Iluzja, śledztwo i demony przeszłości – „Czarnobogi” Michała Zgajewskiego

Czarnobogi – wioska, która jest, a przecież tak naprawdę jej nie ma. 

To z pewnością świetny efekt literackiej opowieści, gdy po lekturze książki, znając niejeden szlak na Pilsko, Sokolicę, Wielką Raczę czy Rysiankę, czytelnik jest pewny istnienia wioski i z ciekawości szuka jej na wszelkich dostępnych mapach. Oczywiście ostatecznie czeka go niespodzianka. Nie nosi jednak ona negatywnego wydźwięku. Raczej pozwala Michała Zgajewskiego nazwać mistrzem pisarskiej iluzji świata gór. 

Nie jest łatwo zdobyć takie miano, albowiem na scenie polskiej literatury gatunkowej spod znaku kryminału i thrillera umieszczonego w przestrzeni podgórskich i górskich lokacji robi się od kilku lat coraz ciaśniej. Oczywiście z jednej strony to efekt mody na kryminał, a z drugiej coraz silniejszy efekt otwarcia na góry publiczności żadnej wrażeń i emocji spod znaku zdobywców mniejszych lub większych szczytów. 

Sęk w tym, że olbrzymia większość literackich propozycji z dominującym motywem górskim przynosi podobne propozycje. Albo są to zmagania z historią, tą wielką, spod znaku wszelkich -izmów, które konfrontują społeczności i narody, lub też z historią o silniejszym zabarwieniu osobistym, wrzucającym jednostki w relacje z zaburzonymi emocjami i wartościami, pchającymi do zbrodni. Albo też, jeszcze częściej wespół z powyższym, są to przygody, które nie mogą obyć się bez miejscowego ducha i tajemnic konkretnych gór, lokalnych wierzeń i przesądów. W ten sposób historia i tajemnica determinują narrację i intrygę.

Moim zdaniem nie zawsze autorom jest łatwo wyważyć wszystkie wywołane przez nich elementy powieściowej układanki. Narracja i intryga ścierają się wówczas z historią i tajemnicą gór, a w tym wszystkim pojawiają się bohaterowie i ich wzajemne relacje. Zostaje jeszcze czas i przestrzeń. Ta ostatnia, jak u Zgajewskiego może zostać zaprezentowana komplementarnie. Tytułowe Czarnobogi wraz z okolicznymi szlakami w sposób wyraźny i ciekawy uzupełniają ciążącą nad bohaterami powieści swoistą klątwę miejsca. Wszystko, co nieuchronne, rodzi się, pochodzi i dzieje się w Czarnobogach. 

W recenzowanej powieści najmocniej doświadcza tego główna bohaterka Zyta Kafka. Rozwiązanie zagadki zaginięcia przyjaciółki, a także śmierci dawnej pierwszej prawdziwej miłości, Adama Panka, staje się jej powinnością i przeznaczeniem. Nawet nie zauważamy kiedy zaczyna spełniać to przeznaczenie. Wyraźnie jednak czujemy dlaczego tak się dzieje. Czarnobogi odzywają się w niej samej, warunkują jej działania i z czasem dostrzegamy to, co ona dostrzega w końcu sama. Póki nie rozwiąże dawnych spraw, póki nie odkryje tajemnic swojej rodziny i przyjaciół, dopóki nie domknie przeszłości teraz i tutaj w teraźniejszości głęboko schowanej w górach wioski, to nie ma szans na spokojną i wolną przyszłość poza krainą Beskidu Żywieckiego. 

Predestynacja głównej bohaterki, jej upór uwolnienia się od niej i zauważalna żyłka dziennikarsko-śledcza świetnie współgra z nerwowością i szaleństwem innego mieszkańca Białobrzegów, byłego policjanta Eryka Banasia. Trochę szalony, jeszcze bardziej skazany na porażkę duet, ku zaskoczeniu z karty na kartę powieściową radzi sobie w prowadzonym śledztwie coraz lepiej i co najważniejsze coraz ciekawiej dla czytelnika. Gdy do tej dwójki dołącza policjantka starsza aspirant Oliwia Musiał rzecz nabiera bardzo udanej dynamiki, a sama intryga zostaje tkana przez autora pewnie i pasjonująco. To najlepszy element kryminału Zgajewskiego. 

Mniej udany wydaje się być najmroczniejszy motyw książki,. Podobnie jak tytułowe „Czarnobogi” spod koloru czarnego, budzącego grozę. Idzie o posępny akt odcięcia głowy wykopanym zwłokom wspomnianego już przyjaciela głównej bohaterki, Adama. To czyn wywodzący się z dawnych legend i opowieści o zagrażających ludziom strzygach i zapobiegawczej walce z nimi. Przywołane przez autora „Wołania umarłych” zbezczeszczenie zwłok polegającego na przerażającym znieważeniu ludzkich zwłok jest ciekawym motywem powieściowym, powracającym jak echo w prowadzonej narracji. 

Moim zdaniem znajduje jednak zbyt małe uzasadnienie w realiach powieściowej akcji i zostaje potraktowany w sposób mało autentyczny z punktu widzenia kryminalnej historii. W rzeczywistości byłby to czyn na skale tak silnie medialną i ciążącą organom sprawiedliwości, że wszystko co związane ze śledztwem wyglądałoby inaczej. 

W „Czarnobogach” wygląda to bardziej na demoniczny i złowrogi epizod, który miał w powieściowym świecie zasnuć lękiem w stylu noir przestrzeń wsi, w której demony współżyją ciągle z ludźmi. Zabieg na tyle interesujący, na ile słaby w motywacjach zbrodniczych czynów. Najważniejsze jednak, że działa na emocje czytelnika.

Przeczytane dzięki Wydawnictwu Agora