Kiedy chciwość staje się sztuką – zaskakujący kryminał Marty Guzowskiej

To dodatkowa, jak najbardziej przyjemna, wartość obcowania z literaturą – niespodzianka i zaskoczenie z powodu jakże udanej literackiej wizji. Tak stało się w przypadku lektury ostatniej powieści Marty Guzowskiej zatytułowanej „Chciwość”. Nie ukrywam, że sięgnąłem po nią w drodze wyjątku i na mocy zadziwiającej dawki kredytu i zaufania do talentu pisarki. A tak naprawdę wszystko to dzięki pierwszej jej powieści, debiutanckiej i jednocześnie najlepszej „Ofiary Polikseny”. Z każdym następnym tytułem przygód Mario Ybla było coraz gorzej. Największy kryzys, moim zdaniem, przyszedł wraz z trzecim tomem „Wszyscy ludzie przez cały czas”. Pamiętam jak podsumowywałem literacko-kryminalny rok 2015 i zastanawiałem się czy wspomnieć o tej książce. Wychodząc jednak z założenia, że o szczególnie złych książkach szkoda pisać, niepotrzebnie zawracając głowę czytelnikom, więc zmilczałem tą rzecz. Gdy więc dotarły do mnie zapowiedzi nowej powieści, która ponownie – zgodnie z zawodowym doświadczeniem autorki – miała dziać się w świecie archeologów, to zadrżałem, bojąc się o własną i innych wytrzymałość odbiorczą.
Na szczęście „Chciwość” zaskakuje od samego początku i bardzo przyjemnie wciąga w swój świat przedstawiony, burząc wcześniejsze negatywne doznania. A pozornie jest przecież tak samo, przynajmniej w części kreowanej rzeczywistości. I znów archeologiczne peregrynacje, i znów zamknięta przestrzeń południowej krainy europejskiej, tym razem poszerzonej o granice kolejnego kontynentu. Tylko tym razem – powiem może zbyt dosadnie, ale tak to widziałem z poprzednią książką Guzowskiej – tym razem nie ma narracji o niczym (choć właściwiej trzeba byłoby powiedzieć, że tamta opowieść byłą o wypasaniu kóz) i bezsensownego ganiania na Krecie wokół… no właśnie to był największy problem intrygi kryminalnej „Wszystkich ludzi przez cały czas”.
„Chciwość” to zupełne przeciwieństwo. To powieść uderzająca świeżością narracyjnej propozycji, niezwykłą dynamiką, lekkością fabularnej układanki przy jednoczesnej atrakcyjności ukrytej w niej zagadki kryminalnej. Głównym bohaterem i równocześnie narratorem snutej opowieści jest archeolog Simona Brenner. To bardzo udany zabieg z pisaniem w pierwszej osobie, zwłaszcza, że wykreowana przez autorkę „Głowy Niobe” postać kobieca mieści w sobie wszelkie przymioty, które czynią ją ponadprzeciętną. Ale jeszcze chwilę o narracji, bo ta jest żywa i skrząca tempem opowieści na równi z tempem akcji fabularnej. To narracja mocno autentyczna i w żaden sposób nie przegadana, a i też chwilami pełna uroku i zachwytu nad plastycznością i konkretnością jednocześnie. Polecam zwłaszcza takie ustępy jak początek pięćdziesiątego trzeciego rozdziału, w którym początkowy akapit poświęcony świtowi na wykopaliskach w północno-zachodniej Turcji. Drobny, ale jakże radosny majstersztyk literacki. Z autorką narracyjnej układanki jest podobnie. Na pewno nie pozostawia czytelnika obojętnym. A jej kreacją Guzowska zaskakuje. Oto bowiem wybitna archeolog okazuje się być… świetnie zakamuflowaną złodziejką. I nie bójmy się powiedzieć, najlepszą złodziejką w świecie, nie tylko archeologów (jakby wśród nich był jakiś ranking). Inteligentna ponad miarę, myśląca szybciej niż większość ludzi, co powoduje, że jej wyobraźnia wyprzedza prawie zawsze o krok przyszłe zdarzenia. Cechująca się sprytem, ale i urokiem, nie mówiąc już o seksapilu, jakże naturalnym związanym wprost z atrakcyjnością ciała, a jeszcze mocniej emocjonalności i … tajemniczości swojej oficjalnej i nieoficjalnej profesji. Działająca zgodnie z kodeksem złodziejskim, który nieustannie przywołuje i wciela w życie. Na szczęście dla postaci i jej atrakcyjności czytelniczej kodeks ten potrafi łamać. Zresztą przekraczanie schematów i wywoływanie zwrotów akcji, to jej kolejna znakomita cecha.
Akcja fabularna „Chciwości” to bardzo dobrze poprowadzona linia zdarzeń, która napina się nieustannie, bez niepotrzebnych zatrzymań i zawahań. Autorka nie oszczędza na emocjach i zwrotach o niespodziewanym przebiegu. Nawet w momentach, które czytelnik potrafi przewidzieć, zawsze pojawia się choćby odrobina zaskoczenia i nieoczywistości. Motywy działania nie tylko głównej bohaterki, ale i innych zaangażowanych w sprawę postaci, może i chwilami ocierają się o znane z literatury sensacyjnej klisze. Robione jest to na tyle delikatnie i z wyczuciem, że uznajemy to za celowe zabiegi i bardzo trafione, z lekkim chyba przymrużeniem oka do czytelnika.
Niebanalna jest też intryga kryminalna. Chciwość, ale i miłość do złota, skarbów archeologicznych, prowadzi archeolog Brenner do realizacji zaskakującego i jedynego w swoim rodzaju zadania złodziejskiego. Ma ona odnaleźć i skraść legendarny złoty diadem Heleny Trojańskiej, odkopany na początku XX wieku przez znakomitego archeologa Heinricha Schliemanna. Jej plan kradzieży musi być doskonały, wszystko jednak komplikuje sprawa porwania byłego kochanka, stylizującego się na Indiana Jonesa, Ivana. To też moment, w którym fabuła nabiera tempa, a intryga emocji i krwawej barwy. Dzieje się tak z przesłaniem głównej bohaterce odciętego palca Ivana, jako znaku, że zdarzenie nie jest formą zabawy, lecz prawdziwej rozgrywki. Potem będzie już tylko szybciej, mocniej i goręcej. I tak jest do samego końca. I trzeba pochwalić Martę Guzowską, że potrafiła, jak rzadko kto inny, utrzymać tempo i napięcie opowieści do samego końca. I jeszcze raz czytelnika porządnie zaskoczyć. Dzięki temu wiemy, że chciwość jest rzeczą wstrętną i grzeszną, ale bywa też jakże atrakcyjną i emocjonującą.
