Reacher niezniszczalny? „Tajny raport” — recenzja 29. tomu serii

Jack Reacher w dwudziestej dziewiątej odsłonie serii nie zaskakuje niczym i właśnie w tym paradoksie tkwi cała siła tej książki. Lee Child i Andrew Child od lat oferują czytelnikowi ten sam kontrakt. Świat może się walić, sojusznicy mogą kłamać, a pamięć bohatera może zawodzić, ale jego wewnętrzny kompas moralny pozostanie nienaruszalny jak fundament. „Tajny raport” tego kontraktu dotrzymuje z niemal buńczuczną konsekwencją.

Reacher budzi się przykuty do prowizorycznego posłania, ze złamaną ręką i dziurami w pamięci sięgającymi ostatnich godzin. Nie wie, gdzie jest, nie wie, kto go tam zamknął, i — co u tego bohatera stanowi novum — nie do końca wie, co się właściwie wydarzyło. Ta chwilowa dezorientacja, tak obca postaci zbudowanej na fundamencie nadludzkiej percepcji, jest jednym z ciekawszych pomysłów tomu. Każe bowiem czytelnikowi patrzeć na wydarzenia trochę bardziej z boku, razem z bohaterem układać fakty z okruchów, zamiast biernie podążać za jego wszechwiedzącym spojrzeniem. Kiedy układanka zaczyna się składać, na horyzoncie pojawia się coś więcej niż osobista krzywda do pomszczenia, dokument, którego wagę trudno przecenić, i grupa ludzi gotowych zrobić wszystko, żeby go spieniężyć. Reacher, jak zawsze, nie szuka konfliktu. Ale kiedy konflikt go znajduje, odpowiada z metodycznością, która w tej serii nigdy nie przestaje robić wrażenia.

I to jest właśnie sedno tej lektury. Reacher pozostaje niezmiennie w formie, a jego etyczny kręgosłup trzyma się mocno, dominując nad całym tym drobnym zgiełkiem codzienności — intrygami, zdradami, ludzkimi słabościami — który innych bohaterów potrafiłby jeszcze pogrążyć w wątpliwościach. Tę konsekwencję można czytać z lekkim przymrużeniem oka, jak rytuał, którego reguły zna się na pamięć. A jednak siła fabularnej akcji, którą Lee Child i Andrew Child od lat oliwią z chirurgiczną precyzją, wciąż działa z atomową mocą, wciągając czytelnika bez cienia litości, a chwilami wręcz bezlitośnie.

Nie znaczy to jednak, że mechanizm jest bez skazy. Fabuła bywa nadmiernie poszatkowana, poboczne wątki czasem domagają się większej dyscypliny redakcyjnej, a niektóre zbiegi okoliczności trącą wygodą scenarzysty bardziej niż realizmem. To sformułowanie nie jest tu przypadkowe. „Tajny raport” czyta się miejscami tak, jakby jego architektura powstawała z myślą o ekranie, nie o stronie papierowej książki. Sceny są budowane pod kątem obrazu, dialogi mają rytm przystosowany do cięcia montażowego, a niektóre zwroty akcji funkcjonują bardziej jak efektowne beaty scenariuszowe niż jak organicznie wyrastające z logiki opowieści zdarzenia. To książka, która zdaje się patrzeć w stronę przyszłej adaptacji równie chętnie, co w stronę czytelnika z papierowym tomem w ręku, a klasyczna, książkowa budowa fabuły, z jej cierpliwym gęstnieniem napięcia i domykaniem wątków na własnych prawach, momentami ustępuje miejsca tej bardziej widowiskowej, ekranowej logice.

Napięcie narasta z uporem, który nie zna litości dla czytelniczej cierpliwości, a starcia, fizyczne i te rozgrywane przy stole przesłuchań, mają w sobie tę gęstość, która od dekad trzyma tę serię przy życiu. Czyta się to niemiłosiernie szybko, a odłożenie książki w połowie wymaga większej siły woli, niż większość czytelników zechce z siebie wykrzesać.

Do rąk sięgną po nią przede wszystkim wierni fani serii, dla których każdy kolejny tom to raczej rytuał niż odkrycie, i którzy dobrze wiedzą, czego się spodziewać, zanim jeszcze otworzą pierwszą stronę.

Przeczytane dzięki Wydawnictwu Albatros

Metryczka

Tytuł: Tajny raport
Autor: Lee Child, Andrew Child
Gatunek: thriller amerykański
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2025
ISBN: 978-83-8361-638-4

Nasza ocena