Beskidzki zbójnik przyszedł po prawdę – recenzja „Gawry”
Są kryminały górskie, w których szczyt jest tylko malowniczą etykietą na okładce, a śledztwo równie dobrze mogłoby się toczyć w bloku na Ursynowie. I są takie, w których góra ma pamięć dłuższą niż ludzkie grzechy, a bohaterowie chowają się przed sobą tak samo skutecznie, jak niedźwiedź chowa się przed zimą. „Gawra” Grzegorza Brudnika należy zdecydowanie do tych drugich i to jest zarazem jej największy atut, i miejsce, w którym książka najbardziej ryzykuje.
Tytuł nie jest przypadkowy. To opowieść o chowaniu się, tym dosłownym i metaforycznym. Nielegalny radiowiec, który przysięga, że nigdy nie opuszcza swojego bunkra, bo inaczej „go znajdą”. Inspektorka, która każe młodszej koleżance „wyjść wreszcie z gawry”. Ojciec ukrywający się przed synem, syn przed ojcem, cała rodzina zamknięta w micie honoru munduru, który już dawno przestał cokolwiek osłaniać. Brudnik buduje na tym motywie strukturę godną uwagi. Hibernacja jako strategia przetrwania i jako pułapka jednocześnie.
Drugą osią, ciekawszą niż sama zagadka kryminalna, jest bezlitosny portret współczesnej epistemologii spisku. Radio Sentinel, mówiące „wyłącznie prawdę” do garstki wiernych, żywiące się nieufnością wobec każdej instytucji, to nie karykatura, to rozpoznawalny, niepokojąco realny typ. Brudnik zestawia go z równie bezlitosnym cięciem pokoleniowym. Legendarna prezenterka pogody z dawnej telewizji kontra tiktokowa influencerka, która „przy okazji” trafnie zapowiada deszcz. Autor nie moralizuje, po prostu pokazuje, jak bardzo przesunęło się źródło zaufania, i pozwala czytelnikowi samemu poczuć niepokój tej zmiany.
Zbójnicki rekwizyt – hak wbity pod żebro, cała estetyka romantycznego rozbójnictwa beskidzkiego – działa tu jako świadoma inscenizacja w obrębie fabuły, nie jako dekoracja. To sprytne posunięcie warsztatowe. Folklor staje się narzędziem zbrodni, a nie jej sztafażem. Warto też odnotować gest intertekstualny, rzadki w tym gatunku wątek żałoby prowadzony przez lekturę „W poszukiwaniu straconego czasu” nadaje jednej z postaci emocjonalną głębię, jakiej próżno szukać w większości polskich kryminałów sensacyjnych.
Łezka jako bohaterka broni się sama. Zmęczona, fizycznie naznaczona, odmawiająca roli ofiary, ale i odmawiająca fałszywej twardości. Duet z aspirant Gniewosz ma naturalny rytm, starsza, która uczy nie z góry, lecz z boku, młodsza, która musi się jeszcze przekonać, że coś jest warta. To najbardziej przekonująca relacja w książce, między kobietami, nie wokół mężczyzn.
Gdzie zawodzi? Finałowa sekwencja na wieży widokowej – śmigłowiec, lina, sekundy do katastrofy – przełącza rejestr z psychologicznego thrillera w kino akcji tak gwałtownie, że traci się część zbudowanego wcześniej napięcia kameralnego. To scena efektowna, ale odczuwalnie „za głośna” wobec cichszej, bardziej przenikliwej reszty powieści. Drobna rysa, nie pęknięcie, ale rysa, którą warto nazwać, bo reszta książki na to zasługuje.
„Gawra” to kryminał, który wie, że prawdziwym drapieżnikiem gór jest człowiek. I że najgroźniejsze bestie to te, które same siebie przekonały, że działają w słusznej sprawie.
Przeczytane dzięki Wydawnictwu Filia Mroczna seria.
Metryczka
Tytuł: Gawra
Autor: Grzegorz Brudnik
Gatunek: thriller psychologiczny, górski
Wydawnictwo: Filia Mroczna Seria
Rok wydania: 2026
ISBN: 978-83-8402-664-9
