Zagadki ukryte w kreskach: „Dziwne obrazki”, które nie chcą zniknąć z głowy

Obrazek, rysunek… czy od takiego zwykłego artefaktu, który wszyscy znamy już od dzieciństwa, może rozpocząć się historia kryminalna? Poniekąd każdy rodzaj zarzewia fabularnego jest dobry jeśli się go odpowiednio wpisze w całość narracyjnej opowieści. Trudniej oczywiście w wielu przypadkach odnaleźć w takich przypadkach realizm historii, a stąd już krok w kierunku pisarskiej kompromitacji. 

Z pewnością ta uwaga nie dotyczy autora „Dziwnych obrazków”. Japoński twórca Uketsu, zawsze tajemniczo chroniący swoje personalia za czarnym kombinezonem i białą maską na twarzy, dodatkowo elektronicznie zniekształcając swój głos, proponuje zaskakującą historię. W niewielkiej książeczce prowadzi nas przez zdarzenia, których osnową intrygi kryminalnej każdorazowo są obrazki. Dosłownie i nie zdradzę tutaj niczego z fabuły książki, co zepsułoby jej lekturę. Najpierw idzie o rysunek ciężarnej kobiety z włosami rozwianymi na wietrze, który umieszczony zostaje na przeciętnym blogu mieszkańca Japonii. Kolejny to dziecięcy rysunek z zamazanym na szaro mieszkaniem w bloku, w którym mieszka zaginiona dziewczynka. Jeszcze bardziej tajemniczo spoglądamy na mini szkic górskiego zbocza, narysowany drżącą ręką znalezioną w górach ofiarę morderstwa. Łącznie dziewięć obrazków. 

Zadziwiająca układanka w „Dziwnych obrazkach”. Uketsu zaczyna swoją historię bardzo spokojnie, rzekłbym nawet, że lekko usypiająco, choć intryguje od samego początku i gwarantuję, że żadnej nudy nie ma. Opisana próba odkrycia tajemnicy blogowych wpisów i zajrzenia w realia głębsze niż publiczne zapisy wydają się być karkołomnym pomysłem. A jednak to się sprawdza. Jest mocno zagadkowo i trudno przestać. Dwoje młodych ludzi, Sasaki i Kurihara, nawzajem inspirując siebie i dosłownie „nakręcając” do rozwikłania sekretu. I trudno nie zgodzić się z nimi, że blog, którym się zajmują jest co najmniej dziwny, a obserwowany na nim swoisty dialog pomiędzy żoną i mężem, Yuki i Renem, stanowiący zapis czasu ciąży i oczekiwania na narodziny dziecka, niesie w sobie nie tylko tajemnicę, ale i spory niepokój. 

Ten niepokój pozostanie już z czytelnikiem do samego końca. To niezwykła strona recenzowanej książki. W każdym jej kolejnym rozdziale pojawia się nowa historia, w której – jak już sygnalizowałem – centralną rolę odegra obrazek. Za każdym razem też stoi za nim zagadka, która wraz z poszerzaniem fabularnej opowieści nabiera kryminalnego podtekstu. Jest w końcu zbrodnia, za którą ukrywa się makabryczne podejście do sposobów rozwiązywania problemów życiowych. 

Tak oto spokojny zagadkowy zalążek, nie wiedzieć kiedy, zamienia się w mocny i przerażający bieg zdarzeń. Coraz więcej tu niejasnych domysłów i zapętleń akcji, a cała książka zaczyna jawić się jako rzecz zupełnie inna niż wydawałoby się jeszcze kilkadziesiąt stron temu. Chyba nie tylko ja początkowo dostrzegałem poszczególne  rozdziały jako odrębne opowiadania, by w końcu zauważyć, że tajemnica spaja je w jedną spójną całość. 

„Dziwne obrazki” Uketsu są rzadko spotykanym przykładem na głęboko poprowadzoną interaktywność. Dotyczy to przede wszystkim czynności analizowania z kolejnymi bohaterami odnajdywanych obrazków, ale i też rozwiązywania zarysowanej intrygi. Oczywiście książka ta ma twarz współczesnego prostego, „tutorialowego” przekazu i takim też językiem została napisana, co świetnie zaprezentowała w polskim przekładzie Sara Manasterska. W swojej prostocie ukrywa jednak wrażliwość psychologiczną, wyraźnie nakierowaną na bolączki japońskiego pokolenia zamkniętego pomiędzy depresją, zaburzonymi relacjami rodzinnymi i nieustanną presją społeczną. To zaskakująco ciekawy kryminał z elementami thrillera, powieści psychologicznej, a nawet horroru – odmiany grozy wnikającej pod czytelniczą skórę. 

Przeczytane dzięki Wydawnictwu Czarna Owca