„Na krawędzi ciemności” – Ian Rankin o cienkiej linii między prawem a zbrodnią

 
 
Po powieści Iana Rankina sięgam zawsze z ekscytacją, głównie z uwagi na jednego z moich ulubionych bohaterów, inspektora Rebusa. Ostatnia wydana w Polsce książka „Na krawędzi ciemności” niestety nie gości na swoich kartach tej wyrazistej postaci, co nie znaczy, że jest mniej interesująco. Jest inaczej i po raz kolejny ciekawie oraz nieprzeciętnie.

Pierwsze, co mnie zachwyciło w powieści Rankina, to dobór śledczych. Autor ponownie wychodzi poza utarty schemat i jako pierwszoplanowych policjantów tropiących fakty wskazuje zespół inspektora Malcolma Foxa, znany z wcześniejszego tytułu „Sprawy wewnętrzne”. Oprócz wspomnianego inspektora spotykamy też Joe Naysmitha i Tony Kaye’a. To trójka ciekawie i odmiennie dobranych charakterologicznie postaci, które uzupełniają się wzajemnie w działaniach służbowych. Pisarz po raz kolejny trafnie uchwycił właściwość pracy zespołowej, opierającej się zarówno na umiejętnie dobranym podziale ról i zadań, z odpowiednim stopniem odpowiedzialności. Równolegle nie zapomina autor o zindywidualizowaniu bohaterów, na czele z wyjątkową intuicją i niezaprzeczalnym pojęciem zasad oraz wartości policyjnej służby jakie wyznaje inspektor Fox. To z jednej strony klucz do jego postawy życiowej, a z drugiej strony widoczny odnośnik dla całej sytuacji fabularnej. Zarówno dawna nazwa tego wyjątkowego zespołu policyjnego, Wydział Skarg i Dyscypliny, jak i aktualnie rozważana, Wydział Etyki i Standardów Zawodowych, a także ta przyszła – Wydział Standardów i Wartości – to dla Foxa, policjanta z dużym doświadczeniem, nie martwe hasła, ale żywe znaczeniowo pojęcia obecne w praktyce służbowej. Z takiej też perspektywy zajmuje się prowadzonymi przez siebie sprawami, a że uwikłani w nie są zawsze policjanci to nic dziwnego, że konkretne dochodzenia nabierają dodatkowych smaków i barw. Nie inaczej jest w tym konkretnym przypadku powieściowym. Zespół z edynburskiego Wydziału Spraw Wewnętrznych zostaje wysłany do do hrabstwa Fife, gdzie mają sprawdzić, czy tamtejsi policjanci nie próbują kryć swojego kolegi, detektywa Paula Cartera, oskarżonego o molestowanie seksualne kobiet. Od samego początku Fox, Naysmith i Kaye trafiają na opór miejscowych gliniarzy. Nic dziwnego, kto tak naprawdę lubi tych z wewnętrznego. Dość szybko więc rozpoczyna się ciekawa gra, kto sprytniejszy, kto silniejszy, kto mocniej nadepnie na odcisk. Mur stawiany pomiędzy nimi jest w głównej mierze wewnętrzny, psychologiczny, ale ma swoje odzwierciedlenie także w konkretnych decyzjach. To swoiste siłowanie, które na przykład powoduje, że zespół wewnętrznych policjantów urzęduje w… kantorku na miotły, walcząc z ciągłą niepamięcią lokalnych funkcjonariuszy. Z pomocą nie przychodzi także miejscowa komendant, Pitkethly, urzędująca od niedawna, więc zrozumiałe, że w swoim interesie chcąca sprawę rozwiązać jak najbardziej pozytywnie. Śledczy z wydziału wewnętrznego są pozostawieni sami sobie, ale to dla nich nie nowość, choć dla czytelnika ciekawy obraz sytuacyjny. 

Rankin prezentując zderzenie racji policjantów wewnętrznych i lęki szeregowych policjantów, tak naprawdę nie staje po niczyjej stronie, ukazując rzetelnie realia takich spraw. Ci pierwsi przesłuchują świadków, w tym kobiety, które złożyły na Cartera doniesienie, Alana Cartera, wuja oskarżonego, emerytowanego policjanta, który zeznawał w sądzie przeciwko swojemu bratankowi. Zadaniem wewnętrznych jest nie tyle zweryfikowanie prawdziwości tych zeznań, co stwierdzenie czy w procederze molestowania lub jego ukrywania nie brali udziału inni funkcjonariusze. Ci ostatni miejscowi, jeśli już trafiają przed oblicze edynburskich kolegów, to niezbyt chętnie udzielają jakichkolwiek informacji. „Na krawędzi ciemności” jest jednak rasowym kryminałem, dlatego sprawa tego wewnętrznego śledztwa musi ulec dynamicznym zmianom, wykraczając poza spokojne czynności wyjaśniające. Wszystko przyspiesza wraz z niespodziewanym zwolnieniem Paula Cartera z aresztu. Tuż po jego uwolnieniu starszy Carter zostaje zastrzelony we własnym domu. Wszystko wskazuje, co zresztą dla wielu jest oczywiste, że zbrodni dokonał młodszy Carter w akcie zemsty. I w tym miejscu, a dokładnie z podjęciem własnego śledztwa przez inspektora Foxa, rozpoczyna się najlepsza część powieściowej intrygi. 

Rankin po raz kolejny mistrzowsko włada fabularnymi faktami, kreując skomplikowaną i niebanalną intrygę kryminalną. Skomplikowanie i niebanalność układanki narracyjnej kryje się w poplątaniu nie aż tak odległej przeszłości i teraźniejszości Szkocji oraz skomplikowanych z związku z tym biografiach ludzi walki i władzy. Nie jest to takie oczywiste od samego początku, a docieranie do istotnych i prawdziwych faktów tego śledztwa jest żmudnym, ale i bardzo wciągającym czytelników procesem. Sprawa, którą inspektor Fox prowadzi tak naprawdę wbrew innym członkom zespołu i właściwym celom jego istnienia, jest niczym olbrzymie puzzle, w których nie dość, że trzeba ułożyć obraz z tysięcy elementów, to jeszcze wcześniej te elementy trzeba mozolnie odnaleźć i zweryfikować ich właściwe pochodzenie. To jednak policjant wydziału wewnętrznego, wyczulony jak nikt inny na kwestie wartości i zasad, co będzie powodować u innych konflikt interesów. Bez zdradzania szczegółów powieściowych, Fox będzie musiał zmierzyć się nie tylko z cieniami politycznych wydarzeń lat osiemdziesiątych spod znaku ówczesnych działań terrorystycznych, ale także realnie poczuje oddech zagrożenia i śmierci z ręki tych, którzy tylko pozornie zapomnieli o dawnych sposobach walki politycznej. Główny bohater Rankina dotrze bowiem do najmroczniejszych zakamarków polityki i władzy. Powie ktoś, że to wyświechtany temat. Jeśli będzie miał na myśli powtarzalność tematyki powieściowej to przyznam rację, ale wyłącznie w tym zakresie. Nie może jednak zaprzeczać aktualności zagadnienia. I nie ma znaczenie, czy nosi ono koloryt szkocki, jak w recenzowanej powieści, czy też może mieć rodzime barwy, o co niełatwo obserwując codzienne serwisy informacyjne. No i oczywiście te problemy nie omijają także takich służb jak policja. Czarna owca w mundurze, docierająca do władzy dzięki nieetycznym działaniom lub takowych dokonująca z użyciem swoich prerogatyw to ciągle niewygasły problem. 

„Na krawędzi ciemności” Rankina nie ukrywa w sobie tylko polityczno-społecznego ujęcia zagadnienia przenikania się polityki, władzy z przestępstwem i zbrodnią. Pisarz daleki jest od proponowania uproszczeń, które w realnym świecie posiadają bardziej złożony charakter. Bohaterowie autora „Zaułków szkieletów” to postacie z krwi i kości z emocjami i psychiką, które współdecydują o decyzjach i czynach, mających – wcześniej lub później – znaczenie w ich papierowej biografii. Prywatne, osobiste sprawy posiadają bowiem taką samą moc burzenia harmonii życiowej jak kwestie polityczne, a gdy obie te strony ludzkiej aktywności spotykają się w momentach krytycznych niejednokrotnie potrafią burzyć świat zasad i wartości. Książka Ina Rankina jest tego najlepszym przykładem i busolą wrażliwości etycznej samego pisarza. 

Przeczytana dzięki wydawnictwu Wydawnictwu Albatros A. Kuryłowicz