozmowę. Jego opowieść o życiu po amputacji była bezpośrednią inspiracją do decyzji o pozbawieniu Milskiego ręki. Piotr na przekór losowi wyzwolił w sobie dodatkowe siły, poczuł impuls do działania. Ja mojemu bohaterowi postanowiłem bardziej skomplikować życie i utrudnić dochodzenie do równowagi psychicznej. Także z myślą o osobach z niepełnosprawnościami lub mierzącymi się z poważnymi chorobami, którym trudniej znaleźć motywację. Może w Piotrze Sajdaku i mojej opowieści znajdą bodziec do działania?
Z drugiej strony, kluczowe elementy fabularne, od wątków związanych z tajnymi służbami, poprzez przytaczane słynne sprawy kryminalne, aż po specyfikę pojawiających się w powieści związków chemicznych czy choćby historię psa Hachiko, mają solidne umocowanie w faktach. To efekt sprawdzania wielu źródeł: historycznych, prawniczych, naukowych i medialnych. Były też konsultacje z ekspertami – choć świadomie nie wymieniam ich z nazwiska, ich rady były nieocenione. Część kwestii, na przekład proceduralnych, musiałem uprościć na potrzeby dynamiki powieści.
Kto dla Michała Obrębskiego jest największym mistrzem kryminalnego pisania? Jacy autorzy i za co zachwycają, a może stanowią wzór do naśladowania?
Nie chciałbym wskazywać konkretnych autorów, bo jeśli to zrobię, to wówczas łatwo mnie będzie zaszufladkować (śmiech). To nie jest forma ucieczki od odpowiedzi na pytanie, ale naprawdę inspiruję się szeroko, czerpiąc z różnych źródeł. Cenię pisarzy, którzy potrafią budować psychologicznie głębokie postaci, a jednocześnie utrzymują faktograficzną rzetelność, lekkość stylu i elementarną logikę. Nie ożywiają w mało wiarygodny sposób postaci, które wcześniej zamknęli w grobie, podając niezbite dowody na ich zgon. Oczywiście wyłączam z tego grona twórców tasiemcowych seriali i autorów horrorów, których gatunek literacki w pełni na to pozwala (śmiech). Chciałbym czerpać z twórców, którzy potrafią wyjść poza utarte ramy. Podziwiam tych, którzy po ostatniej stronie zostawiają czytelnika nie tylko z odpowiedziami, ale i z cennymi pytaniami. Tacy autorzy stanowią dla mnie wzór w kontekście ambitnego wyzwania literackiego. Sam, wypracowując własny styl, uznałem, że nie pójdę na łatwiznę, osadzając „Psa bez łapy” w doskonale mi znanym świecie sportu. To byłoby zbyt oczywiste.
Kiedy Pan najowocniej pracuje nad tekstem książki? Czy tylko jest to kwestia czasu, a może większe znaczenie ma miejsce – swoje biurko, przestrzeń uporządkowana i oswojona, czy też pisanie w drodze nie tylko, że nie jest Panu obce, ale i naturalne?
Sportowe podejście do życia wpoiło we mnie potrzebę samodyscypliny i regularności. Bez tego bardzo trudno przeczytać książkę, a co dopiero mówić o jej napisaniu (śmiech). Najowocniej pracuję w warunkach, które pozwalają na głęboką koncentrację – z pewnością nie jest to pisanie w drodze, a raczej wyznaczenie sobie konkretnych bloków czasowych. W podróży lub podczas spaceru z psem do głowy przychodzą mi natomiast pomysły. W ich spisaniu największe znaczenie mają rutyna i spokój, które pozwalają mi w pełni wejść w ten „flow”, w którym fabuła z znajduje swoje namacalne zwieńczenie. Pisanie debiutu, jak już wspomniałem, było wyjściem ze strefy komfortu, ale jednocześnie wymagało ambitnego podejścia – traktowałem ten proces jak trening, gdzie każdy dzień powinien przybliżać mnie do celu.
Jak wyobraża sobie Michał Obrębski idealnego czytelnika swojej książki? Jakich reakcji podczas lektury i po niej życzyłby swoim czytelnikom?
Mam 49 lat, więc życie zdążyło mnie już nauczyć, że z tymi ideałami niestety bywa różnie (śmiech). Jeśli ktoś chce przeczytać moją powieść, zagłębiając się w postacie i zadawać sobie w trakcie lektury oraz po jej zakończeniu pytania, to świetnie. Inni wolą po prostu oderwać się od codzienności i podążać za historią? Też super! Zależy mi na tym, by z moimi słowami dobrze czuły się obie te grupy. Są różne, ale tak samo bliskie bycia „idealnymi czytelnikami”. Myślę, że do tego wzorca pasują także ci, którzy, starają się mieć bogatą wyobraźnię, interesują się otaczającą nas rzeczywistością i chcą wiedzieć, gdzie przebiega cienka granica między fikcją a faktami. Istotna jest dla mnie też warstwa emocjonalna, więc zależy mi, by czytelnik nie był obojętny. Niech uwielbia bohaterów lub z nimi sympatyzuje, niech budzą w nim zgorszenie lub ich nienawidzi, ale niech nie powie, że są nijacy. W posłowiu do „Psa bez łapy” dziękuję czytelnikom za zaufanie, więc wymarzony odbiorca to też ten, który dał szansę debiutantowi. Życzyłbym sobie, by po lekturze pozostało poczucie dostarczonej frajdy, ale przede wszystkim, by uruchomiona została fantazja, a za nią domysły w kwestii niedopowiedzeń. Czytelnicy z grupy „pytających”, niech pytają i dyskutują – nawet krytycznie! Możemy się wspólnie zastanawiać, w jakim stopniu zawarta w powieści fikcja wywodząca się z wyobraźni, goni rzeczywistość.
Co poza literaturą? Mam na myśli pasje i zainteresowania, które fascynują i „nakręcają” Autora „Psa bez łapy”?
Wątek mojego silnego związku ze sportem i jego wartościami pojawiał się w tej rozmowie już kilka razy, więc byłoby dziwaczne, gdybym nie wymienił go w pierwszej kolejności (śmiech). To jest pierwsza i wielka pasja, która mnie ukształtowała i wiele nauczyła. Poza tym, jak już mówiłem, fascynują mnie opowieści i tajemnice. Mogą być zarówno przyziemne, związane z historią i współczesnością, jak i odnosić się do nurtujących teorii lub odległego wszechświata. Tajemnica mnie nakręca, bo mam w sobie wewnętrzną chęć zgłębiania szczegółów. Potrafię to robić godzinami, tygodniami, a czasem, jak na przykład z zamachem na JFK lub incydentem w Roswell, nawet latami. Od młodości intryguje mnie jednak wiele innych dziedzin życia i otaczającego nas świata, stąd decyzja o studiach dziennikarskich. Dzięki nim stałem się specjalistą od wszystkiego, czyli od niczego (śmiech). Ostatecznie zawodowo zająłem się public relations. Ten rodzaj komunikacji to wbrew obiegowej opinii nie manipulowanie odbiorcami, a przedstawianie rzeczywistości w korzystnym dla nas kontekście. Ta dziedzina również wymaga łatwości w spisywaniu myśli, sprawdzania faktów i budowania historii, a ja uwielbiam wszystko, co wiąże się z zabawą słowem.
Czym jeszcze w przyszłości zaskoczy Pan swoich czytelników? Sprawdził się Pan świetnie w kryminale, potrafił zastosować znakomicie elementy thrillera i powieści sensacyjno-szpiegowskiej, a więc wachlarz możliwości już jest duży.
Przede wszystkim dziękuję za miłe słowa! Dla debiutanta, nawet takiego przed pięćdziesiątką, są one niezwykle cenne i motywujące. Jestem ciekawy wszystkich opinii i z pokorą przyjmę każdą z nich. Faktycznie, dobrze czuję się na styku kryminału, thrillera i sensacji. W mojej głowie jest jeszcze sporo historii, które chciałbym spisać. Jedyne czego potrzebuję to… czas. Łączę swoją pasję literacką z dotychczasową drogą zawodową. Jeśli tylko okoliczności na to pozwolą, to będę kontynuował pisanie historii, które opierają się na głębokim zgłębianiu tematów i zadają pytania o współczesny świat. Niezależnie od tego, czy będzie to nowa, odrębna fabuła, czy ciąg dalszy losów bohaterów „Psa bez łapy”. Ci ostatni na razie milczą w tej sprawie, ale może niebawem odezwą się do mnie, domagając się swojej kontynuacji (śmiech). Chciałbym zaskoczyć czytelników poziomem emocji, autentycznymi i wiarygodnymi postaciami i tym, jak daleko może zajść wyobraźnia, gdy podąża za już znanymi faktami. Gatunek literacki pozostawię na razie w tajemnicy, bo podobnie jak każdą dobrą historię, także tę rozmowę warto zakończyć jakimś niedopowiedzeniem…
