Recenzja: Arne Dahl „Ciemna liczba”

Autor: Arne Dahl
Tytuł: Ciemna liczba
Tłumaczenie: Robert Kędzierski 
Wydawca:  Wydawnictwo Czarna Owca
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-7554-517-3
Liczba stron: 439

„Ciemna liczba” to tytuł, ale jakże wymowny. Gdy brałem do ręki książkę Arne Dahla, zastanawiałem się ile razy w roku podczas zajęć prowadzonych, zwłaszcza dotyczących taktyki kryminalistycznej, przywołuję to sformułowanie. Najczęściej chodzi wówczas o ciemną liczbę faktycznych przestępstw, zdarzeń, które nie znajdują odzwierciedlenia w statystykach policyjnych i aktach prowadzonych oficjalnie spraw. Taką ciemną liczbą objęte są współcześnie między innymi przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, obejmujące dzieci, czyli mówiąc krótko pornografia dziecięca i pedofilia. I tą właśnie tematyką w przeważającej mierze zajmuje się w „Ciemnej liczbie” znakomity szwedzki pisarz, krytyk i redaktor, Arne Dahl. 
 
To, co wiemy już z informacji wydawcy i z pierwszych kart powieści, dość szybko wprowadza nas w typową sytuację dla większości kryminałów. Oto w lasach Angermanland w północnej Szwecji podczas wycieczki szkolnej znika czternastoletnia Emily. Rozpoczęte przez nauczyciela i całą klasę poszukiwania nie przynoszą rezultatu. Sprawą zaczyna się zajmować policja, a właściwie Kerstin Holm ze sztokholmskiej drużyny A. To jednostka składająca się z najlepszych policjantów szwedzkich, będąca zbiorowym bohaterem serii powieści Dahla. Tej grupie trafiają się wyjątkowe zadania i najtrudniejsze sprawy. Tak jest i tym razem, choć początkowo można odnieść inne wrażenie. Pierwsze tropy prowadzić mają do bliżej nieokreślonych obcokrajowców, mających poruszać się w tym terenie samochodem z zagraniczną rejestracją. Kerstin Holm podejrzewa jednak, że dziewczynka mogła zostać porwana przez któregoś z trzech, niegdyś skazanych za gwałt na dzieciach, miejscowych pedofilów. Już samo nagromadzenie na tak małym obszarze aż trzech potencjalnych podejrzanych napawa niepokojem i myślą, że to tylko część większej, zbrodniczej układanki. Autor „Europy blues”, podobnie jak w poprzednich powieściach, nie pozwala na obecność zbyt oczywistych rozwiązań ani prostych kierunków rozwoju intrygi kryminalnej. „Ciemna liczba” pod tym względem jest wyraźnie wielowątkowa, o różnym stopniu nasycenia wspólnymi elementami pod postacią ustalonych faktów i dokonanych spostrzeżeń śledczych. Im bardziej policjantka z drużyny A, Kerstin Holm, zagłębia się w życie zaginionej dziewczyny, tym bardziej wciągana jest w wir mrocznej przeszłości i niebezpiecznych tajemnic. By odkryć choć fragment tego drugiego nurtu życia Emily, policyjni eksperci muszą przełamać wyjątkowo skomplikowany kod dostępu. Gdy już im się to uda, trafią w takie miejsce, bez którego współczesna przestępczość pedofilii i pornografii tak naprawdę nie istnieje. Chodzi oczywiście o Internet, miejsce umieszczania i zdobywania zakazanych materiałów, ale jeszcze bardziej chodzi o miejsce, czy to w pełni anonimowej czy pod umownym przykryciem, całej gamy sposobów nawiązywania kontaktów, ich utrzymywania i wreszcie przenoszenia z sieci do realu. W przypadku powieści autora „Mszy żałobnej” poza realistycznym obrazem drugiego życia w sieci, która pozwala na rozwijanie w pełni swoich skrytych i szalonych popędów, przewija się jeszcze trzecia strona przestrzeni wirtualnej. To coś, co wydawca zupełnie trafnie określa jako przestrzeń, w której toczy się walka dobra ze złem. I dla atrakcyjności fabuły oraz przede wszystkim bogactwa i zawikłania intrygi kryminalnej te etyczne zmagania przenoszą się na szwedzkie ulice. Oto bowiem w niedalekiej okolicy znalezione zostaje ciało mężczyzny z poderżniętym gardłem. Narzędzie zbrodni to niezbyt często spotykany w morderczym użyciu przedmiot – struna fortepianowa. W całej książce to nie jedyne zdarzenie z użyciem tego muzycznego artefaktu, niosącego gwałtowną śmierć. Jak łatwo się domyśleć, zadaniem policjantów z drużyny A będzie ustalenie czy tak odległe pozornie wydarzenia łączą się jakimiś nićmi wspólnych motywów i więzów osobowych.
 
Arne Dahl ma niewątpliwie dar do budowania rozciągniętych tematycznie, miejscowo i osobowo intryg kryminalnych, których wielowątkowość w udany sposób angażuje czytelników, próbujących wytropić prawdę zbrodniczych faktów. Pod tym względem ani ten, ani każdy wcześniejszy tytuł z drużyną A nie zawiódł i okazywał się być atrakcyjną przygodą intelektualną i emocjonalną. Jak to bywa u większości skandynawskich autorów, także Dahl ma literacko wyczulone ucho na współcześnie ważne problemy społeczne czy polityczne. Poruszane tematy pornografii dziecięcej i pedofilii to nie tematy dyżurne, lecz ciągle aktualne zagadnienia o dużej nośności etycznej. Pisarz dobitnie pokazuje, że kręgi tych złych zainteresowań są szerokie i głębokie zarazem (tutaj nawet oskarżenia padną w kierunku policjanta), ukrywając się w tkance społecznej obojętnie jakiego państwa. A może nawet ta wymowa staje się bardziej wyrazista, dlatego, że dotyczy krajów skandynawskich o większym wyczuciu publicznym i prawnym na tego typu sprawy. Autor „Ciemnej liczby” równocześnie nie uprawia w jakikolwiek sposób natrętnej czy nachalnej dydaktyki, nie nudzi też formułą literacką, która przecież temat już wielokrotnie w różnych tytułach literatury kryminalnej poruszała. W całej tej jakości recenzowanej powieści ukrywa się mała rysa, która może trochę zaskakiwać i nieco psuć efekt końcowy lektury. Mam na myśli pojawiający się w dalszej części książki wątek sekty rodzącej się jeszcze w XVII wieku. Sekty, dla której kwestie seksualności tej rozumianej szeroko i ponadnormatywnie dalekim i bolesnym echem odbijać się będę we współczesnych wydarzeniach powieściowych. Sygnalizuje je kradzież historycznego szkieletu – archeologicznego znaleziska i wyjątkowym charakterze anatomicznym i kultowym zarazem. Mniejsza o to zdarzenie, ciekawe skądinąd z punktu widzenia wielowątkowej intrygi. Rażą jednak na wielu stronach, moim zdaniem, niepotrzebne pseudofilozoficzne i pseudoreligijne rozważania związane z narodzinami i działaniem wspomnianej sekty. To najsłabsze strony powieści, nie do końca wpisujące się w całość fabularnej historii i o małym stopniu historycznej oraz życiowej wiarygodności. 
 
Jest jeszcze jeden element, o którym warto koniecznie wspomnieć w recenzji „Ciemnej liczby”. Chodzi o rodzaj narracji jaką proponuje w powieści Arne Dahl. W tym przypadku najmocniej rozwiniętą z wszystkich dotychczasowych książek z drużyną A. Jej specyfika ma duże znaczenie dla odbioru czytelniczego. Może stanowić, w zależności od odbiorcy, i wadę, i zaletę, tak osobno, jak i równocześnie. Mam na myśli mieszanie formuł pierwszoosobowej i trzecioosobowej narracji. To jedno. Nie mniejszą rolę odgrywa także dobór składniowy prowadzonej narracji, nierzadko urywany, dramatycznie zawieszany krótkimi zdaniami i równoważnikami zdań. Początkowo utrudnia to lekturę, przeszkadza w skupieniu odbiorczym. Z czasem, gdy przyzwyczaimy się i dostrzeżemy ukrytą właściwość takiej narracji, oddającej idealnie wręcz charakter dramatycznych zdarzeń, napięcia sytuacji i prowadzonego śledztwa. Warstwa językowa wspiera udanie kryminalny charakter  powieściowej narracji. „Ciemna liczba” Arne Dahla to w końcu kawał solidnej historii kryminalnej z ciekawą, aktualną tematycznie wielowątkową intrygą, pozwalająca czytelnikowi zabawić się intelektualnie z odrobiną mocniejszych emocji.
 [dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB i przeczytane dzięki Wydawnictwu Czarna Owca