„Śnieg przykryje śnieg” Levi Hendriksena – skandynawski thriller psychologiczny pełen napięcia
Wydawnictwo „Smak Słowa” niebezpiecznie przyzwyczaja czytelników do powieści, które nie są tym, czym wydawałoby się, że są lub mogłyby być. Gdyby szukać ich najnowszego tytułu wydawniczego „Śnieg przykryje śnieg” na właściwych półkach księgarskich lub w odpowiednich działach witryn internetowych, to najczęściej książkę tą znajdziemy pośród innych nowości kryminalnych roku 2015. Powieść Levi Hendriksena nie jest z pewnością czystym kryminałem. Ona tak naprawdę w ogóle nie jest kryminałem. Gatunkowo kryminalne wątki najbliższe są thrillerowi, choć w całej narracyjnej wizji świata przedstawionego najsilniej odzywają się wątki psychologiczno-obyczajowe. Dla tej książki nie jest to jednak zarzut, lecz jej najmocniejszy atut, powodujący możliwość przeżycia niezwykłej podróży emocjonalno-czytelniczej.
Wczytując się od samego początku w kolejne strony recenzowanej powieści, warto pamiętać, by nie szukać zbyt intensywnie wątków kryminalnych. W takim klasycznym układzie: zbrodnia – ofiara – nieznany sprawca, pisarz nie poprowadził jakiejkolwiek fabularnej historii. Wszystko rozpoczyna się dość spokojnie, choć jednocześnie boleśnie. Jak sam wydawca zapowiada – 37-letni Dan Kaspersen wraca do małej rodzinnej wioski Skogli niedaleko Kongsvinger na pogrzeb brata. Właśnie odsiedział dwuletni wyrok za przemyt narkotyków i szuka dla siebie nowego miejsca w życiu. Jego brat zmarł w tragicznych okolicznościach: został znaleziony martwy w swoim samochodzie na podwórzu małego gospodarstwa, które odziedziczyli po rodzicach. Ból, jakiego doświadcza główny bohater, jest niejako podwójny. Z jednej strony bowiem wszystko wskazuje, że śmierć brata była aktem samobójczym. Tym bardziej bezgranicznie bolesnym dla wracającego Dana, bo przecież nic nie wskazywało podczas ostatniego widzenia, by Jakob w jakiejkolwiek formie miał kłopoty ze swoim życiem. Jego śmierć staje się tajemnicą, przed rozwiązaniem której staje właśnie główny bohater. Z drugiej strony odejście brata jest rozerwaniem ostatniej nici łączącej go z miejscem rodzinnym, emocjami i uczuciami, które wypełniają pamięć przeszłości. Trudno o bardziej nie komfortową sytuację odzyskania wolności osobistej po odbytym wyroku. Nic więc dziwnego, że Dan Kaspersen prawie że ucieka z pogrzebu brata. To moment, który musi samodzielnie przeżyć i oswoić. Uczyni to na swój sposób, zaskakujący. Nie będę zdradzał przyszłym czytelnikom, co tak naprawdę robi celem pierwszego odreagowania. Jest to jednak czynność, która w dalszej części powieści przyniesie potencjalnie kłopoty natury kryminalnej.
Właśnie na skrzyżowaniu osobistej tragedii śmierci brata i przestępstwa dokonanego w dniu jego pogrzebu pojawia się wątek kryminalny powieści, ubrany bardzo szybko w szatę thrillera o charakterze psychologicznym. Oscar Thrane został pobity w swoim domu nieomal na śmierć. Leży w śpiączce od dnia pogrzebu Jakoba, z którego szybciej oddalił się główny bohater, Dan Kaspersen. Układ zdarzeń okazuje się być idealny zwłaszcza dla mało idealnych śledczych pokroju Rasmussena. Świadczyć mają o tym także inne ślady i poszlaki. Główny bohater nie przyznaje się oczywiście do przestępstwa. Jak jest naprawdę czytelnik nie zostaje poinformowany. Narrator skąpi nam faktów i pewników, a choć coraz bardziej nabieramy przeświadczenia, że Dan nie ma nic wspólnego z tym zdarzeniem, to jednak pętla wokół jego osoby zaciska się coraz mocniej. W tych okolicznościach ukrywa się pierwsza warstwa napięcia powieściowego, którego doświadczamy jako czytelnicy, utożsamiając się z trudną kondycją głównego bohatera. Znalazł się on bowiem w położeniu będącym albo zbiegiem niesprzyjających mu okoliczności, albo padł ofiarą celowych działań pozorujących udział w zdarzeniu i jego winę.
Druga przestrzeń fabularnego napięcia rozpościera się pomiędzy opisywanym zdarzeniem kryminalnym i podejrzeniem o jego popełnienie przez Dana, a zaszłościami, które wracają w osobie Kristiana Thrana. Dawnego przyjaciela, za namową i z pomocą którego główny bohater powieści zajął się przemytem narkotyków, za co został skazany na odbytą dopiero co karę więzienia. Kristian to jednocześnie syn ofiary brutalnego napadu, co – biorąc pod uwagę nie skrywany żal i złość Dana za wyłączne poniesienie winy – stanowi wyraźny i mocno narzucający się śledczym motyw popełnionego w ostatnich godzinach przestępstwa. Narrator dodatkowo nie pozostawia złudzeń. Pomiędzy Danem a Kristianem musi dojść do spięcia. Początkowo to w Danie widzimy wrzenie i wściekłość, za którą jednak nie ukrywają się jakieś bezpośrednie działania, nie licząc swoistych seansów „autopsychoterapeutycznych”, będących wyrzuceniem z siebie pokładów złości narastających najpewniej przez czas pobytu w zakładzie karnym. Widoczna wzajemna niechęć z poziomu wewnętrznego rozdrażnienia przechodzi najpierw w gesty i drobne zaczepki, by ostatecznie eksplodować dramatycznymi wydarzeniami na śmierć i życie.
W tym wszystkim jest jeszcze miejsce na trzecią przestrzeń fabularnego napięcia. Moim zdaniem najważniejszą i z punktu widzenia czytelniczych wrażeń najciekawszą. To przestrzeń rozciągająca się pomiędzy echem dawnego uczucia do Kristine a rodzącym się doznaniem bliskości i miłości do Mony Steinmyr. Wypełnia ją wewnętrzny głód fizycznego kontaktu, seksualnego zbliżenia, zrozumiale dominujący po okresie więziennego odosobnienia. Nie jest to jednak główny imperatyw w zachowaniu głównego bohatera. Silniejsza jest bowiem potrzeba prawdziwej bliskości, opartej na emocjach – autentycznych i czystych. Dan szuka tych stanów w przeszłości, w tych nielicznych chwilach przed tragiczną śmiercią rodziców. Szuka w osobie brata, przywoływanych w pamięci spędzanych z nim chwilach, próbując zrozumieć dlaczego odszedł. I wobec braku odpowiedzi, a może bardziej beznadziei odpowiedzi, planuje ucieczkę. I nim do niej dojdzie, mają miejsce dramatyczne wydarzenia o dużym ciężarze kryminalnym, łączące i równocześnie rozwiązujące splątane wątki fabularnej opowieści.
Powieść Levi Henriksena wymyka się gatunkowym szablonom i to największa jej zaleta. Autor udanie splata wątki obyczajowe, kryminalne i psychologiczne, odpowiednio dozując ich fabularnymi składnikami. To właśnie te trzy przestrzenie, o których pisałem wyżej, przenikają się nawzajem nieustannie. Czytelnicze zaangażowanie wynika wprost z ciekawie ukrytej zagadki o wielowarstwowej proweniencji, w której elementy intrygi są tak samo ważne, jak wewnętrzne rozterki głównego bohatera i emocjonalne nici rodzących się uczuć. „Śnieg przykryje śnieg”, jak przystało na skandynawską powieść, trąci też odrobiną metafory i symbolu, do których zaliczyć należy tytułowy śnieg i koniecznie legendarny model samochodu marki Volvo Amazon, co z pewnością zauważą wnikliwi odbiorcy. I muszę przyznać, że z rzadka tak bardzo skandynawska, pozornie zimna historia, kryje w sobie tak dużo nadziei i optymizmu wbrew nawet bólowi i surowości życia. Cieszę się, że „Smak Słowa” wyszukuje dla nas tak nieoczywiste książki.
Przeczytana dzięki wydawnictwu Smak Słowa

