Taniec ze śmiercią. O kobietach, strachu i prawdzie narkobiznesu
Są książki, które się czyta. I są takie, które się przeżywa – czasem wbrew sobie, czasem z rosnącym niepokojem, ale bez możliwości odłożenia ich na bok. „Taniec z Santa Muerte. Kobieca twarz narkobiznesu” autorstwa Piotra Chomczyńskiego należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.
To nie jest klasyczny reportaż. To raczej zapis zanurzenia – w świat, który nie chce być opisany, lecz raczej ukryty. Chomczyński nie stoi z boku. Nie relacjonuje. On wchodzi. A wraz z nim wchodzimy my. Jednoosobowa narracja, konsekwentnie prowadzona przez autora, nadaje tej opowieści szczególną intensywność. Nie mamy tu chłodnego dystansu badacza. Jest człowiek – z jego emocjami, reakcjami, momentami zawahania. Strach, niepokój, napięcie – to nie są dekoracje, lecz realne doświadczenia, które towarzyszą kolejnym spotkaniom, rozmowom i obserwacjom. Czytelnik nie dostaje gotowego obrazu – współtworzy go, niemal współodczuwając. Ciekawość miesza się tu z lękiem, a zaskoczenie bardzo często przechodzi w szok.
Chomczyński pokazuje coś, co w literaturze faktu bywa rzadkie – prawdziwą, nieskrępowaną dociekliwość. Nie tę akademicką, zdystansowaną, ale głęboko ludzką. Interesuje go nie tylko mechanizm narkobiznesu, lecz przede wszystkim człowiek – jego wybory, motywacje, moralne pęknięcia i konsekwencje rozlewające się na całe życie. W tym sensie książka wykracza poza ramy reportażu kryminalnego. To opowieść o uwikłaniu, o świecie, w którym granice dobra i zła nie tyle się zacierają, co przestają mieć znaczenie wobec brutalnej rzeczywistości.
Najmocniejszym i najbardziej przejmującym elementem tej opowieści jest perspektywa kobieca. Autor oddaje głos tym, które w stereotypowym obrazie narkobiznesu niemal nie istnieją albo funkcjonują jedynie jako tło. Tutaj są w centrum. Ich historie nie mieszczą się w prostych kategoriach ofiary czy sprawczyni. Chomczyński nie upraszcza – i właśnie dlatego jego opowieść jest tak trudna. Pokazuje kobiety jako uczestniczki systemu, ale też jego produkty; jako osoby podejmujące decyzje, a jednocześnie często pozbawione realnego wyboru.
W tle – a momentami na pierwszym planie – obecna jest „Santa Muerte”, figura tyleż symboliczna, co realnie zakorzeniona w świecie bohaterów. Jej obecność nie jest egzotycznym dodatkiem, lecz elementem porządkującym rzeczywistość, nadającym sens temu, co z zewnątrz wydaje się chaosem. W tej opowieści szczególnie wybrzmiewa także „La Catrina” – kobiece oblicze śmierci, które rezonuje z losem bohaterek książki. To nie metafora na pokaz, lecz język, którym mówi ten świat.
Nie sposób czytać tej książki bez świadomości, że za każdą stroną stoi realne ryzyko. Badania terenowe autora nie były bezpieczne – i ta świadomość nadaje opowieści dodatkowego ciężaru. To nie jest reportaż zza biurka, lecz efekt wejścia w przestrzeń, która może odpowiedzieć przemocą. A jednak autor nie epatuje zagrożeniem, nie buduje na nim sensacji. Traktuje je jako koszt poznania – konieczny, choć nigdy w pełni oswojony.
Warto zatrzymać się także przy warstwie wizualnej książki – zdjęciach autorstwa Chomczyńskiego. To element w reportażu wciąż zaskakująco rzadki w swojej autentyczności. Nie pełnią one roli ilustracyjnego dodatku ani estetycznego przerywnika. Są przedłużeniem opowieści. Dokumentują miejsca, które trudno byłoby oddać samym słowem, ale przede wszystkim budują poczucie realności – niemal fizycznej obecności w opisywanym świecie. Ich wartość nie kończy się na funkcji poznawczej. Te fotografie mają także wymiar emocjonalny i etyczny: konfrontują czytelnika z konkretem, z twarzami, przestrzeniami, śladami życia i przemocy, które nie pozwalają schować się za bezpiecznym dystansem narracji. To obrazy, które nie tyle „pokazują”, co zmuszają do patrzenia.
W dobie mediów społecznościowych często powtarza się, że „każdy może być reporterem”. Piotr Chomczyński zdaje się tę tezę potwierdzać – jego aktywność w sieci, dzielenie się wiedzą i popularyzowanie problematyki narkobiznesu pokazują, jak bardzo zmienił się sposób opowiadania o świecie. Ale jednocześnie ta książka wyraźnie wyznacza granicę. Nie każdy reporter może być kryminologiem. Bo za tą opowieścią stoi nie tylko odwaga wejścia w trudny świat, ale też kompetencje, doświadczenie i – co najważniejsze – etyczna świadomość konsekwencji opowiadania cudzych historii.
„Taniec z Santa Muerte” to książka wymagająca. Nie daje łatwych odpowiedzi. Nie oferuje komfortu moralnego dystansu. Zmusza do patrzenia – długo, uważnie i bez uproszczeń. I właśnie dlatego zostaje w czytelniku na długo po zamknięciu ostatniej strony.
Przeczytane dzięki wydawnictwu Bukowy Las.
Zachęcam do zapoznania się z fragmentem książki.
