Ciemność zna swoje miejsce. Rozmowa z Hubertem Henderem
Co w historii gangu złodziei samochodów — z pozoru banalnej kryminalnej sprawy — zafascynowało Cię na tyle, by stać się osią całego tomu? Czy to był impuls fabularny, konkretna wiadomość, przypadkowe spotkanie, czy może właśnie ta pozorna banalność zbrodni, która skrywa coś znacznie mroczniejszego?
Zawsze fascynował mnie temat grup przestępczych. Już jako nastolatek interesowałem się nim, zapewne przez to, że przesiąknięty byłem wydarzeniami, jakie działy się dookoła mnie, czasami kilka, czasami kilkanaście kilometrów od miejsca, w którym mieszkałem (np. egzekucje w latach dziewięćdziesiątych na Dolnym Śląsku, o których nawet dziś wspomina się w filmach, podcastach czy książkach). W późniejszych latach analizowałem, jak te grupy funkcjonują, jak zarabiają pieniądze, jak działa struktura zarządzania, jak wygląda przepływ pieniędzy, wydawanie rozkazów, poszukiwanie nowych stref wpływów etc. Słowem, gangami – mniejszymi i większymi – interesowałem się od dawna.
Uznałem więc, że naturalną koleją rzeczy będzie napisanie o tym książki – ale w postaci fikcji literackiej. Stąd walka moich bohaterów ze zorganizowanymi grupami przestępczymi, czego efektem jest dwutomowa powieść „Potwór” i jej kontynuacja, czyli „Polowanie”. W „Ciemności” ponownie dotknąłem tego tematu – choć już na mniejszą skalę – bo czułem, że wciąż nie powiedziałem jeszcze wszystkiego, co chciałem powiedzieć w tym temacie. Czułem, że powinienem to jeszcze opisać, może na nieco mniejszą skalę, z nieco innej strony. Z pozornie niewinnej – bo cóż może takiego złego może mieć na sumieniu grupa złodziei samochodów.
Gdzie kończy się dolnośląski krajobraz jako tło, a zaczyna jako pełnoprawny bohater Twoich powieści? Pytam o Kotlinę Kłodzką, Góry Sowie, Góry Stołowe — te miejsca mają w sobie coś osobliwego: skały z otworami, labirynty skalne, mgły i poczucie izolacji. Czy jest wśród nich jakiś rejon, który czeka już na swoją powieść, a jeszcze nie zdążył jej dostać?
Myślę, że dolnośląski krajobraz jest czymś więcej niż tłem moich książek. Jest, choć to wydaje się paradoksalnie niemożliwe, poniekąd ich bohaterem. Może nie w każdej książce to widać i czuć, może nie każdemu miejscu poświęciłem tyle miejsca i uwagi, na jakie zasługują, to jednak kiedy wymyślam fabułę, kiedy piszę książkę, widzę każde miejsce. Nawet te zmyślone. Tak, te zmyślone miejsca też sobie szczegółowo wyobrażam, na tyle, że muszą mi się odpowiednio skomponować z krajobrazem Dolnego Śląska. Takim zmyślonym miejscem są chociażby Głuszczyce z „Potwora”, stara porzucona kopalnia z „Polowania” czy niektóre zabudowania z „Ciemności”. Niemniej, one wszystkie idealnie wpisują się w mroczne, a zarazem piękne dolnośląskie scenerie. I wszystkie tworzą dość spójną, mimo iż trochę zmodyfikowaną przeze mnie, mapę tego regionu.
Co do planów – tak, będę sięgał jeszcze po wiele mrocznych miejsc, te, które jawią się i kojarzą jako coś pięknego, majestatycznego, jako coś, co wszyscy lubimy albo podziwiamy. I tak, wykorzystam do swoich mrocznych, czasami brutalnych opowieści. Proszę mi to wybaczyć.
Kiedy tworzysz postać Filipa Krauzego, to kiedy właściwie wiesz, że postać „żyje”? Pytam o ten konkretny moment w pracy nad kolejnym tomem, bo od „Milczenia” po „Ciemność” to już pięć książek — czy Krauze zaskakuje Cię jeszcze, czy coraz częściej sam dyktuje warunki?
Krauze z założenia miał być bohaterem pierwszoplanowym, od początku do końca serii, Igor miał być kimś, kto go uzupełnia, zwłaszcza w tych sprawach, których Filip nie chce ruszać, co dość dobrze widać w „Milczeniu”. W pierwszym tomie Igor mu tylko pomaga w sprawie, zachowuje się tak, jakby był tylko echem myśli Filipa. Nie rzuca się w oczy, nie szaleje. Ale od „Fałszu” te proporcje zaczęły się stopniowo zmieniać, a już od „Potwora” Igor stał się bohaterem niemal tak samo ważnym jak Filip. W „Polowaniu” oddaje im po równo miejsca i swojej uwagi. Działają od pewnego momentu jak komplety duet. Jeden myśli, drugi działa. Czasami na odwrót.

W „Ciemności”, według mnie, choć ktoś może to odczytywać inaczej, to Igor jest bohaterem pierwszoplanowym. To jemu poświęcam znaczną część książki. To on zbudował główna linię fabularną. I to o jego przeszłości dowiadujemy się, jak w żadnej poprzedniej książce. On się ze swoim charakterem i swoją bezkompromisową odwagą wysunął na pierwszy plan. Jak będzie dalej? Zobaczymy. Nie chcę zdradzać ich dalszych losów, ale pewnie jeszcze nie jeden raz jeszcze zaskoczy wszystkich.
Jak budujesz napięcie w sytuacji, gdy twoi bohaterowie są po właściwej stronie prawa, a jednak sami zaczynają się w nim gubić? W „Ciemności” granica między odwetem a sprawiedliwością niebezpiecznie się zaciera — jak piszesz sceny, w których czytelnik ma kibicować komuś, kto właśnie robi coś moralnie wątpliwego?
Myślę, że oni się nie gubią. Oni działają według własnych zasad moralnych. Ich cel również jest jasny. Dopaść sprawcę. Za wszelką cenę. Kiedyś użyłem sformułowania, że sami siebie nazywają barbarzyńcami wśród policjantów. I to jest prawda. Oni ignorują wszystko. Wyznają zasadę – po trupach do celu. Łamią niemal wszelkie przepisy, zapewne częściej niż sami przestępcy. Tyle tylko, że mówimy o innych przepisach. Znacznie niższego szczebla. Oni działają w ważnej sprawie. Najważniejszej, dlatego używają niemal wszystkich dostępnych metod, by zdobyć jakąś cenną informację. Chwytają się wszystkiego, co tylko może przynieść efekt. Nie liczą się z konsekwencjami, bo wiedzą, że mają ciche poparcie w swoim niewielkim hermetycznym zespole (nikt na nikogo nie doniesie), ale i poniekąd w samym komendancie (który, póki mają wyniki, nie robi im większych problemów, a o wielu rzeczach woli nie wiedzieć). Ale, co najważniejsze, są skuteczni. I tym sobie wszyscy tłumaczą ich działania.
A czy Czytelnik powinien stać po którejś ze stron? Czy powinien kibicować tym, którzy łamią prawo, ale tego niższego rzędu, by złapać kogoś, kto łamie te najwyższego rzędu? Myślę, że odpowiedź jest dość oczywista, zwłaszcza, kiedy przeczyta się ostani rozdział książki i zada sobie samemu szczerze pytanie – czy w kontekście całego ogromu zła, jakiego dopuścili się mordercy, te „moralnie wątpliwe” metody śledcze Filip i Igora były czymś złym?
Czym Dolny Śląsk różni się jako przestrzeń kryminalna od reszty Polski? Inne nasze rozmowy na blogu pokazują, że autorzy często zakotwiczają swoje serie w miastach — Chmielarz w Warszawie, Krajewski we Wrocławiu. Ty wybrałeś Kłodzko, pogranicze, góry. Czym ta peryferyjna, przygraniczna Polska karmi mroczną literaturę inaczej niż centrum?
Dolny Śląsk to niezaprzeczalnie najpiękniejszy rejon Polski. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Oczywiście, piękne są też i inne rejony Polski, jak chociażby nasze góry, Tatry, ale czy jednocześnie jest tam w pobliżu tyle pałaców, zamków, rzek co na Dolnym Śląsku? Nie. Inne miejsca też są piękne, co do tego nie mam watpliwości, ale czy któryś region jest tak bogaty w przepiękne krajobrazy, ma tyle pałaców, zamków, starych posiadłości, linii kolejowych, cudownych wiaduktów (które uwielbiam), tuneli kolejowych, starych fabryk, kopalni, sztolni, pięknych miast, gór, jezior, zalewów, wzniesień, dolin, parków, miast i miasteczek, urwisk, mostów, zabytkowych stacji kolejowych, zapór wodnych, jazów? Myślę, że nie, dlatego śmiało mogę stwierdzić, że lepszego niż Dolny Śląsk miejsca do opisywania w literaturze nie ma. To po pierwsze. A po drugie, ten region, jako miejsce akcji swoich książek, wybrałem niejako naturalnie, bo przez wiele lat tam mieszkałem. Czułem to miejsce. Oglądałem przez blisko ćwierć wieku. Nasycałem się klimatem. Nasycałem się urokami, ale i miejscami porzuconymi, niebezpiecznymi, które niemal same podsuwały pomysły do różnych fragmentów książek.
Stąd też moja przekonanie graniczące z pewnością, że każda moja książka będzie się zawsze działa w tamtym miejscu. Nie porzucę literacko Dolnego Śląska, mogę się tylko po nim swobodnie przemieszczać, ale poza jego granice nie planuję wychodzić.
Dlaczego lojalność — a właściwie jej cena i granice — wraca w Twojej twórczości jak motyw przewodni? W „Ciemności” znów jest to oś napędowa fabuły. Czy to świadomy wybór pisarza, który wierzy, że lojalność jest jednym z najmroczniejszych ludzkich popędów, czy raczej temat, który sam Cię szuka?
Temat lojalności (rozumianej jako lojalność między bohaterami, jak i lojalność w grupie przestępczej) jest dla mnie ważny, podobnie jak wiele innych, które czasami poruszam wprost, czasami pośrednio między wierszami, jak na przykład: przyjaźń, partnerstwo, rodzina, ochrona słabszych. Wydaje mi się, że poruszam też w swoich książkach tematy, które niejako naturalnie nasuwają się podczas codziennych działań bohaterów. I tak jest na przykład też z przyjaźnią, zaufaniem. Ktoś, kto sporo ryzykuje, kto pracuje w takim miejscu, niemal nieustannie jest narażony na konsekwencje swoich działań. Oni ścigają przestępców, kryminalistów, morderców, gangsterów (w dowolnej i różnej konfiguracji znaczeniowej). Ryzykują każdego dnia. Balansują miedzy tymi dwoma światami. Muszą mieć w sobie oparcie. Muszą sobie ufać. Muszą wiedzieć, na ile mogą sobie pozwolić. A potem wracają do swoich domów, szukają w nich spokoju, ciepła, bezpieczeństwa, miłości. Nie robię z nich bohaterów o nadludzkich siłach pozbawionych uczuć, empatii. To są zwykli ludzie, którzy wykonują swoją robotę. Wierzą, że to co robią, jest ważne.
Kto jest dla Ciebie ważniejszym bohaterem tej serii — Krauze czy Fijałkowski? Pytam wprost, bo widzę w tej parze coś z klasycznego duetu detektywistycznego, ale też coś znacznie bardziej skomplikowanego: różne temperamenty, różne metody, różne koszty psychiczne śledzenia zbrodni. Który z nich jest bliżej Ciebie jako człowieka?
Jak wspomniałem wcześniej, planowałem, że to Filip będzie głównym bohaterem, aż do końca serii, natomiast podczas pisania kolejnych tomów zauważyłem, że on się niejako sam zaczął usuwać w kąt w jakieś swoje własne pozamykane życie, do którego nikt nie ma dostępu. Bywa nieodgadniony. Postępuje jak indywidualista, który blokuje innym dostęp do siebie (przez jakiś czas nawet swojej żonie). Igor też go nie rozumie. Mam poczucie, że nawet ja już go czasami nie rozumiem. Chciałbym za nim gonić, ale kiedy piszę jakiś z nim rozdział, czasami czuję, że on ma ochotę uciec, dlatego (choć może się to wydawać dziwne, niedorzeczne) wreszcie daje sobie z nim spokój. Daje mu odpocząć. Czuję, że on chcę być czasami gdzieś z boku, by potem znów niespodziewanie wyskoczyć. Taki już z niego człowiek.
Naturalnie więc na jego miejsce wskakuje Igor, który, widząc że i jemu Filip się wymyka, bierze sprawy w swoje ręce i działa po swojemu. Z jakim skutkiem? Jak wiadomo, z jego temperamentem, szaleństwem i momentami obłędem w oczach, z bardzo różnym.
A jak będzie dalej? Zobaczymy w kolejnym tomie. Trochę się o nich boję, bo nie wiem, co jeszcze wymyślą, ale zapewniam, że obu ich bardzo lubię – chyba po równo. Każdy z nich ma wady i zalety, każdy z nich bywa czasami nieznośny, irytujący. Ale nie ukrywam, że pisanie o nich, sprawia mi ogromną przyjemność. To dla mnie bardzo emocjonujący czas. Nie potrafię się z nimi nudzić.
