Najciemniejszy mrok w polskim kryminale. Recenzja „Kucharza” P. Chomczyńskiego
Napisać o kryminale, że jest jednym z najmroczniejszych jaki pojawił się na polskim rynku wydawniczym ostatnich miesięcy to albo z jednej strony podjąć ryzyko nieznajomości tytułów z tej półki gatunkowej, albo z drugiej strony dostrzec coś świeżego i odmiennego w zalewie propozycji kryminalnych. W przypadku „Kucharza” Piotra Chomczyńskiego objawia się to drugie z wymienionych spostrzeżeń.
Powieść łódzkiego kryminologa spowija najciemniejszy z mroków. Wychodzący wprost z czeluści ludzkiej duszy, odartej z jakichkolwiek granic chroniących przed własnym złem. Mrok, zło i szaleństwo jest na każdej stronie książki. To dominanta, której autor jest wierny i z której pomocą tworzy szkielet całej fabuły książkowej.
Jak przystało na naukowca, który zna temat nie tyle od podszewki, co u podstaw badawczych i opartych na własnych doświadczeniach zagranicznych wyjazdów i polskich obserwacji, Chomczyński wybiera bardzo aktualny temat opowieści. Dotyczy on coraz popularniejszych także w Polsce, dominujących silnie na narkotycznym rynku wielu krajów obu półkul, narkotyków syntetycznych. Nie czas i miejsce by tłumaczyć ich źródła i aktualnej pozycji, ale warto powiedzieć używając przenośni językowej, że nic tak idealnie nie stworzyło duetu zysku i śmierci jak zło i chemia. I w „Kucharzu” to doskonale widać i czuć podczas lektury. To bardzo udany aspekt recenzowanej książki.
Stanowczo słabszy wydaje się być sam sposób działania sprawców spod znaku wymienionego wyżej duetu „zła i chemii”. Chomczyński proponuje nam przestępców, którzy przekraczają – wbrew zauważalnej na każdym kroku ich troski o dyskrecję – poniekąd granice rozsądku i rozwagi, która przecież leży u podstaw działania zorganizowanych grup przestępczych. Oczywiście zgoda na zdanie, że najsłabszym ogniwem każdej takiej działalności jest każdorazowo sam człowiek. Tak też dzieje się w „Kucharzu” i brawa za realizm w tym obszarze powieściowym, zwłaszcza w obrazie członków grupy przestępczej wykonujących najbrudniejszą robotę.
Większy kłopot przynosi podczas lektury postać, używając slangowego języka świata narkotykowego, „kucharza od narkotyków”. Z punktu widzenia poprowadzonej intrygi książkowej to osoba świetnie ukryta w kryminalnej historii, stanowiąc główny element zagadki. I sądzę, że wielu czytelników do samego końca lektury będzie błądzić w swoich odpowiedziach na pytanie kim on jest. Choć dodam, że wnikliwy odbiorca, doświadczony „w bojach kryminalnych zagadek literackich” ma szansę na szybsze wskazanie personalne „kucharza”.
Sęk w tym, że jednocześnie sposób działania tej postaci w wymiarze sposobów sprawdzenia efektów „warzonych” przez siebie narkotyków wydaje się być jeśli nie absurdalnie nierealistyczny, to przynajmniej szalony i na granicy rozsądku.
U Chomczyńskiego, zwłaszcza w perspektywie kreowanych wzajemnych relacji głównych bohaterów, takie zachowanie „kucharza od narkotyków” zdaje się mieć mocne wytłumaczenie. Związane jest to z ciekawie zarysowanym i interesująco poprowadzonym układem interpersonalnym, który obejmuje: Marcina Kocha – młodego kryminologa, konsultanta policyjnego, komisarz Marzenę Branicką – poznańską policjantkę wydziału kryminalnego, profesora Bogusława Kleina – toksykologa i Natalii Klein – redaktorki rubryki „Z życia sławnych i bogatych”, niespełnionej dziennikarki śledczej. Na linii korelacji i zależności tych czterech bohaterów recenzowanej książki odbywa się bowiem akcja powieściowa. Na przeciwległej osi znajduje się świat przestępczy, za którego działaniami leżą makabryczne odkrycia i totalnie nieludzkie zachowania, przekraczające wręcz granice zrozumienia. I po raz kolejny Chomczyński ryzykuje. Tym razem obrazem ofiar, które de facto stają się sprawcami własnej bolesnej, dramatycznej śmierci. Niejeden czytelnik będzie miał kłopot z racjonalizacją takiego zła, twierdząc „nie wierzę”. A to właśnie owoc mrocznego duetu „zła i chemii”.
Powieść „Kucharz” Piotra Chomczyńskiego nosi oczywiście błędy charakterystyczne dla debiutu literackiego, jak choćby zaskakująca grupa prowadzących śledztwo, nie zawsze broniąca się realizmem, co wynika z osobistej chęci „uhonorowania” świata akademickiego i własnej profesji połączonej z chęcią zbudowania nieoczywistej historii. Stąd też taki a nie inny pomysł na fabułę i tematykę książki. Choć za tą ostatnią należy duża pochwała, bo pisarz dotknął aktualnego problemu, który istnieje. Co więcej, rozwija się i jego mrok rozleje się jeszcze – niestety – na polskie ulice i domy. Czytajcie więc kryminologów.
