Ćwirlej wraca do korzeni. Czy „Tam ci będzie lepiej” to jego najlepsza podróż w przeszłość?

Ryszard Ćwirlej jako pisarz przez wiele lat stał rozkrokiem pomiędzy podgatunkami powieści kryminalnych. Z pewnością nie był bowiem autorem retro kryminałów, zbyt bowiem blisko dnia dzisiejszego sytuowały się jego „neomilicyjne” historie. Z drugiej jednak strony współczesność to już nie była, lecz najświeższa, doświadczalna przez wielu czytelników osobiście, najnowsza historia kraju. Nie było tajemnicą, że ten stan rzeczy sam autor planował zmienić, co zapowiadał na spotkaniach autorskich. Przede wszystkim mówił o współczesnej powieści, w których to czasach nam aktualnych jego wyjątkowi bohaterowie odnajdą się mniej lub bardziej. Tak jak zapowiadał, tak też uczynił w książce „Jedyne wyjście”. O niej pisałem przy innej okazji, choć zdradzę, że osobiście nie sądzę, że współczesna powieść kryminalna to udany kierunek rozwoju twórczości poznańskiego pisarza. Inaczej ma się jednak z próbą cofnięcia fabularnego czasu o kilkadziesiąt lat do czasów odzyskanej niepodległości. Mam na myśli ostatnią rzecz spod pióra Ryszarda Ćwirleja zatytułowaną „Tam ci będzie lepiej”.
To klasyczny retrokryminał, napisany z dużą swobodą i lekkością narracyjną. W tej odmianie kryminału Ćwirlej odnajduje się jak nikt inny. W pierwszej kolejności uderza wielowątkowość i bogactwo fabularne powieści. To pewna cecha charakterystyczna pisarza, który nie oszczędza ani na bohaterach, ani też na wątkach fabularnych już od pierwszych kart książki inicjowanych w taki sposób, by czytelnika zaintrygować i wciągnąć w umysłową grę odgadywania współzależności prezentowanych scen. Zbrodnia pod postacią morderstwa i porzuconych zwłok też nie jest „rarytasem” pisarskim. Autor uderza mocno i wyraźnie, nie oszczędzając na emocjach. Zagadki kryminalne narysowane są wyraźną kreską i mają swoją tajemnicę, a przy tym właściwy koloryt. Każda zresztą o innej barwie: wojskowego munduru ze szpiegostwem w tle czy też okrutnego rytuału bliskiego religijnym obrzędom oczyszczania ze złego. Dwie historie kryminalne pozwalają pisarzowi w sposób bardzo udany i przede wszystkim interesujący wciągnąć czytelnika w ówczesny czas i miejsca. II Rzeczpospolita w Poznaniu. To bardzo ważne, bo wolną, niepodległą Polskę lat 20 i 30-tych rozkwitającą i posiadającą także swoje cienie poznaliśmy dzięki innym autorom i innym miastom. Lublin, Warszawa, Lwów, Górny Śląsk, by wymienić te najważniejsze. Każde miało swój koloryt językowy, kulturowy, architektoniczny i społeczny. Poznania bezapelacyjnie brakowało. Ćwirlej nadrabia to z naddatkiem i to tym wyjątkowo miłym i artystycznie dopracowanym. II Rzeczpospolita to buzujący (ale nie wylewający się) tygiel wielokulturowy, wielodoświadczeniowy i wielojęzykowy. Autor „Śmiertelnie poważnej sprawy” jest tego w pełni świadomy, co wyczuwamy od samego początku narracyjnej opowieści. Nie zapomina on o nikim ani o niczym.
Dwie historie kryminalne spod znaku wojska i policji zdecydowanie pozwalają wniknąć w klimat mundurowego świata i jednych, i drugich. Za każdą ukrywają się ludzie z przeszłością zamkniętą w niedalekiej historii I wojny światowej i walce o pełną niepodległość. Ćwirlej rysuje ich barwnie i przekonująco. Koloryt postaci ukrywa się w żywym języku, w jakże różnych postawach emocjonalnych i odmiennych charakterach, nad wszystkim góruje także doświadczenie osobiste, rodzinne i to historyczne. To ostatnie ma niebanalne znaczenie, bo przecież wyjściowo z różnych zaborów i miejsc dawnej Polski uwikłani zostali niezależnie od swoich wyborów w wielką historię, która pozwoliła ubrać szaty narodowej przynależności. To Polacy, ale jakże różni i ciągle wciąż dochodzący do swojej polskości. I nawet świat zewnętrzny ciągle jeszcze niejednokrotnie utrudnia ten proces, a nie pomaga (by przywołać choćby dopiero toczącą się dyskusję nad wprowadzeniem polskiej złotówki). Dwie różne zbrodnie, dotykające różne ofiary, to także szansa na namalowanie tak dalekich od siebie społecznych warstw. Pisarz po raz kolejny jest piewcą ulicy tej żywej, brudnej, ale autentycznej w swojej prostocie i prawdziwości życia. Bardziej wykształceni, bardziej doświadczeni (zwłaszcza karierami wojskowymi) też ma tutaj swoje pięć minut. I też poznajemy ich dogłębnie i bez oszustwa. Nie tylko takie postacie literackie są z krwi i kości, jak choćby komisarz Antoni Fischer, jego zastępca Albin Siewierski, ale też i inne, jak czysta i prosta w swoich intencjach życiowych kobieta lekkich obyczajów Kryśka Barciak. Zresztą dodam, że nie ma słabych literacko postaci literackich w recenzowanej powieści.
Bliskie doskonałości są także stworzone przez autora „Błyskawicznej wypłaty” intrygi kryminalne. Cechuje je wyjątkowo udane zawiązania, które wciągają swoją zagadkowością. Jednocześnie różni je odmienny motyw oraz inny modus operandi sprawcy lub też sprawców. Mamy bowiem morderstwo, a właściwie serię morderstw kobiet pracujących na poznańskich ulicach jako najtańsze prostytutki. Bóg jeden wie dlaczego ginących w tak tajemniczych okolicznościach. Mamy też zaginięcie i upozorowane zabójstwo oficera polskiego wojska z tłem jak najbardziej wrogiego, bo rosyjskiego, wywiadu. Zdaje się od samego początku, że w żadnym zakresie obie sprawy kryminalne nie mają nic wspólnego, choć równocześnie poprzez wplątanie w nie wspólnych śledczych w jakiś niedopowiedziany i niepokojący sposób czujemy, że łączą się nawzajem. To też powoduje dodatkowe emocje czytelnicze. Ćwirlej jednak nie poprzestaje na tym, ale szerokim gestem fabularnym przenosi nas za granice nowej Polski. Choćby tylko z obowiązku recenzenckiego trudno przemilczeć wątki pilskie tego retrokryminału. Narracyjna opowieść przemieszcza nas w pełni świadomie do ówczesnych Niemiec, których symbolem w tym przypadku jest Schneidemühl. Dzięki temu dzisiejsza Piła doczekała się literackiej wizji retro. Przyznam, że z dużym zaciekawieniem, ale i niepokojem, wyczekiwałem tych części książki. Jako rodzimy Pilanin zastanawiałem się jak autor – także przecież związany biograficznie z miejscowością nad Gwdą – literacko zbuduje obraz naszego miasta sprzed II wojny światowej, nie polskiego, lecz ciągle obcego. Pisarz wybrał interesującą formę prezentacji. Z jednej bowiem strony skupił się na elementach topograficznych Schneidemühl, na tyle charakterystycznych dla tamtych czasów, jak i ważnych dzisiaj. To niezwykła podróż po ulicach i miejscach Piły. Nacechowana bowiem troską o rzetelność historycznych faktów, a równolegle – pomimo jednak skąpości historycznych przekazów – bardzo żywa i autentyczna w swoim przekazie. Ożywająca tamten czas i tamte miejsca. Z drugiej strony pilski wątek ze śledczym, którego poczucie przynależności do niemieckiej kultury i narodu jest tak samo silne, jak jego kolegi Fischera do polskości i szczerego patriotyzmu. Smaku dodaje fakt, że jednego i drugiego łączy prawdziwa męska przyjaźń zbudowana na gruncie wspólnej walki podczas I wojny światowej, okupionej wzajemnym bohaterstwem i ratowaniem życia.
Pomysł na historie kryminalne dziejące się w Poznaniu i Pile (Schneidemühl) z dodatkowymi atrakcjami natury przestępczej, mającymi miejsce na granicy polsko-niemieckiej w Ujściu, mieście rozdzielonym Gwdą i Notecią, to bardzo trafiony pomysł fabularny. Dopracowana i żywa narracja oddająca klimat epoki, brzmienie języka i charakter ówczesnych przekonań oraz sądów to kolejny atut powieściowy. Kolejne to dbałość o realizm historyczny przy znakomicie poprowadzonych wątkach kryminalnych i obyczajowych z wyrazistymi postaciami pierwszo- i drugoplanowymi. I na dokładkę swoboda narracyjnej opowieści z dozą lekkiego humoru i odrobiny powagi. „Tam ci będzie lepiej” dzięki tym wszystkim elementom stanowi jedną z najlepszych powieści kryminalnych wydanych w roku 2015. I gdyby nie lekkie przegadanie w finalnej części książki oraz zbyt mało wiarygodne rozwiązanie jednego z głównych wątków, orzekłbym, że to rzecz idealna.
Przeczytane dzięki Wydawnictwu Czwarta Strona
