Recenzja: Dror A. Mishani „Możliwość przemocy”

Autor: Dror A. Mishani
Tytuł: Możliwość przemocy 
Tłumaczenie: Anna Halbersztat i Bartosz Kocejko 
Wydawca:  Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-280-0859-5
Liczba stron: 286

Dror A. Mishani w zalewie różnych jakościowo powieści kryminalnych, których oferty nieustannie przedstawiają nam polscy wydawcy, stanowi już od pierwszej swojej książki wyjątkową postać na scenie kryminalnych autorów. Jego „Chłopiec, który zaginął”, powieść wydana w kraju w roku 2013, stanowi wyjątkowy tytuł, zwłaszcza pod względem gatunkowym. Izraelski pisarz konsekwentnie wymyka się regułom klasycznej powieści kryminalnej. Nie w mniejszym stopniu czyni to również w kolejnym tytule „Możliwość przemocy”. Wartość jego propozycji literackich nie leży jednak w próbach łamania utartych reguł kryminalnych opowieści, epatujących prostymi schematami typu: zbrodnia-śledztwo-sprawca czy też innych stosowanych, coraz bardziej komplikowanych rozwiązań. Klucz do jego sukcesu czytelniczego, kreujący równocześnie niepowtarzalną wartość artystyczną powieści, ukrywa się w niecodziennym potraktowaniu własnego głównego bohatera. 
 
Awi Awraham to postać na arenie postaci literackich detektywów bezkonkurencyjnie niepospolita. W głównej mierze ten wyjątkowy anturaż tworzy wysoki stopień emocjonalności przywoływanego bohatera. Już w pierwszej powieści było to zauważalne, lecz w „Możliwości przemocy” nasycenie wewnętrznymi emocjami Awrahama jest tak duże, że  w pewnym momencie prowadzonej narracji stanowi jej główną siłę napędową. Nie inaczej zresztą dzieje się z samym śledztwem (choć właściwiej trzeba by mówić w liczbie mnogiej o dwóch śledztwach), które – racjonalnie patrząc – powinno zostać zamknięte w odpowiednio wczesnym miejscu opowiadanej historii. Tym, co kreuje emocjonalne rozedrganie izraelskiego detektywa, jest poprzednie śledztwo, stanowiące przedmiot pierwszej powieści Mishaniego. Aktualnie prowadzone postępowanie, dotyczące pozostawionego w walizce ładunku wybuchowego, wydaje się być sprawą dalece łatwiejszą i odmienną niż poprzednia, dotycząca początkowo zaginięcia, a w efekcie zabójstwa młodego chłopca. Tym razem rzecz wydaje się prostsza. Wiemy przecież, że prawdopodobny sprawca (ten, który podłożył bombę) utyka. To ważna informacja, która wespół z telefoniczną groźbą: „walizka to dopiero początek” przynajmniej od samego początku wygląda na typową sprawę o charakterze kryminalnym. W warunkach izraelskiej rzeczywistości to już sporo, przynajmniej śmiało możemy wykluczyć motywy polityczno-religijne, o które w tym państwie przecież nie trudno. Dla Awrahama nie ma to jednak znaczenia. Balast poprzedniego śledztwa, które w ocenie przełożonych miało niemałe wady, ciąży niemiłosiernie. Jednak to przede wszystkim detektyw sam w sobie roztrząsa przyczyny niepowodzenia śledztwa. Głównie idzie o przeoczenie możliwej wersji zabójstwa chłopca przez rodziców, a potem dopuszczenie do możliwości zatarcia śladów i wyboru najlepszej dla nich drogi obrony. Awraham jest zbyt czysty moralnie i zbyt ambitny zawodowo, by mógł zostawić ten etap przeszłości za sobą bez jakiejkolwiek próby analizy i wyciągnięcia właściwych wniosków. Nie ma w tym jakichkolwiek religijnych pobudek (na marginesie ten aspekt życia w Izraelu wyjątkowo pisarz traktuje marginalnie, podobnie zresztą jak zagadnienia polityki wewnętrznej). Taki to już profil psychologiczny głównego bohatera, który niczego nie pozostawia bez przemyślenia i wewnętrznego zważenia etycznych za i przeciw. To także swoista cena, a bardziej rodzaj odkupienia, za niedopatrzenia w poprzedniej sprawie, choć przecież jednocześnie rozwiązanej stuprocentowo. Więc choć teraz Awraham prowadzi typową sprawę gróźb kryminalnych, z praktycznego punktu widzenia dość łatwą do rozwiązania, co zresztą staje się na naszych oczach bez większego zaskoczenia. Ot zwyczajne śledztwo z łatwymi do rozpoznania motywami i bezproblemowym ujęciem sprawców. Jednak właściwa opowieść kryminalna z tytułową intrygą dotyczy zupełnie innych bohaterów i pobocznej, alternatywnej historii. Dotyczy ona Chaima Sary, w początkowej części powieści jednego z wielu świadków, którzy prowadzając codziennie dzieci do przedszkola mogli coś zauważyć, wiedzieć na temat składanych gróźb w stosunku do jego właścicielki. Więcej zdradzić nie mogę, bo zepsułbym całkowicie przyjemność lektury kryminału, który dzięki temu posiada drugie dno i fabularne, i tematyczne. Jedno jest pewne – bez etycznego rozedrgania i psychologicznego szaleństwa Awima Awrahama nie byłoby tej historii. 
 
Postać izraelskiego detektywa, jaką stworzył pisarz, jest wyjątkowa nie tylko w wymiarze etyczno-psychologicznym. Zresztą ten zakres jego kreacji wprost łączy się z kompletnością układanki postaciowej. O dwóch jej charakterystycznych motywach chciałbym wspomnieć. Pierwszy dotyczy kobiet obecnych w życiu Awrahama. Najważniejsze są dwie, poznane zresztą w poprzedniej powieści, Marianka i Ilani. Marianka to wydaje się, że miłość życia detektywa. To dla niej i też dzięki niej odrywa się od ciężaru poprzedniej sprawy, spędzając jedne z najpiękniejszych wspólnych chwil w Brukseli, w której kobieta pracuje. To tam dorastają do wspólnej decyzji o przyjeździe na stałe do Izraela Marianki i kontynuacji wspólnego życia na nowej dla niej ziemi. I w takim właśnie momencie literackiej biografii w „Możliwości przemocy” zastajemy tą parę. Marianka kończy właśnie pracę zawodową w urzędniczej stolicy Europy, powoli przygotowuje się do wyjazdu, będąc w telefonicznym kontakcie z Awrahamem. Druga, nie mniej emocjonalna, więź łączy go z własną szefową, Ilaną. To z nią wyłącznie był w stanie rozmawiać szczerze nie tylko o zawodowych rozterkach i kierunkach działania. Przez pewien moment była nawet najbliższą powierniczką osobistych spraw. W recenzowanej powieści ich stosunki nabierają jednak pewnej szorstkości, głównie z uwagi na udział Ilany w nie do końca pozytywnej ocenie poprzedniego śledztwa, choć trzeba przyznać, że wiele zrobiła, by zawodową cenę własnych błędów Abraham poniósł jak najniższą. Obie jednak wspomniane bohaterki wnoszą do życia izraelskiego detektywa dodatkowe barwy emocjonalne o dużym ciężarze gatunkowym i wysokiej cenie psychicznej. Nie będę zdradzał wiele, ale powiem tylko tyle, że obie postawią głównego bohatera przed wyjątkową próbą emocjonalności. Obie też swoją postawą i doświadczeniami przenicują jego etyczne rozterki, niczym swoisty katalizator dokonujący zmian w przebiegu egzystencjalnej ścieżki. 
 
Recenzowana powieść Mishaniego jest także nietypowa z uwagi na podwójną konstrukcję intrygi kryminalnej. Na pierwszym planie realizowane jest śledztwo, o którym była już mowa, a dotyczące gróźb karalnych (i ich realizacji) wobec właścicielki przedszkola. Jednym z motywów postępowania sprawców zdaje się być element zemsty za przemoc, która miałaby mieć miejsce w stosunku do dzieci uczęszczających do przedszkola. To dominujące wśród śledczych przeświadczenie, choć w przypadku głównego bohatera Awi Awrahama zamienia się to w pewnego rodzaju obsesję. Wahadło fabularnego zegara wraz z nieco maniakalnym, choć ciągle konsekwentnym, zaangażowaniem detektywa przesuwa oś akcji powieściowej w stronę innych osób i utkanej w ich biografiach historii. Wszystko rodzi nie wprost z ewidentnych dowodów i namacalnych śladów, jak to najczęściej bywa w kryminałach, lecz z krańcowo wyczulonej wrażliwości psychologiczno-etycznej Awrahama. Prawie do samego końca prowadzonej opowieści prowadzona przez niego sprawa, w której nie ma formalnego zgłoszenia, pokrzywdzonego ani dość długo realnej ofiary, stanowi wersję śledczą układaną nie w realiach ustalonych faktów, lecz na poziomie wyobraźni, lęków i domysłów izraelskiego policjanta. Nawet, gdy za zgodą swojej przełożonej, a wbrew zdaniu pozostałych kolegów, podejmuje odpowiednie czynności wykrywcze, bliższe są one ciągle intencjonalnemu widzeniu rzeczywistości zgodnie z tytułową „możliwością przemocy”. Ta rozgrywka etycznej wrażliwości, obsesyjnego lęku przed błędem i swojego rodzaju intuicyjnego dostrzegania zła stanowi najciekawszą i najbarwniejszą wartość powieści autora „Chłopca, który zaginął”. Jednocześnie otrzymujemy podwójną dawkę kryminalnej układanki, w której czytelniczy umysł musi dostrzec rzeczy ważne i nieważne, rzeczy realne i wyimaginowane, a pośród tego wszystkiego dokonać odpowiedniego wyboru. Nierzadko innego niż zapatrywania i odczucia głównego bohatera. 
„Możliwość przemocy” Drora A. Mishaniego to kolejna jego powieść, która wyróżnia się w coraz większym tłumie kryminalnych tytułów rynku wydawniczego. Jej autor stanowi wyjątek pośród innych pisarzy, albowiem postać śledczego – choć w wielu znakomitych powieściach innych twórców kreowanych też w sposób wybitny i nietuzinkowy – konstruuje inaczej. Jego sylwetka ubrana w emocjonalne i psychiczne doznania, wzmocniona wyjątkową logicznością myślenia, nie stanowi wyłącznie scenicznej dekoracji, lecz jest tematem przewodnim prowadzonej opowieści. Intryga kryminalna, tym razem poprowadzona dwutorowo, swój dominujący kształt przybiera przede wszystkim na poziomie właśnie rozterek, przewidywań i przeczuć głównego bohatera, nie uciekając przy tym od realiów rzeczywistości. Dzięki temu doświadczamy innej, niecodziennej przygody kryminalnej.
 [dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB i przeczytane dzięki Wydawnictwu W.A.B.