Zło nie umiera nigdy. Recenzja „Piaskuna” Larsa Keplera
Kepler, a właściwie duet pisarski Alexander Ahndoril i Alexandra Coelho Ahndoril, bo to oni kryją się za artystycznym pseudonimem, kolejną książką potwierdzają, że stanowią czołówkę skandynawskiego kryminału. „Piaskun” uderza w pierwszej kolejności niezwykłą dynamiką narracji, realizowaną na dwa sposoby. Pierwszy dotyczy formalnej strony prowadzonego opowiadania. Całość skonstruowana została z wielu, ponad stu osiemdziesięciu rozdziałów, niejednokrotnie krótkich, zwartych i urywanych. Dodatkowo dość często przerzucających fabularną akcję w odmienne miejsca. Częstokroć także te małe rozdzialiki rozdzielają zwarte sceny, powodując jeszcze większe zaciekawienie i chęć czytania. Drugi sposób dynamizowania narracyjnego toku ukrywa się w wielowątkowości, za którą pojawiają się różne osoby, miejsca i momenty czasowe. Jest to robione tak umiejętnie, zarażając niedopowiedzeniami, że pomimo świadomości, że poszczególne elementy kryminalnej układanki biegną w jednym kierunku, dajemy się ciągle „nabierać”, wyczekując tego, co dalej. Tym samym fabularna opowieść staje się nie tylko dynamiczna, ale i wciągająca. Na dokładkę przecież bohaterowie walczą z czasem, w której to walce ceną jest życie ofiar. W tym zakresie powieściowej układanki dodatkowo dochodzi do zgrabnego połączenia kryminału z thrillerem, gdzie napięcie współgra idealnie z zagadką kryminalną.
Ta ostatnia swoje korzenie ukrywa w przeszłości i wraca do teraźniejszego czasu echem tak tajemniczym, jak i złowrogim, rokując niestety na jeszcze bardziej tragiczną i bolesną serię zdarzeń w przyszłości. Właściwie trzeba powiedzieć, że wyłączając śledczych, zbrodniarzy i ich dzieła, to właśnie czas jest cichym, ale bardzo zauważalnym bohaterem „Piaskuna”. W jego węzeł zawiązana zostaje zgrabnie i zagadkowo intryga powieściowa. Zimowej nocy tuż przy torach w ostatniej chwili maszynista pędzącego pociągu do Sztokholmu zauważa rannego i broczącego krwią mężczyzna. Ratując go, lekarze odkrywają w jego organizmie rzadkie i niebezpieczne zakażenie bakteryjne, zwane chorobą legionistów, To rzadka i ciężka jednocześnie zakaźna choroba dróg oddechowych wywołana zakażeniem bakterią Legionella pneumophila i rozwijająca się współcześnie najczęściej w niekontrolowanych i odkażanych systemach wentylacyjnych. W przypadku recenzowanej powieści tym środowiskiem były zamknięte, oddzielone od świata zewnętrznego pomieszczenia, w których przetrzymywano porwane osoby. Ale prawdziwym zaskoczeniem jest sama postać znalezionego i odratowanego mężczyzny. Mikaela Kohler-Frosta, bo tak nazywa się mężczyzna, tak naprawdę nie powinno być. Zaginiony wiele lat temu, bezskutecznie poszukiwany, a od siedmiu lat uznany za zmarłego i pochowany na cmentarzu w Malście w parafii Norrtalje. Ktoś kogo nie było i nie miało już być staje się łącznikiem z bolesną przeszłością, której sprawcą miał być, odbywający aktualnie karę zaostrzonego odosobnienia, seryjny morderca Jurek Walter. Na tym nie koniec. Mikael zaginął razem z siostrą, a wszystko wskazuje na to, że byli ofiarami Waltera. I jest jeszcze jedna kwestia. Z głębi majaków, wypowiedzianych z lękiem słów wynika, że siostra Mikaela, Felicia, żyje. W tym właśnie momencie rozpoczyna się szalony wyścig o jej życie. I nie będzie to zwykła akcja poszukiwawcza kolejnej zaginionej osoby, co do której otrzymujemy informację o możliwym przeżyciu, pomimo upływu kilkunastu lat.
Tajemnica miejsca przebywania Felici, zagadka, kto w takim razie pomaga na wolności uwięzionemu przecież seryjnemu mordercy oraz niewyobrażalna i właściwie niemożliwa do przeprowadzenia gra operacyjna, mająca na celu uzyskania informacji wprost z głowy Waltera, to trzy składniki, które tworzą właściwą materię powieści. „Piaskun”. Jeszcze inaczej określając książkę Keplera, można powiedzieć thriller, kryminał i spory kawał psychologicznej rozgrywki w jednym. Moim zdaniem składniki powyższe dopasowane są w proporcjach idealnie wyważonych i atrakcyjnie podanych. W pierwszej kolejności pośród nich wyróżnić trzeba kreacje postaci zapełniających scenę powieściową. O głównym bohaterze komisarzu Linnie wspominałem już przy okazji recenzji poprzedniej powieści „Świadek”. Nie jest to kreacja prosta i poprowadzona grubą kreską. Za nim tkwi olbrzymi balast przeżyć zawodowych i rodzinnych, splatających się w głębokie brzemię psychologiczne odciskające swoje piętno w głównej mierze na prowadzonym dochodzeniu. Tym razem godnie nasze zainteresowania czytelnicze wypełnia żeńska bohaterka powieści Keplera, Saga. I u niej impuls, a tak naprawdę niepowodzenie osobistych uczuć, zranionych pomimo swojej szczerości i otwartości, jest tą siłą napędową, która pcha ją do realizacji zdania niewykonalnego. To efektowny pomysł, by stworzyć jej legendę morderczyni i niebezpiecznej kobiety, umieszczając na tym specjalnym oddziale, na którym przebywa Jurek Walter. To szaleństwo, które realistycznie nie mogłoby zostać przeprowadzone, na stronach recenzowanej książki dzieje się na naszych oczach. Jeśli nawet dalekie jest od prawdziwych operacji, to autorzy książki rysują je bardzo prawdziwie. Cena, jak to bywa w takich przypadkach, za informację – życie uwięzionej Felici – jest duża i bolesna. Jak sam czytelnik się dowie, dotknie agentkę policyjną osobiście i zawodowo. Na scenie postaci literackich jest jeszcze przedstawiciel zła – wspominany już Jurek Walter. Rzecz w tym, że stoi za nim długo nie rozpoznany i ustalony współsprawca, pomocnik, uczeń? Długo książka ukrywa tą tajemnicę, smakując kryminalnie do ostatniej karty.
Kepler nie szafuje ponad miarę akcją czy nagłymi zwrotami, niezależnie od zrywanej i szybkiej narracji, napięcie i tajemnice swoje świata przedstawionego buduje głównie na płaszczyźnie słów i budowanych przez nie interakcji. Ważne są jeszcze gesty i drobne zdarzenia, które zagęszczają i tak ciężką już atmosferę powieściowego miejsca i czasu. Są też wątki będące z pozoru będące przeciwstawnością realizmu, dzieją się one na granicy onirycznych wizji i bolesnych omamów oraz lęków, których źródło związane jest wprost z Jurkiem Walterem. Niejednokrotnie zaprzeczają one prawom fizyki, choć ostatecznie większość z nich znajduje uzasadnienie. Może poza tymi, które wyrywają się z serca i duszy ofiar. Znamienne zresztą dla nich jest to, że przekornie większymi ofiarami i większą cenę płacą, ci którzy żyją, a nie ci których wycieńczone ciała odnaleziono.
„Piaskun” Larsa Keplera to lektura trzymająca w napięciu do samego końca. Końca, o którym wspomniałem na samym początku recenzji, nie przynoszącego ulgi, lecz stan rozedrgania. To książka, która nie kryje w sobie prostych rozwiązań zwycięstwa dobra nad złem. To niezdefiniowane i niewytłumaczalne zło ludzkiej natury czyha na powieściowe postaci ciągle i zaprasza do literackiej rozgrywki także czytelników. A, gdy dotrą oni do ostatniej strony powieści, będą czekać niecierpliwie na kolejne wyzwanie, nawet jeśli będzie jeszcze bardziej szalone i jeszcze mocniej podszyte pierwotnym lękiem.
Przeczytana dzięki Wydawnictwu Czarne

