Gdy policjant sięga po pióro – recenzja „Historii z paragrafem”

Jako twórca i prowadzący przez lata szereg spotkań autorskich Festiwalu Kryminału „Kryminalna Piła”, ciągle wtedy czynny policjant, słyszałem niejednokrotnie, że każdy funkcjonariusz służby dochodzeniowo-śledczej czy operacyjno-rozpoznawczej ma niejako zawodowe predyspozycje do budowania udanych i ciekawych opowieści mogących jak najbardziej konkurować z literackimi propozycjami autorów powieści kryminalnych. Taka teza wynikała z przekonania, że życie potrafi zaskakiwać i budować ciekawsze scenariusze niż twórcy fikcyjnych historii. 

W rzeczywistości jednak policjanci służby kryminalnej z rzadka sięgają po tego typu książki gatunkowe, mając niejako dość tematyki w codziennych zawodowych zmaganiach. Jeszcze mniejsza liczba funkcjonariuszy chwyta za przysłowiowe pióro, by przekuć (a właściwie przelać) własne doświadczenia na fabularne historie. To naprawdę rzadkie sytuacje. Choć chciałoby się mieć polskiego Jorn Lier Horsta. 

Aktualnie miana najlepszych polskich pisarzy pochodzących ze świata policyjnej służby broni bardzo udanie Krystian Stolarz. Ale o jego ostatnich powieściach przeczytacie już wkrótce w innej mojej recenzji. Koniecznie jednak sięgnięcie po książkę innego byłego policjanta, która choć wydana w selfpublishingu, to śmiało może konkurować z propozycjami profesjonalnych witryn wydawniczych. 

„Historie z paragrafem” Dawida Wudarczyka to bardzo trafiony literacko zbiór pięciu opowiadań, a właściwie – tak jak chce w tytule sam autor – opowiedzianych historii z życia policjantów służby kryminalnej. Ich największym atutem jest wyraźnie wyczuwalna autentyczność poprowadzonej narracji. Została ona poprowadzona w pierwszej osobie. Dzięki temu w sposób bardzo wyczuwalny spoglądamy na rzeczywistość oczami funkcjonariusza Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Ostródzie. Zajmuje się on sprawami I referatu, który zajmuje się zwalczaniem przestępczości przeciwko życiu i zdrowiu. 

Idealny narrator i jednocześnie bohater dla gatunkowej literatury? Z pewnością, ale jeśli spodziewacie się u Wudarczyka fabuł i postaci na wzór literackich propozycji naszych czołowych autorów kryminałów, to nic bardziej mylnego. Nie ma tutaj seryjnych zabójców, nie znajdziecie historii z psychopatami uprawiających wymyślne tortury ani też nie przeżyjecie zaskakujących przygód śledczego kumającego się czy to z atrakcyjną dziennikarką lub nieustępliwym prywatnym detektywem. Tutaj wiodącym zagadnieniem jest każdorazowo prowadzona sprawa kryminalna. Każde opowiadanie to tak naprawdę swoiste lustro żmudnej, niekiedy beznadziejnej w efektach, roboty, której celem jest ustalenie i ujęcie sprawcy przestępstwa.

Autor recenzowanej książki w sposób rzetelny, ale jednocześnie nie nudny i pozbawiony emocji, w każdym opowiadaniu pozwala czytelnikowi być obserwatorem policyjnego procesu dochodzenia prawdy, a wraz z nią realizacji idei praworządności. Oczywiście wyłącznie w tym niejako początkowym stadium rozwiązywania sprawy kryminalnej, której uwieńczeniem będzie zatrzymanie przestępcy i oddanie go w ręce wymiaru sprawiedliwości. 

To niezwykle ważny aspekt każdej historii. Wudarczyk świetnie pokazuje jak za niewdzięczną i dotykającą jądra zła robotą policyjną ukrywają się wachlarz emocji i bagaż etycznych rozterek. Jest tutaj miejsce i na radość z sukcesów, poszukiwanie uśmiechu w zepsutym systemie, ale też i na smutek doświadczeń ludzkich czy też rozedrganie w wyniku bezsilności. Zresztą kalejdoskop emocji i wrażeń, jakim poddawany jest policjant podczas swojej służby, w każdym opowiadaniu jest bogatszy. Zapoznanie się z nimi pozostawiam jednak przyszłym czytelnikom. 

Z pewnością małe formy literackie Wudarczyka warte są lektury z powodu zastosowanego tam języka prowadzonych dialogów. Skrzy się w nich od policyjnego żargonu i języka ulicy. I w tym przypadku nie będzie to zarzutem, ale właśnie dużym atutem. Tutaj wszystko w rozmowach poszczególnych postaci brzmi autentycznie i żywo. Prawdziwość dialogów nie musi być w takim przypadku naprawiana językiem literackim. Może odrobinę wygładzenia i ukształtowania potrzebują fragmenty czysto narracyjne. Ale i to znajduje usprawiedliwienie. Wszak pisarz przyjął założenie, że narratorem jest policjant, realny policjant. 

Podobnie jest z linią fabuły każdego opowiadania. Nie zawsze jest ona poprowadzona perfekcyjnie, jakby współgrała z „szarpaną” robotą wykrywczą. To jednak wystarcza, co w połączeniu z humorem, emocjami i realizmem każdej historii, daje nam sporą dawkę interesującej lektury. 

Przeczytane dzięki Zmysłami przez świat