„Niech strawi cię płomień” – recenzja kryminału Błażeja Przygodzkiego
Gdy do ręki trafia druga książka z zaplanowanej autorskiej serii wydawniczej, liczymy na coś więcej niż w pierwszej, otwierającej cykl powieści, wierząc, że doświadczymy progresji artystycznej wyobraźni pisarza. W przypadku Błażeja Przygodzkiego i jego tytułu „Niech strawi cię płomień” takie oczekiwania czytelnicze zostają spełnione. Poprzednia jego książka „Z chirurgiczną precyzją”, choć trąciła niewielkimi niedociągnięciami, była wyraźnym sygnałem talentu pisarskiego i zapowiedzią kolejnych udanych powieści. I jest lepiej, i stanowczo ciekawiej.
Autor od początku narracyjnej opowieści uderza szeroką układanką fabularną. Na dodatek nie musimy czekać na kryminalną intrygę długo. Oto młody malarz, wschodząca gwiazda na rynku sztuki, za którego sukcesem artystycznym idą finansowe tantiemy, Nikodem Patocki, zostaje zamordowany podczas napadu na własny dom. Jego żona w bardzo ciężkim stanie trafia do szpitala. Dość długo dochodzi do siebie, unikając najgorszego. Po dojściu do pierwszych stanów ozdrowienia z otoczeniem porozumiewa się wyłącznie za pomocą mrugnięć oczu. To nie koniec jednak krwawych zdarzeń. Kolejna sprawa dotyczy brutalnej śmierci młodej dziewczyny, Poli Rajewicz, studentki historii kultury, wcześniej zgwałconej. Dwa śledztwa pomiędzy którymi brak wspólnych elementów. Z pozoru, możemy się tylko domyślać, że sprawy są ze sobą splątane. Zresztą Przygodzki wątki krzyżuje nieustannie, co czyni lekturę książki wyjątkowo atrakcyjną. Tym samym pod względem konstrukcji intrygi trudno autorowi zarzucić braki pisarskie. Współgra to niewątpliwie z całą galerią podejrzanych o zbrodnie osób. Owocuje to sporą dawką tropów, w których gubimy się jeszcze bardziej niż główny bohater, policjant Niedźwiecki. Układanie wszystkich wątków ważnych i mniej istotnych, określanie roli w sprawach poszczególnych osób, szukanie motywów i ich roli dla całej historii to cała gama czytelniczych atrakcji, powodujących, że recenzowana powieść przyciąga uwagę przez cały czas na tym samym najwyższym poziomie. W tym zakresie świata przedstawionego Przygodzkiego cenię za zachowanie w pełnym wymiarze realizmu fabularnego. Niezależnie od tego, że w większej części narracja prowadzona jest lekką ręką, bez zbędnych upiększeń, ale i cięższych dodatków opisowych, opowiadane całe historie i prezentowane poszczególne sceny tchną prawdziwością przy jednoczesnym tworzeniu klimatu, jeśli nie mrocznego, to z pewnością zacienionego i zagmatwanego. To wszystko może się podobać każdemu czytelnikowi, niezależnie od jego uprzedzeń i preferencji odbiorczych. Autora „Niech strawi cię płomień” śmiało możne więc nazwać pisarzem środka, na dodatek trafnie portretującego otoczenie. Otoczenie polskie, wrocławskie, rzekłbym swojskie, nie sztuczne, lecz w pełni autentyczne i przekonujące bezstronnością spojrzenia. I co ciekawe bez żadnych -izmów czy też innych aktualnych, nie rzadko subiektywnych odwołań do codzienności.
Nie inaczej, bo w sposób w miarę wyważony, bez wszelkich przymiotów przekraczających w sposób zdecydowanie szalony i nieuzasadniony granice przeciętnych osobowości, wykreowane zostały postacie literackie zapełniające karty powieści. Najważniejszym i najciekawszym jednocześnie bohaterem jest oczywiście główny śledczy, komisarz Niedźwiecki. To postać ciekawie skonstruowana. Na tle innych śledczych, stworzonych przez polskich autorów, wydaje się być postacią bez mocnego i wyrazistego charakteru, pomimo swojej barwności. Z pewnością wyróżniająca się jednak bystrością umysłu i zmysłem logicznego ujmowania fragmentów rzeczywistości w jedną całość, odczytywaną trafnie z punktu widzenia analizowanego przestępstwa. Pod tym względem Niedźwiecki jest nieprzeciętny. To, co podobać się będzie wielu czytelników w pewnym zakresie jego kreacji to to, że jest takim trochę everymanem. Przeciętnym osobowościowo facetem, bez balastu właściwości tak charakterystycznych dla mocnych policjantów odkrywających ukryte cienie zbrodni. Nie znajdziecie więc ani wątpliwych etycznie działań, nie poczujecie oparów alkoholowych ucieczek, nie doznacie emocji rozstania i zdrady rodzinnej, ani też nie wstąpicie w otchłań mrocznej przeszłości bohatera. Taki po prostu Niedźwiecki, jak każdy. Nie jak każdy policjant, lecz jak każdy obywatel, mężczyzna, w wieku średnim, nieważne z jakim zawodem i w jakim miejscu żyjący. Takie rysowanie postaci policyjnego śledczego to dla kryminału dość mocne zaskoczenie i też ryzyko braku czytelniczego zainteresowania. Nie mówiąc o uwielbieniu czy fascynacji jego osobą. Przygodzki ryzykuje więc trochę, ale pytanie brzmi: czy aby na pewno?. Czy niekiedy pośród rzeszy podobnie „zakręconych” bohaterów nie przychodzi czas na odrobinę normalności? Najpewniej tak, zresztą autor tylko stwarza pozory zwykłości swojej postaci. Komisarza obdarza bowiem małymi przymiotami o jakże odstającej od zwyczajności barwie. Jak choćby poruszanie się po mieście skuterem, nie żadnym oldschoolowym lub nowocześnie odlotowym, lecz przeciętnym. Może to właśnie cecha daleko od normy, może trochę zaprzeczająca tradycyjnym wyobrażeniom o gliniarzu ścigającym sprawcę zbrodni, a może tylko przykład praktycznego podejścia do życia w wielkim mieście? Autor powieści nie odpowiada na takie pytania, wydaje się, że wręcz ich unika z zamiarem tak naprawdę połączenia wszystkich trzech kierunków oceny bohatera. W ten oto sposób Niedźwiecki staje się postacią intrygującą każdego czytelnika. Osobiście, opierając się na własnym doświadczeniu i bytności od dziewiętnastu lat policjantem, powiem więcej. Chyba tak naprawdę nikt trafniej niż autor „Z chirurgiczną precyzją” nie sportretował policjanta wyjątkowego właśnie na tle (pozwolę sobie użyć takiego sformułowania) „polskiej normy policyjnej”. Obecność takich Niedźwieckich w miejscach służby na pierwszej linii to prawdziwe odstępstwa i ponadprzeciętność. I wiem, co mówię.
Inni bohaterowie książki Przygodzkiego również wykreowani zostali interesująco, dopełniając swoimi cechami liczne wątki fabularne i zagmatwanie samej intrygi kryminalnej. Dotyczy to przede wszystkim potencjalnych podejrzanych, reprezentujących różne zawody, wiek i charaktery. Marszand, pułkownik wojska, chirurg plastyczny, mecenas, naukowiec, studentka, dość spory to zbiór jakże różnych osobowości. I co ważne dla kryminału, każda z udanie sformułowanym motywem zbrodni. Nie mniej atrakcyjnie sportretował pisarz policyjnych kolegów i koleżanki komisarza Niedźwieckiego. Na wyróżnienie zasługuje jego przełożony, Henry Kolasa. Jego narcyzm rozsadza karty scen realizowanych właśnie z jego osobą, przez co otrzymujemy sporą dawkę humoru, nie mówiąc już o krzywym zwierciadle przenoszenia wprost do służby policyjnej, bez odpowiedniej adaptacji, osiągnięć współczesnej kultury zarządzania i marketingu.
Powieść „Niech strawi cię płomień” Błażeja Przygodzkiego jest udanym krokiem na literackiej drodze autora. Pisarz oferuje całkiem zgrabny kryminał o dużym ładunku logiczno-intelektualnej rozgrywki, napisany lekko i z dużą swobodą językową. To książka, którą czyta się bez zbędnym obciążeń i z wyraźnym zainteresowaniem. W galerii współczesnych autorów kryminałów polskich Przygodzki z pewnością wypracował już stałą miejscówkę, choć w kolejnej powieści liczę na jakieś mocniejsze zadrapanie pisarskim pazurem.

