Recenzja: A.S.A. Harrison „W cieniu”

Autor: A.S.A. Harrison 
Tytuł: W cieniu
Tłumaczenie: Dorota Malina
Wydawca:  Znak Literanova
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-240-2657-9
Liczba stron: 347

 
 
Gdybym sfotografował półkę z książkami, które czekają na lekturę, zabrakłoby miejsca w kadrze. Gdybym zaprezentował półkę z książkami, które wyczekują recenzji, musiałbym zrobić to w co najmniej kilku ujęciach. I choć staram się wszystkich wydawców i wszystkie tytułu, ukazujące się na rynku wydawniczym, traktować sprawiedliwie, czytając i recenzując w kolejności otrzymywania, to jednak niedawno złamałem te zasady. Tak naprawdę wszystko przez Katarzynę Bondę. Tak, przez autorkę „Pochłaniacza”, która na swoim profilu facebookowym skreśliła parę słów o powieści A.S.A. Harrison „W cieniu”. W jej komentarzu do książki było tyle samo zachwytu, co zaangażowania emocjonalnego, co zmusiło mnie do samodzielnego skonfrontowania się z dziełem kanadyjskiej pisarki.
 
„W cieniu” określany jest trafnie przez wydawcę jako thriller psychologiczny. Zaskakuje jednak forma realizacyjna książki. Gdyby przyjrzeć się tradycyjnej definicji przywołanego gatunku, stworzonej w polskim literaturoznawstwie przez nieocenionego prof. Janusza Sławińskiego, a powielanej z drobnymi uzupełnieniami w popularnych hasłach encyklopedycznych, na czele z Wikipedią, to podkreśla ona głównie obecność akcji sensacyjnej i pełnej napięcia, nasyconej dodatkowo elementami tajemniczości, grozy i niesamowitości. Recenzowana powieść w tym zakresie gatunkowego uporządkowania thrillerem z pewnością nie jest. Akcji sensacyjnej nie ma przez wiele kart książki, a nawet te strony, które trochę dynamizują akcję, czynią to jakby wbrew sobie i tylko przy okazji. Tajemnica, groza czy niesamowitość też nie stanowią przymiotów fabularnej układanki. Wczytując się uważnie w poszczególne sceny trudno o prawdziwą tajemnicę w przebiegu papierowych zdarzeń. Przecież tak naprawdę Harrison podaje nam wszystko, wcześniej lub później, wprost, bez ukrywania istotnych informacji i faktów. Może to będzie przewrotne, ale „W cieniu” staję się thrillerem wyłącznie dzięki przymiotnikowi „psychologiczny”. Leitmotivem tej odmiany gatunkowej jest bowiem obecność konfliktu występującego pomiędzy głównymi bohaterami. Rozgrywać się on musi w sferach: realnej, psychicznej i emocjonalnej. U Harrison ten rodzaj konstrukcji fabularnej zostaje doprowadzony do perfekcji. I to chyba urzekło Katarzynę Bondę, a podobać się może wielu innym czytelnikom. Na poziomie rzeczywistości fizycznej, dotykalnej, budowanej w przestrzeni codzienności życia, powieściowa propozycja Harrison wydaje się być zgrana, a jeśli nawet nie, to przynajmniej właśnie poślednia i sztampowa. Wszak historia – jak zdradza wydawca – dotyczy kolejnej podobnej sprawy. Todd zostawia Jodi dla dużo młodszej kobiety. Powiecie – to już było. W tym jednak miejscu rozpoczyna się, a trafniej trzeba by powiedzieć – ukrywa się, właściwa moc recenzowanej powieści. 
 
Wszystko, co najlepsze w pisarstwie A.S.A. Harrison rozgrywa się w sferze psychiki i emocji. Przywołam jeszcze raz słowa Katarzyny Bondy. „Znaczące jest nie samo zdarzenie, ale to jak człowiek na nie reaguje”. Nie trudno zgodzić się z tą czytelniczą tezą. Thriller Harrison rozgrywa się bowiem w umysłach i emocjach (choć serce jakby w mniejszym stopniu jest angażowane w te literacko ujęte życiowe zapasy) dwóch bohaterów – Jodi i Todda. W głównej mierze w teatrze, którego jesteśmy widzami, dominujące sceny wypełnia żeńska bohaterka. Czy to przypadek? Przecież autorem jest również kobieta. Jest to wyczuwalne, ale nie dlatego, że to rodzaj literatury nader kobiecej czy nawet typowo babskiej, zarzuconej emocjonalnością i histerycznym rozedrganiem. Jeśli nazwałbym ten rodzaj narracji i budowania świata przedstawionego, penetrowanego przez filtr psychiki i powiązanych z nią emocji, kobiecym, to tylko dlatego, że daje się w dużej mierze zauważyć pewną przewagę narracyjnego mistrzostwa. Ono ma twarz kobiety i kobiecie towarzyszy. Mówiąc jeszcze inaczej, wnikliwsze, głębsze, ciekawsze i silniej oddziałujące na czytelnika są te rozdziały, która autorka oznacza słowem „ona”. Wyczuwa się jednocześnie, że Harrison stara się wyważyć ostrze pióra pomiędzy spojrzenia męskiego bohatera i żeńskiej bohaterki. Nie udaje się do końca, co wcale nie odbieram za ujmę czy słabość literackiej wizji. Gdy spojrzymy na całość książki, pamiętając o tytule „W cieniu” (na marginesie wówczas dywagacje K. Bondy na temat nietrafnego polskiego tytułowania powieści o oryginalnym tytule „The Silent Wife” uznamy za zupełnie nietrafne), dostrzeżemy wtedy jej przenikliwość artystyczną. Uświadamiając to sobie podczas lektury, doświadczamy tego napięcia, które kreuje nasze własne emocje i stany psychiczne. Na skrzyżowaniu zmagań i rozpadu związku kobiety i mężczyzny z czytelniczymi wrażeniami i niepokojami rodzi się to, co jest siłą recenzowanej powieści. Główna bohaterka wychodzi z cienia i milczenia. A ceną za to wyjście, a może jedynym kluczem do przejścia na drugą stronę życia, jest morderstwo? 
 
Nie zdradzę czytelnikom odpowiedzi. Zresztą i ona w wykonaniu autorki jest przewrotna, trochę zaskakująca i dzięki temu nie prosta ani też przewidywalna. Na pewno też nie można jej odnosić do realiów naszego życia. „W cieniu” mnie osobiście wstrząsnęła tak najmocniej zupełnie czymś innym. Tym jak bardzo nieprzystawalne są nasze ludzkie wyobrażenia, hodowane w sercu emocje i układane przez lata obrazy własnego życia oraz drugiego człowieka. Przez co, po pierwsze, mogą one lec w gruzach w ułamku sekundy i w chwili jednej decyzji. Po drugie mogą niewyobrażalnie skłócić ze sobą rozum i serce, intelekt i uczucia. To także pewna przestroga dla czytelnika. Nie staraj się zrozumieć, wytłumaczyć fabularnej historii wyłącznie intelektem, lecz jeśli zechcesz uczynić to tylko za pomocą własnych emocji i uczuć również spotka cię srogi zawód niewiedzy i niedopowiedzenia. 
 

A tak na sam koniec. Myślę sobie, że autorka „Florystki” jest jeszcze z jednego powodu pod wrażeniem powieści „W cieniu” A.S.A. Harrison. Kto wie czy też Katarzyna Bonda nie poczuła podczas lektury recenzowanej książki pewnego stanu, za którym kryje się wrażenie, że oto została opowiedziana udanie artystycznie i literacko zgrabnie historia jednej z jej bohaterek „Polskich morderczyń”? Kto wie, sprawdźcie sami, koniecznie, sięgając po powieść Harrison.

 [dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB i przeczytana dzięki wydawnictwu Znak Literanova