„Roztopy” – kryminał, który odsłania mroczne tajemnice Beskidu Niskiego

„Roztopy” to druga książka Jędrzeja Pasierskiego. I jeszcze lepsza od pierwszego „Domu bez klamek”. Warto zapamiętać nazwisko autora i bezdyskusyjnie sięgnąć po jego najnowszą ofertę literacką. „Roztopy” rozpoczynają się niczym dobra, nie przegadana powieść obyczajowa, która dość szybko wciąga czytelnika elementami powieści grozy, rozwijając się w rasowy kryminał. Od początku gdzieś w tle wyczuwamy, razem z pierwszoplanową bohaterką Joanną Pascho, nieokreślony do końca lęk i strach przed czymś, co z pewnością nosi maskę zła.

To bardzo udany sposób pisarskiego chwytu zaskoczenia i wciągnięcia w historię pozornie niegroźną, chwilami nawet miło zaskakującą „nowym życiem” wspomnianej bohaterki. Dalej z karty na kartę jest tylko coraz bardziej ciekawie i intrygująco, a także nieustannie zaskakująco. Jak zdradza wydawca, po wczesnej zimie do Bukowców, małej wsi w Beskidzie Niskim, przychodzą tytułowe roztopy, policja znajduje w lesie zwłoki. Kim jest ofiara i jaki związek ma brutalne zabójstwo z wspomnianą Joanną Pascho, warszawską lekarką, która niedawno przeprowadziła się w góry? Odpowiedzi na te pytania szuka Nina Warwiłow, główna bohaterka poznana w pierwszej powieści Pasierskiego, szykująca się do powrotu do pracy śledczej po długiej przerwie. Tak zarysowana fabuła i tkwiąca w niej zagadka kryminalną gwarantują wciągającą i udaną lekturę.

Policjantka Warwiłow, podobnie też inne mniej lub bardziej ważne postacie fabularnej historii, autor kreśli mocną wyrazistą kreską, z wypracowanym portretem psychologicznym i kompletną sylwetką charakterologiczną. Prowadząca śledztwo, tym razem trochę wbrew oficjalnym działaniom policji, mierzy się z tajemnicą sprzed lat. To znany w powieściach kryminalnych motyw, u Pasierskiego wcale nie zgrany, lecz udanie zrealizowany i posiadający niepowtarzalny charakter. Główna bohaterką jest świetnym kontrastem dla całego wachlarza postaci małomiasteczkowych, posiadających mocne i zdecydowane cechy, interesująco wpisujące się w zagadkowość zagadki kryminalnej.

Intryga skonstruowana przez autora „Roztopów” stanowi ciekawą ofertę dla czytelnika. Z pozoru klasyczna, o dość przewidywalnym przebiegu. Od zagadkowego zaginięcia osoby po echo wydarzeń z przeszłości, które mają rzucać światło na fabularne tajemnice. W nieodgadnionym tkwimy do samego końca opowieści. A samo rozwiązanie ostateczne przychodzi tak naprawdę w jednej scenie, z pomocą śledczej Warwiłow. To efektowny chwyt, choć, moim zdaniem, lekko psujący wrażenia czytelnicze. Rozwiązanie powieściowej tajemnicy, zrealizowane na wielu jej poziomach, zrodziło się w dużej mierze poza narracyjnym rytmem, niejako w głowie i nieopowiedzianych działaniach Warwiłow. Choć to bardzo logiczna układanka, to nieprzekonująca z punktu widzenia literackiej wizji całości opowieści.

Niepowtarzalnego smaku i zaskakującego kolorytu dla kryminału Pasierskiego dodaje jego lokacja. Bukowce, malutka wieś Beskidu Niskiego, z unikatową historią swoich mieszkańców, to lustro dziejów tej części Polski. W losach mieszkających tam rodzin odbija się dramat niejednego rodu łemkowskiego, mający wpływ na podejrzenia i motywy powieściowej zbrodni. Dzięki temu autor „Roztopów” zbudował zaskakująco świeżą i nieprzewidywalną powieść. Czyta się ją z dużym zainteresowaniem i przyjemnością poznawczą, a równolegle stanowi ona kryminalną przygodę, w której wszelkie rozwiązania nie są oczywiste. Jędrzej Pasierski dba też o literacką wartość słowa, zarówno w planie opisów scenerii, jak i w obrębie dialogów. Dzięki temu „Roztopy” to propozycja czytelnicza warta uwagi i potwierdzająca mistrzostwo polskiego kryminału.