Recenzja: Wojciech Chmielarz „Rodzinny interes”
Bezimienny, to bohater – nie boję się wygłosić takiego sądu – który zyskał już mocne i trwałe miejsce na scenie postaci literackich współczesnej literatury polskiej. Jego pojawienie się w czytelniczym obiegu stanowiło nie lada zaskoczenie. Począwszy od formy i sposobu powstawania. „Prosta sprawa”, bo to w tej powieści przecież pojawia się wspomniany bohater, w swojej pierwotnej wersji pisana była w czasie lockdownu i publikowana w odcinkach na profilu Autora. I szybko zaczęła się cieszyć się wyraźnym zainteresowaniem i co najważniejsze dużym powodzeniem. Przyczyniła się przede wszystkim do tego charakterologiczna sylwetka Bezimiennego, stanowiącego jakże inną od wcześniejszych propozycję powieściowego protagonisty.
Popularność odcinkowej opowieści dała oczywisty asumpt do przygotowania poprawionej pisarsko i poszerzonej fabularnie wersji książkowej „Prostej sprawy”, po której pojawiły się nie mniej udane kolejne tytuły z cyklu: „Dług honorowy” i „Zwykła przyzwoitość”. Wzmocnienie i poszerzenie rzeszy miłośników Bezimiennego nastąpiło wraz z emisją bardzo udanego serialu, stanowiącego ekranizację pierwszej z cyklu powieści. Skądinąd przyczyniła się do tego świetna obsada z Mateuszem Damięckim na czele w głównej roli, choć do zapamiętania są też Piotr Adamczyk jako Kazik i Mateusz Kmiecik jako Czacha. A na deser znakomicie zadziałała też pograniczna lokacja Jeleniej Góry i okolic.
Z tym większym zainteresowaniem wyczekiwaliśmy na kolejną książkę z cyklu. A „Rodzinny interes” ani trochę nie zawodzi. Już cztery pierwsze karty prologu totalnie zaskakują. Obcojęzycznie brzmiący bohaterowie, daleka afrykańska Uganda, czarujące największe tropikalne jezioro świata. A za chwilę Bezimienny w Międzyzdrojach, nie potrafiący wytrzymać nawet kilku minut spaceru bez wtrącenia się w nie swoje sprawy, zakończonego jakże dla niego normalną bijatyką, z której przeciwnicy nie mają szans wyjścia bez szwanku. Jakby tego było mało i Międzyzdroje robią się za ciasne, jak i cała wyspa Wolin. Oto bowiem na scenę powieściową wkraczają trzy pozornie odrębne historie spod znaku kolejnych bohaterów: Barabasza, Barszczewskiego i Ptasznika. Jak łatwo się domyślić światy wyżej wymienionych postaci z czasem połączą się w narracyjnej opowieści, wplątując w to wszystko głównego bohatera cyklu.
Rzecz w tym, że Chmielarz tak wykreował Bezimiennego, że odnosi się wrażenie jakby to nie rzeczywistość obiektywnie wplątywała go we wszystkie wydarzenia, które dzieją się na kartach książki. To on sam każdorazowo staje się swoistym demiurgiem akcji powieściowej. Dzieje się to wręcz genialnie, nie boję się tak określić tego pisarskiego chwytu, w przestrzeni języka i obrazu. Bezimiennemu wystarczy kilka słów, zasłyszane zdanie, fragment rozmowy, a jeszcze lepiej, gdy otrzymuje szansę bezpośredniego spojrzenia na osobę, zamienienia z nią kilku słów. Działa wtedy jak – wybaczcie tak banalne porównanie – najlepszy skaner rodem z filmów i książek science fiction. Bezimienny słyszy bowiem zawsze więcej i widzi zawsze głębiej. Nie jest przy tym absolutnie wyidealizowaną postacią, która przewiduje każdy ruch lub projektuje zamiary innych postaci. Jego największą wartością jest właśnie to, że absolutnie nie jest to papierowa postać. I nie boję się powiedzieć, że mimo narzucających się naturalnie porównań ze słynnym bohaterem powieści Lee Childa, Jackiem Reacherem, literacka figura Bezimiennego jest po prostu bardziej ludzka. To bohater z krwi i kości, dosłownie. Mam na myśli przede wszystkim, chowającą się za maską twardziela i zimnego fachowca od przeżycia, warstwę emocji i uczuć, które odzywają się nie tylko, że rzadko, ale i niepozornie. W tym kontraście sprawności fizyczno-militarnej i swoistej głęboko wewnętrznej „czułości” ukrywa się właśnie literacka siła Bezimiennego, co powoduje mój zachwyt, ale z pewnością wielu innych czytelników.
„Rodzinny interes” po raz kolejny udowadnia również, że Chmielarz to znakomity znawca ludzkiej psychiki, a zwłaszcza motywów jakimi człowiek posługuje się w swoich życiowych wyborach. Nie jest przy tym żadnym odkrywcą w tym temacie, lecz jego wyjątkowość pisarska polega na bardzo udanym fabularnym splataniu uczuciowych słabości, emocjonalnych pułapek, fizycznych żądzy i psychicznych ograniczeń. Los każdego ze stworzonych bohaterów zamyka się w nieustannym napięciu wytworzonym w przestrzeni wyżej wymienionych przymiotów, które rzutują przecież na wzajemne relacje międzyludzkie. A te przecież pod płaszczykiem wielkich idei, szczytnych celów i głębokich wartości rzadko prowadzą do dobrych rozwiązań i decyzji.
To jest każdorazowo u autora „Żmijowiska” motorem napędowym dramatyzmu fabularnego, do którego dokładana jest sprawnie ułożona intryga, która niekoniecznie musi stanowić główną oś powieściową. Zresztą, pisarz najczęściej posługuje się rozwiązaniem literackim, w którym kwestia zagadki, a raczej niewiadomej, rozłożona zostaje na kilka wątków o różnym stopniu przenikania. W całości stanowi to bardzo atrakcyjną ofertę, wciągającą czytelnika na tyle skutecznie, by nie był w stanie ani za szybko przewidzieć możliwe rozwiązania, ani za płytko dać sią wciągnąć narracyjną opowieść. Dlatego „Rodzinny interes” to kolejna bardzo udana książka, obok której nie warto przejść obojętnie.
Przeczytane dzięki Wydawnictwu Marginesy
Robert Małecki „Zmora”

Polityka, służby, sensacja – co naprawdę kryje „Sejf” Sekielskiego?
07/16/2025 @ 08:29
[…] powieść sensacyjna, chwytliwy tytuł, a na dokładkę chwytliwa reklama: „Elektryzujący thriller! Złoto Saddama i kulisy polskiej polityki”. Ten zestaw jeszcze przed wydaniem książki Tomasza […]
Znikające zwłoki i samotność. Mortka wraca w mrocznym „Rytuale”
07/16/2025 @ 08:57
[…] Mortki to pozycja obowiązkowa i sądzę, że nie ostatnia skoro w rozmowie ze mną autor „Rodzinnego interesu” puścił wodze fantazji w temacie kolejnych śledztw komisarza: „chciałbym zobaczyć, jak […]