„Nic takiego” – nowy cykl Katarzyny Puzyńskiej. Czy warto po Lipowie?
Nowy cykl w dorobku Katarzyna Puzyńska otwiera się powieścią, która – choć na pierwszy rzut oka skromnie zatytułowana – wcale nie jest „niczym takim”. Nic takiego to książka, w której autorka wykonuje wyraźny krok w bok względem dobrze znanego czytelnikom Lipowa, a jednocześnie nie traci tego, co stanowiło o sile jej wcześniejszego pisania: umiejętności budowania napięcia poprzez ludzi, ich relacje i przemilczenia.
Już sama zmiana lokacji działa tu jak odświeżający podmuch. Nowa przestrzeń nie jest jedynie dekoracją – przeciwnie, staje się integralnym elementem opowieści, wpływającym na tempo, emocjonalny ciężar i wiarygodność zdarzeń. W tej powieści realizm fabularny wydaje się mocniej ugruntowany, bardziej „ziemski”, mniej podatny na literacką efektowność, a bardziej skupiony na konsekwencjach. To świat, który nie tyle przyciąga egzotyką, co niepokoi swoją bliskością.
Puzyńska ponownie stawia na zespół bohaterów, ale tym razem robi to z wyraźnie odmiennym akcentem. Postaci są bardziej zróżnicowane, wyrazistsze, czasem wręcz trudniejsze do jednoznacznej oceny. Każda z nich niesie własny ciężar – przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć. I właśnie ta przeszłość staje się jednym z najważniejszych mechanizmów narracyjnych powieści. Tajemnice nie eksplodują nagle, lecz rozchodzą się jak kręgi na wodzie: powoli, ale nieubłaganie, obejmując coraz szersze obszary fabuły.
To rozwiązanie działa szczególnie dobrze w kontekście pierwszego tomu cyklu. Puzyńska nie spieszy się z odkrywaniem kart – zamiast tego cierpliwie układa fundamenty pod dalsze części. Relacje między bohaterami, ich niedopowiedzenia, drobne pęknięcia w pozornie stabilnych biografiach – wszystko to sugeruje, że to dopiero początek większej, bardziej złożonej opowieści.
Na poziomie intrygi autorka proponuje zestaw tajemnic, które nie są ani oczywiste, ani wtórne. Nie ma tu prostych odpowiedzi ani tanich zwrotów akcji. Zamiast tego dostajemy historię, która rozwija się organicznie, wymagając od czytelnika uważności i gotowości na to, że nie wszystko zostanie podane wprost. To kryminał, który bardziej buduje napięcie poprzez atmosferę i psychologię niż poprzez spektakularne wydarzenia.
Najciekawszym aspektem „Nic takiego” pozostaje jednak coś innego: wyraźne poczucie pisarskiego „uwolnienia się”. Puzyńska zdaje się pisać tutaj z większą swobodą, jakby świadomie odcinała się od ciężaru wcześniejszych sukcesów. Nie ma potrzeby powtarzania sprawdzonych schematów – zamiast tego jest próba zbudowania czegoś nowego, bardziej osobistego, może nawet bardziej ryzykownego.
I właśnie w tym ryzyku tkwi siła tej powieści.
„Nic takiego” to bardzo udane otwarcie nowego rozdziału. Książka, która nie tylko zapowiada interesujący cykl, ale też pokazuje, że autorka nie zamierza stać w miejscu. Jeśli kolejne tomy utrzymają ten poziom literackiej świadomości i konsekwencji, czytelnicy mogą spodziewać się czegoś więcej niż tylko sprawnie opowiedzianej historii – mogą liczyć na opowieść, która zostaje w pamięci na dłużej.
Przeczytane dzięki Wydawnictwu Prószyński i S-ka

Noc najciemniejsza z możliwych. Puzyńska w najwyższej formie
03/31/2026 @ 10:40
[…] które zaczyna działać, zanim jeszcze zrozumiemy jego znaczenie. „Noc trzydziesta” autorstwa Katarzyny Puzyńskiej należy właśnie do tej kategorii. To powieść, w której sens ukryty w tytule nie jest jedynie […]