Znikające zwłoki i samotność. Mortka wraca w mrocznym „Rytuale”
Gdy sięgasz po książkę swojego ulubionego pisarza i odkrywasz, że komisarz Mortka trafia w Góry Izerskie, to już wiesz, że to nie będzie zwykła historia. A jeśli już na początku opowieści policjant odkrywa zwłoki, które znikają, podobnie szybko jak jego francuska kochanka, to zastanawiasz się natychmiast, czy Wojciech Chmielarz taki właśnie pomysł uniesie bez szwanku dla osiągniętej już klasy pisarskiej i wykreowanego wizerunku jednego z najciekawszych bohaterów polskich serii kryminalnych.
Mowa oczywiście o „Rytuale”, najnowszej powieści autora „Żmijowiska” z serii z Jakubem Mortką, oczekiwanej od dawna, jestem pewien, że nie tylko przeze mnie. Pisarz wraz z pierwszymi kartami książki po raz kolejny udowadnia, że potrafi umiejętnie zbudować napięcie i błyskawicznie wciągnąć czytelnika w fabularną opowieść. Niewątpliwie pomaga w tym udanie wybrana sceneria powieściowej akcji. Wspomniane już na wstępie recenzji Góry Izerskie z pewnością dodają jej wyjątkowego klimatu – tajemnicze i pełne niepokoju, ukryte już w pierwszej scenie w zagadkowej postaci bestii obserwującej parę turystów. Apogeum zagadkowego i ciemnego misterium natury gór doznajemy za sprawą kamiennych wałów, tych najbardziej imponujących na Koziej Szyi (Ziegenhalsberg), w obrębie których Mortka wraz ze swoją przyjaciółką z Francji, Justine, ocierają się o miłosne uniesienie, przerwane przypadkowym i szokującym znalezieniem rozkładających się zwłok, które – jak już sygnalizowałem – tajemniczo znikają. To kulminacyjny moment dla procesu zawiązywania intrygi kryminalnej. Moment, za pośrednictwem którego szczęśliwe usposobienie głównego bohatera ulegnie szybkiej zmianie i swoistemu zawieszeniu. Moim zdaniem Chmielarz od tej karty powieściowej ciekawie pokazuje zmiany jakie mogą zachodzić w osobowości policjanta, który nie jest już na pierwszej linii zawodowej ani też życiowo nie znajduje miejsca w peletonie emocjonalnego i osobistego szczęścia. Chwilami odnosi się wrażenie, że Mortka jest i fizycznie i psychicznie wyczerpany, a jego osobistą przestrzenią zarządzają samotność i izolacja. Przegrane uczucia z kochanką, ułomne i niepełne kontakty z synami, niemożność zaangażowania się służbowego w śledztwo, brak poczucia przynależności do jakiegokolwiek środowiska – trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że to spory balast egzystencjalny.
Takie wcielenie głównego bohatera to dla czytelnika spore zaskoczenie, a dla pisarza nie lada wyzwanie by realnie poprowadzić wraz ze swoim bohaterem powieściowe śledztwo. Mortka w „Rytuale” zostaje „odarty” z policyjnego oręża. W Górach Izerskich spędza przecież tylko urlop, a ponadto po latach typowo urzędniczej służby w Hadze, siedzibie Europolu, unijnej agencji ds. Współpracy Organów Ścigania, posiadającej typowo pomocniczy charakter w stosunku do zadań zwalczania przestępczości przez krajowe policje Europy. Autor „Farmy lalek” proponuje więc czytelnikom całkiem udany manewr. Komisarza w śledztwie wspierać będzie aspirantka Maria Szulej, policjantka z jeleniogórskiej komendy. To postać interesująco poprowadzona, pozornie z doświadczenia i zachowań stanowi alter ego Mortki, choć jednocześnie cechuje się silnym i niezależnym charakterem oraz nienaruszalnym korpusem moralnym. Ich spotkanie na kartach recenzowanej książki jest interesującym procesem i z pewnością odświeża kryminalną serię Chmielarza. Nie mogę jednak przemilczeć braku właściwego realizmu w obszarze zawodowej roli Szulej, której umocowanie służbowe jest trudne do określenia. „Zesłana” na jeleniogórską prowincję z wrocławskiego Archiwum X, ma podlegać komendantowi miejskiemu, choć jednocześnie pisarz wskazuje, że jej śledztwo w dawnej sprawie Bestii z Izerów to autonomiczne postępowanie z nadrzędnej jednostki policyjnej. Dla fabuły powieściowej nie ma to na szczęście większego znaczenia i w żaden sposób nie wpływa na jakość intrygi kryminalnej i procesu jej rozwiązywania.
Nie można przemilczeć, że autor „Przejęcia” i tym razem gwarantuje czytelnikom najlepsze wrażenia z lektury. Z precyzją solidnie buduje napięcie, prowadząc przez złożone ścieżki fabuły. Dominantą poszczególnych wątków jest tajemniczość ukryta w tytułowym pojęciu rytuału. Posiadają one różnorodny charakter, od satanistycznych rytuałów, ocierających się nawet o groteskę, przez oniryczne i narkotyczne seanse mające miejsce w ośrodku rozwoju duchowego, po ciągle wciągające opowieści o hitlerowskich skarbach i nieustannie żywe legendy górskie, na czele z tą dotyczącą Bestii z Azer. To pozwala Chmielarzowi umiejętnie dokonywać zwrotów akcji przy zgrabnym manewrowaniu natężeniem zagadkowości. Linią łączącą wysoki poziom intrygi są zawiłe i przede wszystkim nieoczywiste powiązania między postaciami, ich motywacje i sekrety tworzą gęstą sieć, która trzyma czytelnika w napięciu do ostatniej strony. Dodatkowym atutem wytworzonego świata przedstawionego jest też porzucenie miejskiej przestrzeni, jakże typowej dla Mortki z poprzednich powieści. Przeniesienie akcji głównie do Kopańca, a więc w obszar typowo podgórskiej wioski, dało szansę na stworzenie ciekawego obrazu zależności i różnorodności w mocno skoncentrowanej enklawie społecznej.
„Rytuał” nie jest z pewnością najlepszą książką z serii, choć to kawał rzemiosła pisarskiego i dobra powieściowa historia. Alienacja bohatera współgra z tajemnicą i legendami miejscowych gór, a ukrywające się w ludzkich działaniach rytuały, pełne tabu i symbolizmu mieszają z czysto doświadczanym złem zadawanym człowiekowi przez człowieka. Wszystko to czyni recenzowaną książkę świetnym wyborem dla miłośników mocnych kryminałów. Na dokładkę ta powieść na pewno spełni oczekiwania amatorów szukających w książkach klimatów górskich tajemnic. A dla fanów komisarza Mortki to pozycja obowiązkowa i sądzę, że nie ostatnia skoro w rozmowie ze mną autor „Rodzinnego interesu” puścił wodze fantazji w temacie kolejnych śledztw komisarza: „chciałbym zobaczyć, jak prowadzi śledztwo za granicą. A niech będzie, że we Francji”.
Polecam!
