Zimna wojna, gorące ślady – kryminał Dahla w pełni formy

Nim polscy czytelnicy poznają kolejną powieść znakomitego szwedzkiego pisarza Arne Dahla „Ciuciubabka”, w którym europejskie służby specjalne zmierzą się w wyjątkowej grze z mafią i prawicowym ekstremizmem, warto przypomnieć poprzednią książkę zatytułowaną „Gorące krzesła”. To bardzo udany tytuł (nie licząc pierwszego z serii), w którym w pełni poznajemy jedyną w swoim rodzaju grupę detektywów Opcopu – specjalnej jednostki Europolu z Hagi. W pierwszej kolejności właśnie dzięki niej cykl Dahla wart jest uwagi i zbiera wysokie oceny czytelnicze. Grupą tą kieruje, jak przystało u autora z państwa ze stolicą w Sztokholmie, szwedzki policjant, Paul Hjelm, choć jakoś powątpiewam, że w realiach międzynarodowej policji szefem mógłby być Szwed. Biorę pod uwagę zwłaszcza nad wyraz zachowawcze i poddane politycznej poprawności działania policji szwedzkiej, widoczne w ostatnich miesiącach zwiększonego napływu uchodźców i związanego z tym wzrostu przestępczości. Ale na szczęście tu mamy do czynienia z literackim światem.
Członkowie Opcopu tworzą grupę o barwnym i ciekawym wachlarzu charakterów, umiejętności, poglądów i emocji. Pochodzą z całej Europy, dobrani zostali na zasadzie komplementarności, tak by ich zawodowe specjalizacje uzupełniały się wzajemnie w ramach potrzeb prowadzonego postępowania. Muszę przyznać, że nie wiem czy taka tajna śledcza (z naciskiem na pracę operacyjną) grupa policyjnych ekspertów i specjalistów na stałe istnieje w realnych strukturach Europolu – europejskiej Policji. Najpewniej nie, jeśli już, to podobne zespoły mogą działać w ramach realizacji konkretnych spraw. Niezależnie jednak od realiów szwedzki pisarz wykreował postacie grupy w sposób bardzo autentyczny, ale przede wszystkim bardzo atrakcyjny i interesujący. Mam wrażenie, że niezależnie czy i jakie prowadziliby śledztwo, to i tak znajdowaliby się w zainteresowaniu czytelniczym. Są sami w sobie warci naszej uwagi. Przyciągają „wielokolorowością” podobnie jak śledztwo, które prowadzą, ale o nim za chwilę. Centrala Opcopu znajduje się w Holandii, w Hadze. Nie ma w niej dominacji państwowej. Dowodzący grupą Szwed Hjelm to oczywiście wyraz swoistego patriotyzmu i ukłon w stronę własnego pochodzenia pisarza. Mamy także doświadczonych i nietuzinkowych policjantów z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Litwy, a nawet – ku radości mojej i innych polskich czytelników – Marka Kowalewskiego pochodzącego z kraju nad Wisłą. Mniejsza o ich specjalności i umiejętności. Ważniejsze bowiem wydają się ich życiowe doświadczenia, niekoniecznie wynikające z zawodowej przeszłości, a bardziej tej prywatnej, dotyczącej czasu i miejsca dorastania oraz realizowania się w zawodzie policjanta, choć i osobiste kwestie mają nie mniejsze znaczenie. Najciekawiej przedstawione zostały interpersonalne relacje występujące pomiędzy członkami grupy Opcopu. Zostały one zweryfikowane w szczególny sposób. Takim papierkiem lakmusowym wydaje się być zagadnienie wolności jednostki i jej usytuowania wobec systemu, w którym rolę podstawowego dobra odgrywać ma dobro społeczeństwa. Mówiąc jeszcze inaczej, czynnikiem determinującym wzajemne relacje, pełne napięć, ale i zrozumienia, choć tego ostatniego jest stanowczo mniej, jest stosunek do komunizmu. Autor „Ciemnej liczby” trafnie prezentuje to w rozdźwięku jaki pojawia się pomiędzy policjantami byłego bloku wschodniego (dawnych Niemiec Wschodnich, Polski i Litwy), których przedstawicielem jest choćby wspomniany już warszawiak Marek Kowalewski, a kolegami po fachu pochodzącymi ze starej, kapitalistycznej Europy Zachodniej. Dla tych ostatnich reprezentantem jest Arto Soderstedt, dla którego poglądy i – co gorsza – działania spod komunistycznej gwiazdy miały być antidotum na słabości kapitalizmu. Oczywiście taka postawa nie znajduje u wschodnio-europejskich policjantów żadnego zrozumienia, co wynika przecież wprost doświadczeń ich własnych społeczeństw, na których boleśnie „sprawdzono” rzeczywiste działanie ideologii komunizmu.
W mniejszym stopniu, poza ideowymi doświadczeniami i konfrontacjami, ważnym elementem wzbogacającym charakterystykę członków specjalnej grupy są ich postawy i charaktery emocjonalno-psychologiczne. Dahl nie popełnił jednak tutaj grzechu przesady i nie epatuje nadmiernie tymi kwestiami, podkreślając, że są to profesjonaliści i zawodowcy, choć nadal też po prostu ludzie. „Gorące krzesła” pokazują także w obrazie policyjnej służby jedną istotną cechę, jakże znamienną i autentyczną zarazem. Chodzi o zespołową pracę i wspólne dochodzenie do faktów i prawdy prowadzonego postępowania. Zbrodnie mają miejsce na różnych kontynentach, w wielu krajach, angażują policjantów miejscowych i wszystkich członków Opcopu, a jednocześnie każdy ma wyznaczone zadanie, każdy służy innymi umiejętnościami i sprawnościami. I jeśli nawet dowodzi, choć właściwsze słowo to koordynuje, całości Paul Hjelm, to nie ma tu miejsca na indywidualizm, kozaczenie czy samotne sukcesy. To gra i służba zespołowa, tylko wspólnym, wzajemnie uzupełnianym wysiłkiem można sprawę rozwiązać.
Sama zbrodnia, a dokładnie seria zbrodni, w recenzowanej książce ma charakter dalece nietypowy. Gdyby oceniać je wyłącznie w perspektywie możliwego realizmu, bezapelacyjnie Arne Dahl wystawioną miałby ocenę jak najbardziej negatywną. Jeśli jednak na kolejne zabójstwa, niezwykle teatralne i wymagające przez to szczególnego podejścia do śledztwa, stanowiącego wysoce intelektualną rozgrywkę, oceniać w perspektywie literackiego chwytu, to Arne Dahl może śmiały być nazwany mistrzem. Oto w różnych miejscach, mniej znanych turystycznie i stanowczo rzadko zamieszkałych, a wcześniej znanych jako miejsca odosobnienia lub więzienia, znajdowane są zwłoki. Ofiarami są słynni naukowcy. Jako pierwszy w czasie narracyjnej opowieści ginie chirurg plastyczny. Okoliczności jego śmierci, podobnie jak kolejnych ofiar, ujawnianych w czasie powieściowej akcji, jak i w ramach czasu przeszłego, nie są jednoznaczne. Mozolnie zbierane ślady wskazują jednak na tego samego sprawcę. Jeszcze trudniej o motywy zbrodni, choć elementem łączącym są z pewnością komunistyczne poglądy ofiar, ich poniżenie, a właściwie zbezczeszczenie, poprzez ugryzienie w ramię i najbardziej tajemnicze ślady w postaci malutkich karteczek zostawianych na miejscach zbrodni z cytatami z książki „Hrabia Monte Christo”. Przestępstwo jest więc wieloczynowe, łączy w sobie wiele motywów i wątków, powiązanych z ofiarami poprzez ich pracę i zaangażowanie w czasach zimnej wojny, a które mylą przez cały czas członków grupy Opcop. Dahl czyni więc ukłon w stronę czytelnika i obdarza go dodatkowymi informacjami w postaci specjalnych raportów. Wyglądają one na robotę jakiejś tajnej, ale dobrze poinformowanej komórki. Tyle tylko, że zamiast pomagać, jeszcze bardziej przewraca i miesza w naszych wyobrażeniach.
Rzadko który kryminał, jak ma to miejsce w przypadku „Gorących krzeseł”, plącze śledcze ustalenia i wersje oraz czytelnicze domysły. Arne Dahl zastosował w recenzowanej książce technikę łańcuszka. Z karty na kartę, z sceny na scenę odkrywamy i łączymy ze sobą kolejne ogniwo łańcuszka, bogatsi o nowe ślady i ustalenia, wcale nie zbliżając się do rozwiązania sprawy. Trzeba trwać w tej wyjątkowej grze intelektualnej do końca. I warto spróbować.
Przeczytane dzięki Wydawnictwu Czarna Owca