„Wytykać palcem lub książką”. Wywiad z Wojciechem Wolnickim
Bywają w wywiadach odpowiedzi, po których odkłada się notatnik i przez chwilę nic się nie pisze. Zapytałem Wojciecha Wolnickiego, dlaczego w kolejnej powieści stawia w centrum fabuły krzywdę wyrządzoną dziecku. Spodziewałem się wywodu o konstrukcji fabuły. Dostałem jedno zdanie, które mówi o autorze więcej niż trzy recenzje jego książek.
Rozmawiamy przy okazji premiery „Kary„, trzeciego tomu Śląskiej Serii Kryminalnej Kozak i Wolf. Ale nie tylko o niej. O tym, skąd bierze się stały motyw jego prozy. O dwóch liniach czasowych i o tym, co naprawdę jest w tej serii najtrudniejsze. O Śląsku widzianym oczami krakusa. I o pewnym pytaniu, które autor zadał uczniom na spotkaniu autorskim, a które powinien zadać sobie każdy rodzic.
Co skłoniło cię, żeby w „Karze” po raz kolejny postawić w centrum fabuły krzywdę wyrządzoną najbardziej bezbronnym? W „Urazie” był pożar i śmierć matki z córką, teraz mamy zaginięcie i ryzykowne wyzwania z aplikacji w telefonie. Skąd ten stały motyw w twojej twórczości?
Moim zdaniem powinniśmy stale nagłaśniać ten problem, nie tylko wtedy, kiedy krzywda dosięgnie kogoś bliskiego czy znajomego. Poza tym, od kiedy pamiętam, zawsze starałem się stawać po stronie słabszych, wyszydzanych, wykluczonych, a mierzili mnie ci, którzy mieli „moc”, siłę lub władzę, którą niecnie wykorzystywali przeciwko bezbronnym. Może to efekt tego, że w swoim życiu widziałem sporo zła wyrządzonego słabszym, głównie kobietom i dzieciom, ale też podwładnym przez przełożonych. Dla osób krzywdzących innych nie znajduję przebaczenia. Mam ochotę to wytykać palcem lub jak kto woli książką. [śmiech]
Gdzie szukasz inspiracji do swoich fabuł? Zanim zostałeś autorem kryminałów, pisałeś fantastykę i powieści psychologiczne pod pseudonimem W. & W. Gregory. Czy te doświadczenia wciąż wpływają na to, jak konstruujesz zagadki dla Kozaka i Wolfa?
Jedno, co ł
ączy wszystkie moje książki, to bohater, o którym wiem bardzo dużo, zanim przystąpię do planowania mu kłopotów. Bardzo interesuję się człowiekiem i o nim chcę pisać, wykorzystując różne gatunki literackie. Kolejny ważny element to tło społeczne. Nie sposób wyrzucić z głowy doświadczenia wyniesionego z pracy nad serią dystopijną Dwuświat, Uznaniem czy Pętlą, właśnie z tego powodu.
W Śląskiej Serii Kryminalnej różne problemy społeczne są osnową poszczególnych opowieści, czasem jest ich kilka. Znajdziesz w nich zarówno brak zainteresowania dziećmi przez rodziców, wspomniane wcześniej wykorzystywanie słabszych, czy brak tolerancji. Wiem, że są to tematy trudne, wchodzące mocno pod skórę, ale trzeba je nagłaśniać.
Opowiem ci coś wstrząsającego. Na jednym ze spotkań autorskich pojawili się uczniowie szkoły średniej i ósmej klasy szkoły podstawowej. Kiedy ich zapytałem, czy znają aplikację „Wyzwania niebieskiego wieloryba”, każdy odpowiedział, że tak. A kiedy dopytałem, czy wasi rodzice je znają, tylko pokręcili głowami. O tym chcę pisać, chcę uświadamiać. To samo dotyczy na przykład świadomości społecznej na temat przeszczepu szpiku kostnego czy wiedzy na temat Tragedii Górnośląskiej, ale to już inna historia.
Kiedy po raz pierwszy poczułeś, że sprawy twoich bohaterów nie da się domknąć bez sięgnięcia do wydarzeń sprzed lat? Ten zabieg pojawił się już w „Długu”, wrócił w mocnym prologu „Urazu”, a teraz znów działa w „Karze”. To był pomysł od początku serii, czy wykształcił się w trakcie pisania?
Moim zdaniem nie da się dobrze opowiedzieć o bohaterze, jeśli nie wiemy, skąd się wziął i dlaczego poznajemy go w takim momencie życia. To samo dotyczy zdarzeń, które są konsekwencjami wcześniejszych wyborów. Po prostu nie można pomijać przeszłości.
Należy jednak pamiętać, że jeśli są to opowieści współczesne, a w serii Kozak i Wolf akcja dzieje się tu i teraz, przeszłość nie może jej zdominować. Pojawia się zaledwie w formie przebłysków, połączonych silnie zarysowaną jedną, choć poboczną linią narracyjną.
Odpowiadając na twoje pytanie, kiedy pojawił się ten pomysł, muszę przyznać, że był ze mną od początku. Choć pisząc Dług, miałem obawy, jak zostanie przyjęty taki właśnie zabieg. Na szczęście czytelnicy go zaakceptowali, więc w kolejnych tomach tylko go kontynuowałem.
Jak budujesz most między przeszłością a teraźniejszym śledztwem? Adam Kozakiewicz i Przemysław Wilczyński za każdym razem odkrywają, że korzenie zbrodni sięgają dawniej, niż się spodziewali. Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu dwóch linii czasowych naraz?
Wątki wyjaśniające tajemnice z przeszłości moim zdaniem działają pogłębiająco, dają pełniejszy obraz, dlatego chętnie po nie sięgam. Szczerze mówiąc, prowadzenie kilku linii czasowych nie jest dla mnie problemem. Zaczynając swoją przygodę z prozą, czyli pisząc serię Dwuświat, przećwiczyłem historie wielowątkowe z wieloma postaciami.
Potem, pracując nad Pętlą, stworzyłem „potwora” [śmiech], czyli opowieść osnutą na jednym bohaterze, który poruszał się w przeszłość i przyszłość, a te same, konkretne „przygody” w zależności od różnych linii jego życia były konsekwencjami innych zdarzeń, czytaj: działały inne związki przyczynowo-skutkowe. Wtedy to były wyzwania. [śmiech]
Jedyne, na co zawsze staram się zwracać uwagę, to balans, waga poszczególnych wątków oraz to, żeby nie zapomnieć, co jest osią całej opowieści.
Czym „Kara” różni się od „Długu” i „Urazu” pod względem ciężaru emocjonalnego i konstrukcji intrygi? Trzeci tom to już nie debiut, tylko dojrzała, rozpoznawalna seria. Co chciałeś tym razem zrobić inaczej, a co świadomie zostawiłeś po staremu?
Po pierwsze, według mnie żadna seria nie powinna być traktowana jako ugruntowana na rynku, której każdy nowy tom mógłby odcinać kupony od poprzednich. Po drugie, jak zauważyłeś w recenzji, z każdym tomem staram się podnosić sobie poprzeczkę. Tak było na przykład w przypadku serii Dwuświat, której każdy kolejny tom ma lepsze oceny i recenzje od poprzedniego. Mam nadzieję, że tak samo jest i będzie z Kozakiem i Wolfem.
W tym konkretnym przypadku, konstruując fabułę poszczególnych tomów, można powiedzieć, opieram się na podobnym schemacie, czyli oprócz akcji dziejącej się współcześnie, równolegle odkrywam karty przeszłości. Jednak za każdym razem staram się robić to w inny sposób i w różnych miejscach wprowadzać ślepe zaułki. W końcu o to chodzi w tym gatunku. [śmiech] Można powiedzieć, że staram się przyzwyczajać czytelników do pewnego rytmu, wiodę ich w znanym kierunku, ale niespodziewanie dla nich robię woltę czy fikołka, za każdym razem w innym kierunku lub w innym miejscu.
Poza tym uważam, że żaden z tomów serii nie może być taki sam. Szczególnie że relacje między bohaterami ewoluują, a to niesie za sobą inną macierz pokazywanych emocji. W Długu były surowsze, bo Kozak i Wolf dopiero się obwąchiwali. W Karze, kiedy ich relacje stały się bliższe, strona emocjonalna ma zupełnie inny wymiar, choć pojawiają się poważniejsze problemy.
Dlaczego to właśnie Śląsk, ziemia przybrana, a nie rodzinny Kraków, stał się stałym domem literackim Kozaka i Wolfa? Sam mówisz o sobie, że jesteś rodowitym krakusem i napływowym Ślązakiem.
Po pierwsze, z założenia niemym bohaterem całej serii jest konkretnie Górny Śląsk widziany oczyma krakusa i warszawiaka, uzupełniająco mówiąc: liczą się różnice kulturowe. Na tym opiera się Śląska Seria Kryminalna „Kozak i Wolf”.
Po drugie, chcę pisać o tym regionie, nie tylko o Rybniku, lecz także okolicy, bo z każdym dniem lepiej go poznaję, mając świadomość, że jeszcze kilkanaście lat temu mój obraz był zupełnie inny. Poza tym, skoro jako rodowity krakus widzę go inaczej niż pisarki i pisarze, którzy się tu urodzili, może warto, bym się podzielił swoimi spostrzeżeniami. Coś, co jest aż tak oczywiste dla nich, że nawet nie warto tego poruszać, dla mnie i dla osób spoza regionu może być interesujące. Mam nadzieję być łącznikiem między dwoma światami. Jeszcze patrzę z dystansu, ale równocześnie już jako ktoś stąd.
A po trzecie i chyba prozaicznie, w związku z tym, że tu mieszkam, jest mi łatwiej opisywać miejsca, do których mogę się dostać w kilkanaście minut samochodem, czy niewiele dłużej na rowerze. [śmiech]
Kto z bohaterów „Kary” kosztował cię najwięcej pracy? Duet Kozaka i Wolfa od trzech tomów mierzy się nie tylko ze śledztwem, ale i z własnymi relacjami. Czy tym razem to któryś z nich, czy może ktoś nowy?
Szczerze mówiąc, żaden z bohaterów nie przysporzył mi tylu trudności, co sama tematyka książki, i mówię tu zarówno o kwestii historycznej, jak i związanej z nowymi technologiami, a bardziej z bardzo aktualnymi zagrożeniami z nich wynikającymi.
Jeśli chodzi o delikatny temat Tragedii Górnośląskiej, zamierzałem go pokazać w bardzo subtelny, a zarazem dobitny sposób, a przy tym z ogromem szacunku dla ofiar i ich potomków. I tu miałem problem z wagą, bo ten wątek nie powinien zdominować sfery kryminalnej, a także głównej akcji dziejącej się współcześnie. A jednak musiał mocno wybrzmieć.
Kolejna sprawa to kwestie informatyczne. Sam jestem laikiem w tym obszarze, więc musiałem się posiłkować konsultantami, ekspertami w swoich dziedzinach. Jak wiadomo, tacy mówią swoim „językiem”, nie każdy ich zrozumie. [śmiech] Sporo mnie kosztowało przeniesienie ich „języka” na polski, z jednoczesnym zachowaniem realiów branżowych i przedstawieniem w sposób interesujący wybitnie skomplikowanego zagadnienia. Mam nadzieję, że nie przesadziłem w żadną stronę.

Wojciech Wolnicki jest absolwentem Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Krakowskiej i scenariopisarstwa w AMA Film School. Pisał fantastykę i powieści psychologiczne, między innymi serię Dwuświat oraz „Uznanie” i „Pętlę”. Od kilku lat mieszka na Górnym Śląsku. Nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego ukazuje się jego Śląska Seria Kryminalna Kozak i Wolf: „Dług”, „Uraz” i „Kara”.
Kryminalne tropy objęły „Karę” patronatem medialnym, a fragment mojej opinii o powieści znalazł się na okładce.
