Zbrodnia, która nie musiała się wydarzyć. Marta Reich o prawdzie, emocjach i granicach w true crime
Co było dla Ciebie najtrudniejsze na etapie pierwszego kontaktu z autentycznymi materiałami śledztwa, które stały się fundamentem „Zatrutej krwi” — czy bardziej uderzała Cię surowość faktów, chłód języka dokumentów, czy może świadomość, że za każdą linijką zapisu kryją się prawdziwe emocje, dramat rodzin i długotrwała walka o sprawiedliwość?
Dla mnie najtrudniejsze do zaakceptowania i do przyswojenia było właśnie to trzecie, czyli ten dramat rodziny, emocje, które towarzyszyły tej sprawie, walka o sprawiedliwość, która trwała kilka lat, pomimo że w zasadzie ta historia powinna być bardzo prosta i szybka w właśnie w poszukiwaniu i dochodzeniu sprawiedliwości, a jednak tak się nie stało.
Wydaje mi się, że to, co było dla mnie takie wyjątkowo trudne, to było to, że to była to była tragedia, do której absolutnie mogło nie dojść. To się zupełnie nie musiało wydarzyć i stała tak naprawdę za tą tragedią stała tak naprawdę tylko i wyłącznie ludzka podłość i to chyba właśnie to szokowało mnie najbardziej, kiedy kiedy czytałam o tej sprawie.
Kiedy podczas pisania „Zatrutej krwi” odczuwałaś najsilniej emocjonalny ciężar tej historii — czy był to moment pracy z konkretnymi aktami sprawy, rekonstrukcja dramatycznych wydarzeń, czy może chwile, w których musiałaś odłożyć emocje na bok i spojrzeć na materiał z dystansu niezbędnego do stworzenia spójnej opowieści?
Na pewno ten dystans jest dla mnie ogromnym wyzwaniem.
To, żeby pamiętać, że opisuję ludzką tragedię, opisuję coś, co dotknęło czy nawiązuje do czegoś, co dotknęło prawdziwych ludzi, prawdziwe ludzkie istnienia i to dużo szerzej niż tylko w kontekście ofiary i oprawcy, bo mamy tu przecież też rodziny, krewnych, przyjaciół, znajomych, dzieci. Więc to grono jest bardzo szerokie i trzeba o nich pamiętać i ten szacunek i wrażliwość zawsze powinny stać na pierwszym miejscu. Ale wydaje mi się, że coś, co też jest dla mnie bardzo trudne i co było dla mnie bardzo trudne w tej sprawie, to było trzymanie się faktów, ale równocześnie sfabularyzowanie tej historii na tyle, żeby czytelnik zrozumiał, co tam się właściwie wydarzyło. Bo ta historia na płaszczyźnie motywu, w ogóle powodów, pobudek do do do tej zbrodni, pobudek do do tego zabójstwa, no jest absolutnie niesłychana i bardzo trudno jest tak naprawdę zrozumieć nawet dziś, nawet z perspektywy czasu, dlaczego do tego zabójstwa doszło i dlaczego do niego w ogóle musiało dojść, bo do niego naprawdę dojść nie musiało.
I tak naprawdę do dziś osoby, które brały czynny udział w dochodzeniu, zadają sobie pytanie, jaki tak naprawdę był motyw? Po co to się wydarzyło? Dlaczego aż tak? Dlaczego aż ktoś musiał zginąć w tej historii?
Jak udawało Ci się zachować równowagę między empatią wobec bohaterów inspirowanych prawdziwymi osobami a koniecznością zachowania pisarskiego chłodu — szczególnie w scenach ukazujących mechanizmy manipulacji, pozorów i podwójnego życia, które w tej historii odgrywają znaczącą rolę?
To jest bardzo dobre pytanie i bardzo za nie dziękuję, dlatego że nawet dlatego że nawet ostatnio wymieniłam opinię z jedną z moich czytelniczek, która powiedziała, że ma bardzo duży taki dylemat moralny z gatunkiem true crime i rozmawiałyśmy o tym rozmawiałyśmy o tym, że to, czego ona zawsze się obawia w tego typu opowieściach, to jest to jest wydawanie sądów przez pisarzy, czyli osoby bądź co bądź postronne wobec spraw, które się wydarzyły i w których tak naprawdę ostatnie słowo powinien mieć sąd.
I ja się tutaj z nią całkowicie zgadzam. Bardzo ważną rolą pisarza i bardzo dużym obowiązkiem pisarza przy tworzeniu historii true crime jest to, żeby możliwie jak najbardziej zdystansować się do historii, którą okazuje którą pokazujemy, pokazać możliwie jak najwierniej te ludzkie uwikłania, które miały i okoliczności, które stały za zbrodnią, ale bez wydawania ocen czy wyroków i bez utożsamiania się z którąkolwiek ze stron. I to jest bardzo ważne i to jest bardzo trudne. Dla mnie myślę, że jest to trudne w dwójnasób, bo ja bardzo się identyfikuję generalnie ze swoimi bohaterami i z historiami, które opisuję. W ogóle bardzo mocno się angażuję we wszystko, co robię, więc to jest dla mnie przy tej serii to jest naprawdę ogromne wyzwanie, żeby na pewno ten dystans i chłód zachować.
Czym kusiła Cię fikcja w trakcie pracy nad materiałem tak silnie osadzonym w rzeczywistości — czy pojawiały się momenty, w których miałaś pokusę dopowiedzenia czegoś więcej, pogłębienia motywacji postaci lub wyostrzenia konfliktów, by nadać opowieści jeszcze mocniejszy wymiar etyczny i artystyczny?
To jest właśnie też trochę coś, o czym o czym powiedziałam przed chwilą. Trzeba bardzo uważać, gdy opisuje się historię czy gdy tworzy się powieści inspirowane prawdziwymi prawdziwymi zdarzeniami, to trzeba bardzo uważać na to, jak tę rzeczywistość się pokazuje. I teraz o ile uważam, że pisarz ma prawo dodać pewne sceny czy podkręcić pewne wątki, które pojawiały się w śledztwie, po to żeby książka literacko była ciekawsza, o tyle uważam, że nie ma prawa wchodzić w nadinterpretację, jeżeli fakty związane z tą prawdziwą historią o niczym takim nie świadczą.
Czyli uważam, że jak najbardziej mamy prawo na przykład podkreśla mamy prawo na przykład wzmacniać jakieś poszlaki, które się pojawiały, jakieś wątpliwości śledcze, jakichś podejrzanych czy jakieś tezy, które się pojawiały w oryginalnym śledztwie i jeżeli na przykład w oryginalnym śledztwie ktoś bardzo szybko został zwolniony z podejrzeń, a my chcemy trochę to ciekawiej pokazać i no trochę trochę rozwinąć ten ten fałszywy trop, to możemy sobie na to pozwolić, jeżeli później jasno zaznaczymy to w posłowiu, ale już moim zdaniem nie powinniśmy dopowiadać motywów działania bohaterów, wszystko jedno czy czy postronnych, czy ofiary, czy zabójcy, jeżeli z kolei w tej oryginalnej historii nic na takie motywy nie wskazuje. I teraz to jest z jednej strony ogromna odpowiedzialność, z drugiej strony to jest ogromne ograniczenie, bo o ile w historiach całkowicie fikcyjnych ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia i możemy stworzyć dowolnie dynamiczną historię i dowolnie fabularnie ciekawą opowieść, którą sobie wymyślamy, o tyle jednak w prawdziwej jeżeli opisujemy prawdziwą historię, to naszym ograniczeniem jest po prostu sama ta historia i jej ramy.
No bo nie możemy tutaj nagle wprowadzać zupełnie innych motywacji, które by kogoś wybielały na przykład albo obwiniały o coś. Trzeba na to bardzo, bardzo bardzo bardzo na to uważać. Więc to powoduje, że czasami taką historię paradoksalnie jest trochę trudniej opisać, bo może sama ta oryginalna historia jest bardzo kameralna, może może to śledztwo nie było spektakularne. I ja właśnie mając do porównania „Martwych kwiatów„, poprzedniej mojej powieści, która odnosiła się do sprawy bardzo spektakularnej i bardzo głośnej i mając porównanie do „Zatrutej krwi”, która jest sprawą bardzo kryminalną bardzo taką która jest sprawą bardzo kameralną, domową właściwie, można powiedzieć, no miałam to ograniczenie, miałam to poczucie przy pisaniu „Zatrutej krwi”, że może mogłabym coś tutaj jeszcze coś tutaj jeszcze dodać, coś skomplikować, a za bardzo mi nie a za bardzo nie wypada, a za bardzo nie powinnam.
No i wtedy trzeba po prostu użyć swojego pisarskiego warsztatu w taki sposób, żeby mimo wszystko dla czytelnika było to ciekawe i dynamiczne.
Dlaczego Twoim zdaniem literatura inspirowana prawdziwymi sprawami kryminalnymi ma szczególną siłę oddziaływania na czytelników — czy wynika to z faktu, że konfrontuje nas z realnością zła, które nie jest wymysłem autora, lecz wydarzyło się naprawdę, w konkretnym miejscu i czasie?
Tak, myślę, że to jest dokładnie to. Myślę, że czytając opowieści oparte na prawdziwych zdarzeniach, inspirowane prawdziwym ludzkim złem, no łapiemy się siłą rzeczy na tym, że to wydarzyło się naprawdę, że to nie jest abstrakcja, że to nie jest jakaś tragiczna bajka dla dorosłych, tylko to jest coś, co się wydarzyło za czyjąś ścianą, w czyimś domu, w czyjejś prawdziwej rodzinie, w jakiejś realnej społeczności.
I i to jest bardzo trudne, ale ja myślę, że to jest też coś jeszcze, bo myślę, że gdy my dowiadujemy się o różnych prawdziwych sprawach kryminalnych po prostu w mediach, to zazwyczaj dostajemy taki wierzchołek góry lodowej, czyli dowiadujemy się, że coś się stało, dowiadujemy się, kto zginął, dowiadujemy się zazwyczaj, choć nie zawsze, kto za tym stał i że został ujęty i że został ukarany, ale my tak naprawdę nie znamy kulis tej sprawy i nie wiemy, jakie te motywacje były. Czasami wręcz poraża nas taka przypadkowość tych zdarzeń. A tymczasem kiedy wchodzimy w te historie, kiedy próbujemy dowiedzieć się, jakie były ich kulisy, to dowiadujemy się, że no te kulisy były bardzo mocno osadzone w rzeczywistości. Tam zazwyczaj coś się wydarzyło, tam były jakieś motywacje, takie albo inne, które za tym stały, szereg decyzji, szereg błędów, szereg katastrofalnych i i nieraz bardzo złych motywacji, ale to wszystko ma swoje dużo głębsze dno niż po prostu taka wycinkowa, sucha informacja prasowa czy medialna w ogóle, którą dostajemy w środkach masowego przekazu.
Gdzie w trakcie pracy nad książką przebiegała dla Ciebie granica między dokumentalną wiernością faktom a potrzebą literackiego uporządkowania historii — zwłaszcza gdy realne wydarzenia, tak jak w sprawie, która doprowadziła do wieloletniej walki bliskich ofiary o skazanie sprawcy, domagały się nie tylko precyzji, lecz także empatii wobec ich bólu?
W tej akurat historii udało mi się dość wiernie trzymać i faktów, i chronologii, dlatego że sama ta sprawa nie była tak bardzo skomplikowana, powiedzmy, jeżeli chodzi o złożoność śledztwa.
Ona była bardzo skomplikowana w związku z tym, że śledczym bardzo trudno było cokolwiek udowodnić, w związku z tym, że właściwie też bardzo długo wydawało się, że wymiar sprawiedliwości nie chce podjąć kroków, które powinien podjąć. No i wreszcie wreszcie dlatego, że to wszystko bardzo długo trwało, więc jeżeli coś było dla mnie dużym wyzwaniem w tej historii, w opisywaniu tej historii, to może nie tyle to, jak wiernie trzymać się faktów w sposób, który nadal byłby literacko ciekawy, a to, żeby z jednej strony oddać długość trwania tej walki o sprawiedliwość, no ale też czytelnika nie znużyć taką monotonią tej sprawy, bo właśnie bardzo dużym wyzwaniem przy opisywaniu tej sprawy jest to, że przez bardzo, bardzo, bardzo wiele miesięcy tak naprawdę nie działo się nic.
I teraz trzeba to pokazać w taki sposób, żeby z jednej strony to do czytelnika docierało i żeby go szokowała właśnie ta inercja, ta niemoc, ta niechęć organów ścigania do czy wymiaru sprawiedliwości do rozwiązania tej sprawy, no ale z drugiej strony mimo wszystko konieczność podtrzymania akcji, tak żeby czytelnik mógł w aktywny sposób w tej historii uczestniczyć i żeby to było dla niego ciekawe i dynamiczne.
Kto w trakcie pracy nad „Zatrutą krwią” był dla Ciebie najważniejszym punktem odniesienia — śledczy, którzy przez lata zbierali dowody, bliscy ofiary próbujący odnaleźć sens po tragedii, czy może sam czytelnik, któremu chciałaś oddać historię nie tylko prawdziwą, lecz także opowiedzianą w sposób odpowiedzialny i uczciwy?
Tak, myślę, że te dwa ten pierwszy i ten ostatni filar są tu dla mnie najważniejsze. Czyli z jednej strony śledczy i ich zmagania, dbałość o szczegół, dbałość o zachowanie faktów, a z drugiej strony na drugim końcu skali jako taka druga oś to właśnie potrzeba oddania w ręce czytelnika historii, która jest opowiedziana w sposób rzetelny i etyczny, z empatią i szacunkiem dla bohaterów, tak żeby tym czytelnikom nakreślić to, co tam się wydarzyło, ale bez ferowania własnymi ocenami, bez takiego sensacjonistycznego bez takiego sensacjonistycznego tonu, który który jakby jeszcze podkręcałby tę tragedię, bo tak jak powiedziałam wcześniej, dla mnie opowiadanie takich historii ma sens o tyle, jeżeli może nas to czegoś nauczyć na przyszłość, pomóc nam wyciągnąć wnioski, może zwrócić naszą uwagę na to, że wokół nas dzieje się coś niepokojącego i zareagować, może zwrócić naszą uwagę na to, że w naszym własnym życiu dzieje się jakaś niegodziwość, na którą nie powinniśmy pozwalać.
To są te aspekty, które jak dla mnie stanowią sens pokazywania i opowiadania, ale równocześnie trzeba bardzo uważać, żeby właśnie no nie wpaść w pokusę opowiedzenia czegoś, co będzie niepotrzebnie nakręcało taką historię i jakoś uderzało w ludzi, którzy byli w nią uwikłani.
Wywiad zrealizowany w ramach patronatu Kryminalnych tropów nad książka „Zatruta krew”
