Mroczne „Podniebie” Gracy: Polska bez złudzeń

Bezkompromisowość. Oto główna cecha pisarska Agnieszki Gracy. Druga powieść krakowskiej autorki utwierdza w tym przekonaniu.
„Podniebie” to przede wszystkim bezkompromisowość w ocenie polskiej rzeczywistości i jej literackim przedstawieniu. Chce się powiedzieć, że pisarka „nie bierze jeńców”. Fabularną opowieścią tnie jak najostrzejszym nożem, nie zważając na nic i nikogo. Mimo przenikliwości i wyrazistości spojrzenia na współczesność, narracyjna historia nie jest czarno-biała w swojej układance. Jednocześnie nie zamyka się w szarości świata. No może za wyjątkiem tych chwil, gdy bohaterowie – zwłaszcza Iga Bagińska – odczuwają codzienności Krakowa, która – pomimo swojej wyjątkowości zamkniętej w tyglu historycznej i kulturowej tradycji nieustannie weryfikowanej nowoczesnością dopada ich w korkach ulicznych czy też nieodpuszczającym smogu. I może czytelnikom nie podobać się taka Polska, ale ona taka właśnie jest. Jeśli nawet zamykamy się w orbitach swojej powszedniości, a może bardziej ukrywamy się w kręgach swoich relacji i dopuszczanych do siebie głosów, to nie zmienimy faktu, że kraj, w którym żyjemy, ma tak wiele różnych, fałszywych, nierzadko bolesnych, niejednokrotnie prawdziwie okrutnych twarzy.
Realizm polskiego podwórka Graca kreuje poprzez dobór poszczególnych postaci literackich, z którymi stykają się główni bohaterowie. To jest niewątpliwa umiejętność literacka autorki „Czarnego poniedziałku”. Umiejętnie dobiera ich w zakresie wykonywanego zawodu, poglądów jakie prezentują, doświadczeń, które w sobie noszą, a przede wszystkim decyzji których dokonują. Dzięki nim i ich wzajemnym relacjom opowiada o tym, czego sama jako kobieta, Polka, krakowianka doświadcza. Oczywiście odbywa się to z pozycji powieściowego narratora, choć dominującym filtrem prowadzonej opowieści jest jednak postać Igi Bagińskiej. Wraz z Igorem Szotem tworzą niepowtarzalną dla współczesnej powieści kryminalnej parę detektywów.
Pozornie taki duet to zgrana formuła gatunkowa, ale u Gracy balast policyjnego solidnego doświadczenia w połączeniu z ludzką twarzą, niedopowiedzianą i jednak pokiereszowaną, budują ciekawy sposób rozwiązywania intrygi kryminalnej. Bagińska i Szot zdają się być specyficznie zgranym zespołem pomimo swojej jakże naturalnie przywoływanej niekiedy ułomności. I o ile psychologicznie główni bohaterowie, a także pozostałe postacie sceny powieściowej, zostały zbudowane z ciekawością i widoczna dbałością o naturalność, to jednak jak na realizm gatunkowy drażni chwilami gama śledczych możliwości prywatnych detektywów, a zwłaszcza przesadna „doskonałość zawodowa” byłych policjantów. Szczególnie, że stawiana jest już od pierwszej powieści w dość wyraźnym kontraście do policyjnych działań oficjalnego śledztwa. Choć właściwszym słowem powinno być określenie „nie-działań”. Policyjni śledczy u Gracy cechują się bowiem nader rozbudowaną niemożnością wykonywania swoich służbowych czynności, a to z powodu braku czasu, a to nadmiaru obowiązków, albo – jak głównie ma to miejsce w „Podniebiu” – ze względu na celową inercję nadzorującego postępowanie prokuratora. I o ile takie sytuacje się zdarzają (niezależnie od „poprawności politycznej” apolitycznej przecież prokuratury), to jednak w poważnych sprawach nie stanowi to jednak dominanty. W połączeniu z dość mimo wszystko beztroską sztuką „dzielenia się” procesowymi ustaleniami, przedstawia to organy procesowe w złym świetle. Zgodzę się, że to swoista „licencja poetica” krakowskiej autorki, lecz zbędnie z powieści na powieść przerysowywana. Warto w kolejnej książce zastanowić się nad ciekawszą i prawdziwszą złożonością tego zagadnienia, rysującego się na linii współpracy i rywalizacji pracy organów policyjnych i prokuratorskich oraz agencji detektywistycznych. Mam wrażenie, że to wyjdzie z jeszcze większą wartością dla realizmu kryminału.
Niezależnie od tych spostrzeżeń „Podniebie” ukrywa siłę głównych powieściowych charakterów, o mocnej konstrukcji psychicznej, ale i poplątanej czysto ludzkimi emocjami i uczuciami w sferze czysto prywatnej. Widać jak Graca w kolejnych książkach odkrywa karty w tym zakresie, plotąc coraz ciekawiej biograficzne nici obu bohaterów. Mam wrażenie, że ich losy jeszcze nie raz zaskoczą i zrewidują nasze spojrzenie na te postaci.
Śledczy upór Bagińskiej i Szota, trochę nietypowy jak na prywatnych detektywów, pozwala w pełni rozwijać kryminalną intrygę. A ta, jak już przywoływałem na początku recenzji, także stoi pod znakiem bezkompromisowości. Tak mocnej jak dobitnie różne i zaskakujące jednocześnie potrafią być motywy ludzkiego działania w obszarach etycznego upadku i mroku. Niezależnie czy dzieje się to wsród bliskich, rodziny, czy też w środowiskach pracy, uczelni, czy w świecie polityki, to Graca potrafi dostrzec najciemniejsze strony człowieczej natury. Jest przy tym stanowcza i niewzruszona. Nie ma dla niej świętości, bo być nie może tak naprawdę. Choć wielu w polskim społeczeństwie chciałoby inaczej to widzieć. Wielu ten obraz zakłamuje celowo, wielu zaklina mimo dostrzegalnych sygnałów, a jeszcze inni po prostu nie chcą widzieć ciemnej strony, bo tak jest łatwiej i lepiej. Choć Ci ostatni i budują tą moc zła jeszcze bardziej niż inni. Taka jest właśnie Polska i Graca kreując intrygę o tym właśnie opowiada. Mocno i ciekawie, nie pozostawiając czytelnika ani przez moment w jakimkolwiek uspokojeniu. Wciągająca i emocjonalna literatura. Tym bardziej polecam.
Przeczytane dzięki Wydawnictwu Agora
Robert Małecki „Zmora”

Nicola Lagioia i mroczne oblicze Wiecznego Miasta - Kryminalne tropy
10/06/2025 @ 19:20
[…] „Ciao amore, ciao”. Morderstwo w Rzymie” to pozycja literatury faktu, opublikowana w klasycznej serii wydawniczej reportażu, to od pierwszych kart zaskakuje narracją […]