„Santa Muerte” – to jest fascynujące. Od sicario, poprzez dilerki, szmuglerki, porywaczki, mnóstwo historii. Rozmowa z Piotrem Chomczyńskim
Co było dla ciebie najważniejszym impulsem do napisania książki „Taniec Santa Muerte. Kobieca twarz narkobiznesu”? Czy była to konkretna historia, spotkanie, a może moment, w którym zrozumiałeś, że bez opowiedzenia o roli kobiet obraz narkobiznesu pozostaje niepełny?
Co było impulsem do napisania reportażu „Taniec Santa Muerte”? Historie kobiet. To jest fascynujące. Od sicario, poprzez dilerki, poprzez szmuglerki, porywaczki, mnóstwo historii, mnóstwo różnych scenariuszy.
Gdzie w sensie geograficznym, ale i emocjonalnym najtrudniej było ci prowadzić badania? W zakładach karnych, na ulicach miast Ameryki Łacińskiej, czy może w rozmowach z kobietami funkcjonującymi na styku przemocy i przetrwania?
Gdzie najtrudniej było mi prowadzić badania? W zakładach karnych, z tego względu, że tam przebywały kobiety, z których część była niewinna. Część kobiet doświadczyła ogromnej niesprawiedliwości. To było chyba dla mnie najtrudniejsze, patrzeć na ich taką mizerię życia codziennego.
Kiedy podczas pracy nad książką pojawił się moment największego wstrząsu? Czy było coś, co mimo twojego doświadczenia badawczego wciąż potrafiło cię zszokować, czy też po latach obcowania z tym światem takie granice już się zacierają?
Kiedy, kiedy przeżyłem największy wstrząs? Chyba wtedy, kiedy usłyszałem historię niewinnej staruszki, która była zmuszona przez jeden z gangów narkotykowych do tego, żeby przechować narkotyki. Wpada policja, narkotyki konfiskuje, a staruszka niewinna trafia do zakładu karnego na długie lata.
Jak kobiety, o których piszesz, odnajdują się w strukturach karteli? Czy ich rola to bardziej wymuszone przetrwanie, czy świadome budowanie pozycji i wpływów w świecie zdominowanym przez przemoc?
Jak kobiety odnajdują się w strukturach karteli? Bardzo różnie, ale to, co je łączy, przynajmniej większość przypadków, 90%, to to, że zostały do tego przymuszone. Tylko niewielka część czerpie z tego satysfakcję i prawdziwe pieniądze. Reszta jest po prostu zdominowana.
Czym różni się kobieca perspektywa narkobiznesu od tej, którą znamy z medialnych narracji o baronach? Czy to przede wszystkim inne motywacje, inna cena, czy może zupełnie inny sposób sprawowania władzy?
Czym różni się perspektywa zwykłych kobiet od kobiet, które określamy jako królowe narkobiznesu? Przede wszystkim tym, że zostały zdominowane, zostały wykorzystane. Bardzo często jest to nieszczęśliwa miłość, która je zaprowadziła do związku z kimś z przestępczości zorganizowanej, a później za kraty.
Dlaczego, patrząc lekko prowokacyjnie, narkobiznes może być jednym z niewielu obszarów, gdzie pojawia się realna szansa na swoiste równouprawnienie płci, choć odbywa się ono w skrajnie brutalnych warunkach?
Czy w narkobiznesie faktycznie dochodzi do egalitaryzacji, do tego, że płcie są sobie równe? Nie. Narkobiznes cały czas ma męską twarz. Natomiast od czasu do czasu pojawiają się tam kobiety, które zajmują najczęściej niskie pozycje. Taka historia Griseldy Blanco zdarza się bardzo rzadko.
Kto w polskich realiach narkobiznesu pełni dziś role analogiczne do tych, które opisujesz w książce? Czy kobiety w Polsce również zaczynają wychodzić z cienia, czy nadal pozostają niewidocznym, lecz kluczowym ogniwem?
W polskich realiach narkobiznesu kobiet jest bardzo mało. W związku z tym nie można mówić o tym, że kobiety zajmują coraz większą, coraz bardziej znaczącą rolę w narkobiznesie.
Wywiad zrealizowany w ramach patronatu Kryminalnych tropów nad książką „Taniec z Santa Muerte. Kobieca twarz narkjobiznesu”
