Psychologia zamiast sensacji. Dlaczego warto sięgnąć po Mishaniego?
Pamiętam, gdy bodajże rok temu Katarzyna Bonda odbywała spotkania autorskie na Litwie, dowiedziała się, że w tym kraju nikt nie pisze kryminałów. Była to zaskakująca informacja, rzekłbym nawet, niemożliwa, biorąc pod uwagę boom pisarski i czytelniczy na ten gatunek literacki, zwłaszcza na naszym kontynencie. Wspominam o fakcie, bo tym razem mam zamiar zająć się chwilę kryminałem autora z kraju, który też nie kojarzy się z tego typu literaturą. Izrael tak naprawdę rzadko spostrzegamy jako kraj łączący naszą wyobraźnię z dziełami literackimi, częściej bowiem myślimy o konflikcie etniczno-religijnym. Jest jednak pisarz, który swoimi książkami zmienia nasze myślenie o Izraelu, a przede wszystkim o granicach gatunkowych powieści kryminalnych. To Dror A. Mishani, moim zdaniem, jeden z najbardziej wyjątkowych współczesnych pisarzy kryminalnych. Jego ostatnia książka, „Człowiek, który chciał wiedzieć wszystko”, bezsprzecznie to potwierdza.
To już trzeci tom serii powieściowej jego autorstwa z głównym bohaterem, detektywem Awi Awrahamem. Nie stanowi on chronologicznie ułożonej opowieści. Niespodzianką jest to, że przedstawia ona historię jego pierwszego samodzielnego śledztwa w sprawie o zabójstwo jako szef miejscowego wydziału kryminalnego. Równolegle, co typowe dla Mishaniego, poznajemy osobiste problemy głównego bohatera. To jest właśnie moment, w którym do wspólnie mieszkających od pewnego czasu Awrahama i Marianki, jego wybranki, którą poznał na szkoleniu zawodowym w zachodniej Europie, przyjeżdzają jej rodzice. I to co najważniejsze dla autora „Możliwości przemocy” nie jest to wyłącznie dwutorowy tor narracji z relacją poświęconą prowadzonemu śledztwu i prywatnym relacjom. To opowieść, której spoiwem jest postać detektywa i jego emocjonalno-psychologicznego uwikłania w sprawy zawodowe i osobiste. Rzadko który pisarz kryminałów, tak jak czyni to Mishani, potrafi wykreować realistycznie i przekonująco świat wewnętrzny policyjnego detektywa. W przypadku jego powieści ten aspekt literackich historii jest najciekawszy i stanowi ich największą wartość artystyczną. Znamienny jest też fakt, że Awi Awraham im bardziej gubi się życiowo i zawodowo tym mocniej zaciekawia i angażuje emocjonalnie czytelnika.
Powodów dla psychologicznego zaplątania głównego bohatera w recenzowanej książce jest sporo. W pierwszej kolejności nieprzeciętnym kłopotem jest prowadzona sprawa kryminalna. W swoim mieszkaniu zostaje znaleziona martwa kobieta, Lea Yeager. To jednocześnie ofiara gwałtu sprzed lat. Sprawca gwałtu, wskazany przez Yeager, będący jednocześnie jej wspólnikiem w interesach, nigdy nie przyznał się do tego czynu. Został jednak szybko na podstawie tylko jej zeznań osądzony i skazany na więzienie. Jego rodzina nigdy nie pogodziła się z wyrokiem, grożąc cały czas kobiecie zemstą. Tym samym to oczywisty motyw na zabójstwo, a pośród członków rodziny potencjalnego sprawcy musi ukrywać się sprawca. Zbyt oczywiste jak na kryminał? Oczywiście, że tak. Nie dziwi więc fakt, że wszyscy członkowie rodziny posiadają alibi. Szukamy więc dalej wraz z izraelską policją. Może mordercą jest syn kobiety, który zataja przed detektywem kontakty z matką. Skoro jeszcze, nie zdradzając szczegółów, kontakty te były trudne, to motyw sam się wręcz narzuca. Jeśli nie Awrahamowi, to przynajmniej jego przełożonym, którzy potrzebują tak samo sukcesu jak i spokoju w mediach. Jest jeszcze jeden ślad. Na miejscu podczas zdarzenia widziany był tajemniczy policjant. Ani jego obecność, ani jego rysopis nie są pewne, zwłaszcza, że świadkiem jest staruszek o niepewnej kondycji psychofizycznej. Na dodatek nikt nie potwierdza jakiejkolwiek interwencji policyjnej w tym miejscu i czasie. Ślepy trop? Niekoniecznie, zwłaszcza, że w trakcie śledztwa coraz częściej docierają do detektywa niepokojące informacje, że rzeczywiście jakiś policjant lub ktoś podający się za niego odwiedza kobiety – ofiary gwałtu – prowadząc własne śledztwo. Czy to on jest mordercą Lei Yeager? Jeśli tak, to zostaje odpowiedz na trudne pytanie: z jakiego powodu odebrał jej życie?
Zdaje się, że takie skomplikowanie powieściowego śledztwa wystarczyć powinno niejednemu czytelnikowi. Nie wystarcza jednak autorowi „Chłopca, który zaginął”. Swoim zwyczajem pozwala czytelnikom wniknąć w odrębną narracyjną fabułę, do której dostępu nie mają śledczy izraelscy. Tylko my poznajemy historię pewnej rodziny, a dokładnie kryzysu jaki rodzi się pomiędzy kobietą a mężczyzną. Z każdą kartą ich historia, a zwłaszcza niewytłumaczalne zachowanie męża, Kobiego, wydaje się, że zaczyna łączyć się ze sprawą zabójstwa. Na ile jest to prawda i w jakim zakresie ma to związek z zabójstwem oraz innymi ustaleniami policjantów, w tym miejscu zdradzić nie mogę. Mylić się będzie jednak ten, kto zbyt szybko rozwikła sprawę, ufając wyłącznie narracyjnym podpowiedziom. Historia Mali i Kobiego ma wymiar przede wszystkim emocjonalno-psychologiczny i jest zapisem rozkładu związku, a właściwie wewnętrznego zagubienia dwojga bliskich sobie ludzi. Bliskich do końca, choć ich losy kryją w sobie chwile zwątpienia, rozpaczy i bólu, nadziei i porażki. Trochę inaczej jest między Awrahamem i Marianką, choć cena zawodowego zaangażowania się w sprawę i spotkania się dwójki ludzi z odmiennych światów kulturowych, religijnych i językowych jest wielka.
To najbardziej fascynująca strona powieści „Człowiek, który chciał wiedzieć wszystko”. Dla Mishaniego intryga kryminalna, która stanowi zarzewie detektywistycznej aktywności głównego bohatera, jest tak naprawdę tylko pretekstem do snucia opowieści u ludzkiej samotności wewnętrznej, o wzajemnych poszukiwaniach w świecie uczuć i wartości. O szukaniu motywów działania, dążeniu do prawdy, która w spojrzeniu każdego człowieka wyglądać może zawsze inaczej.
Przeczytane dzięki Wydawnictwu W.A.B.