„Zbawca” i „Ogar” – literacki mrok bez litości

Gdyby próbować mierzyć aktualne natężenie mroku i emocji w polskich powieściach kryminalnych, to z pewnością miejsce na podium mają zapewnione książki Krystiana Stolarza. „Zbawca” i jego kontynuacja „Ogar” to jedno z najmocniejszych uderzeń literackich ostatnich miesięcy. 

Śmiem twierdzić, że powieści te wyrastają z samego rdzenia zła. Tytułowi bohaterowie negatywni – Zbawca i Ogar – to dosłowne wcielenie mocy piekielnych, upadku moralności i zdziczenia ludzkiego. Z samego dna i czeluści nieprawości wyrastają ich zbrodnie. Kreując ich świat Stolarz w żaden sposób nie oszczędza swoich czytelników. Podobnie zresztą z pozostałymi postaciami świata przedstawionego obu powieści. Nie jest to jednak bezmyślne epatowanie złem ani też celowe wywoływanie sensancji dla efektu strachu i wyróżnienia się spośród coraz większej rzeszy autorów kryminałów i thrillerów. 

Ten efekt mroku ludzkiej duszy i bezgranicznej bezsensownej brutalności ma na celu przede wszystkim zbudowanie właściwej scenerii narracyjnej. Jako czytelnicy razem z ofiarami przestępstw zostajemy zamknięci w ciasnej i nieznośnej przestrzeni niegodziwości oraz zniszczenia wszelkich pozytywnych wartości i emocji. Tak naprawdę autor osiąga bezpośrednio odczuwalny efekt synergii. 

Stajemy się bowiem uczestnikami tego samego świata bolesnych doznań i wrażeń, co główni bohaterowie – Julia Marzewski, Wiktor Rybak i Marcin Rau. Nie sądzę by znalazł się choć jeden czytający obie powieści, którego stan emocjonalny zostanie obojętny. Stolarz przecież nie oszczędza czytelnika w żaden sposób. Uderza mocno, trafnie i bezlitośnie.  Nawet nie wiemy kiedy zostajemy wciągnięci w świat emocjonalny Julii Marzewskiej. 

Osiągnięcie tego efektu przychodzi autorowi „Dla ciebie nawet” zaskakująco łatwo, co oznacza, że grę na emocjach opanował w sposób doskonały. Tym zresztą wyróżnia się to książkowe śledztwo. Tutaj nie tylko razem z policjantami z Głogowa prowadzimy sprawę, ale także razem z nimi przeżywamy wściekłość i strach, zaskoczenie i przewidywania. Lecz jest jeszcze coś ważniejszego – zemsta. 

Możesz do lektury „Zbawcy” i „Ogara” siadać z jak najczystszym sercem, jasnym umysłem i niezmąconą duszą, a i tak Stolarz gwarantuje ci, że w końcu zechcesz zemsty w imieniu Julii Marzewskiej. I będziesz balansował tak jak ona na granicy dobra i zła, wściekłości i spokoju, cierpliwości i wrzasku. Autor, sam przecież doświadczony, czynny policjant kryminalny, nie oszczędza swojej bohaterki. Nie jest u niego kryształową policjantką. Odziera ją z pozornych cech, wystawiając na próbę po raz kolejny i kolejny. Banałem byłoby tutaj przypominać o słynnej sentencji Friedricha Nietzschego z jego dzieła „Poza dobrem i złem”, brzmiącego: „Kto walczy z potworami, ten niechaj baczy, by sam przy tym nie stał się potworem. A gdy długo spoglądasz w otchłań, otchłań patrzy też w ciebie”. 

Banałem jednak nie jest jakże autentyczna postać wspomnianej policjantki. Ona nie tylko spojrzała w otchłań, ona jej dotknęła, doświadczyła. Sama w sobie w akcie zemsty otchłani doznała. W jaki sposób i na jakich zasadach? Odpowiedzi na te pytania pozostawiam już czytelnikom. 

Przeczytane dzięki Wydawnictwu Prószyński i S-ka