„Pięć grudniów” Jamesa Kestrela: kryminalna bomba z Hawajów!

Pierwsze tegoroczne zaskoczenie czytelnicze – James Kestrel!
Tej recenzji nie mogę zacząć inaczej. „Pięć grudniów” to totalnie wybuchowa mieszanka. I to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to festiwal egzotycznych barw i klimatów, jakże odległych czasowo i geograficznie, a jednocześnie wciągających w swój świat już od pierwszej karty powieściowej. Z główną postacią Joe McGrady’m, detektywem policji w Honolulu, spotykamy się w hawajskim barze na krótkie chwile przed słynnym atakiem Japończyków na Pearl Harbor. Żołnierz weteran chińskich wojen właśnie odpręża się po służbie przy szklaneczce whisky. Nagle nieoczekiwanie, tak naprawdę przez zrządzenie losu, który to jeszcze niejednokrotnie naznaczy losy bohatera, dostaje do prowadzenia swoją pierwszą kryminalną sprawę. Brutalne morderstwo, które szybko okazuje się podwójną zbrodnią. A na dokładkę w chwili niespodziewanego zagrożenia własnego życia, zmuszony jest jeszcze szybciej użyć śmiertelnie swojej broni. Następnego dnia podczas autopsji ciał McGrady dowiaduje się, że jedna z ofiar to bliski członek rodziny amerykańskiego generała. Tej sprawy nie będzie już mógł odpuścić. I co istotne dla dalszej opowieści, nie jest to tylko rozkaz służbowy, ale przede wszystkim wewnętrzny nakaz moralny głównego bohatera, który zdeterminuje jego dalsze postępowanie wbrew wszelkim przeciwnościom czasu wojny.
I nie wiem tak naprawdę, co mocniej zachwyca od samego początku powieści. Czy też jest to egzotyka miejsca z kulturowym doświadczeniem i bogactwem, w którym amerykański bohater – pomimo własnego barwnego balastu wojennych przygód i umiejętności asymilacyjnych – nie jest do końca „swój”. A wraz z rozszerzeniem lokacji książkowej na Hong Kong i Japonię, obcość stanie się naturalną okolicznością życiową McGrady’ego. Jeśli polskiemu czytelnikowi to za mało, to zaciekawienie wzbudza jeszcze silniej historyczny moment II wojny światowej. Wraz z atakiem na Pearl Harbor dynamika powieściowej akcji nie tylko przyspiesza, ale też nabiera wyjątkowości wynikającej ze zderzenia się z machiną wojny i innej kultury. Ta niezwykłość okoliczności fabularnych losów głównego bohatera zostanie z nami do ostatniej karty książki.
A może jednak jest tak, że to postać Joe McGrady’ego to najmocniejsza strona recenzowanej powieści? Jego osobowość nosi w sobie balast wielu literackich bohaterów, nawet jeśli sobie tego do końca nie uświadamiamy i nie potrafimy nazwać, przywołując choćby postaci Philipa Marlowa, Sama Spade’a czy nawet Jacka Reachera. Bo nie tylko chodzi tutaj o bohaterów kryminałów noir, ani też najlepsze wzory literackich samotników kryminalnego gatunku, ale głównie o siłę męskiego charakteru, w którym ukrywa się dedukcja i sprawność intelektualna, umiejętności i możliwości fizyczne oraz – co w tej książce jest znamienne – dojrzałość i wrażliwość emocjonalna.
„Pięć grudniów” to rewelacyjnie napisana powieść, stanowiąca miło zaskakującą mieszankę amerykańskiego kryminału noir, historii szpiegowskiej, odrobiny powieści wojennej, melodramatu, ocierającego się nawet o romans. Jej atutem jest absolutnie świetnie podana literacko atmosfera czasu wojny z dbałością o realia epoki przy równoczesnej trosce o plastyczność przestrzeni akcji powieściowej. Ta ostatnia pozornie nie jest poprowadzona w szaleńczym tempie, w którym brakuje nam tchu. Jeśli go zabraknie to z zupełnie innego powodu. Po prostu zwroty akcji są dobrane we właściwym rytmie lektury i z wyważonym stopniem zaskoczenia, dającego efekt nieustannego zaangażowania i zaciekawiania czytelnika.
Powieść Jamesa Kestrela, właściwie Jonathana Moore, byłego właściciela baru, śledczego kryminalnego oraz nauczyciela angielskiego, dzisiaj parającego się adwokaturą, czyta się z największym stopniem przyjemności i zadowolenia. „Pięć grudniów” to mocny i świetnie wykreowany bohater, nie będący kalką, lecz zaskakująco interesującym nawiązaniem do klasycznej tradycji gatunkowej. To dobrze poprowadzona akcja fabularna z wciągająca intrygą o określonym celu moralnym. Wreszcie egzotyczna lokacja i niezwykły czas narracyjnej historii, w które wplecione są w wyważony sposób dramaty ludzkie, okrucieństwo wojny i ludzkie uczucia. Polecam!
Przeczytane dzięki Wydawnictwu Rebis
Robert Małecki „Zmora”
