Recenzja: Jacek Skowroński „Zabić, zniknąć, zapomnieć

Autor: Jacek Skowroński
Tytuł: Zabić, zniknąć, zapomnieć
Wydawca:  Pruszyński Media
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7839-443-3
Liczba stron: 440

Z powieścią „Zabić, zniknąć, zapomnieć” Jacka Skowrońskiego mam duży problem z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy związany jest z poprzednim czytanym przez ze mnie tytułem tegoż autora, „Mucha”, o którym może kiedyś napiszę, a dziś przyznam się, że był źródłem dużej dawki śmiechu i uznania dla umiejętności pisarskich Skowrońskiego. Drugi powód ściślej jest związany z aktualnie omawianym tytułem „Zabić, zniknąć, zapomnieć” i dotyczy w głównej mierze zamysłu fabularnego i jego realizacji pisarskiej.

Zacznę może od tej drugiej kwestii. Mam na myśli wcale niecodzienny pomysł przedstawienia historia człowieka uprawiającego nie zwykły (celowo oddzielam partykułę od przymiotnika, tak by nie sugerować wyjątkowości określenia) zawód płatnego mordercy. Najbardziej interesujący aspekt takiego zamysłu ukrywa się we współzależności pomiędzy uprawianym zawodem zabójcy a wpływem tej profesji na jego los i egzystencję. Większość z nas, co oczywiste bez odpowiednio analogicznego doświadczenia życiowego, zakłada, że wykonywanie wyroków na zamówienie musi mieć wpływ na osobistą stronę życia płatnego mordercy. I nie inaczej myśli Skowroński, ale w tym przypadku zaproponował wyraźnie ciekawszą wizję głównego bohatera, począwszy od jego wyjątkowej rekrutacji na zabójcę, poprzez wykonywanie wyroków, aż po moment krytyczny, sprawdzający na ile cała ta sytuacja wyłączyła w nim emocje i uczucia. Centralna postać literacka, jaką stworzył autor „Zabić, zniknąć, zapomnieć”, jest bardzo interesująca i niepowtarzalna we współczesnej polskiej literaturze kryminalnej. Oto bohater w dzieciństwie niepożądany przez rodziców i opuszczony, ląduje w domu dziecka. Miejsce to w sposób dobitnie odczuwalny jest zaprzeczeniem spokoju i ciepła rodzinnego gniazda. Zamiast ścieżki dobrego wychowania i przygotowania do dorosłego życia, wyłącznie jest siedliskiem dramatycznych scen i doświadczeń oraz źródłem traumatycznych doznań, a później wspomnień, naznaczających piętnem psychikę wychowanków już na całe życie. Podobne znamię nosi w sobie Rafał, główny bohater Skowrońskiego. Na tyle ukrywa ono w sobie ból i nieustanne wewnętrzne cierpienie, że staje się przyczyną podjęcia ważkiej i dramatycznej decyzji – rozprawienia się z byłym wychowawcą i samodzielnego wymierzenia sprawiedliwości oraz zapłaty za przeszłość. O ile do tego momentu snutej opowieści wszystko wydaje się wiarygodne i jak najbardziej możliwe, to od momentu popełnienia tej zamierzonej zbrodni diametralnie zmienia się i sytuacja życiowa bohatera, i realność opowiadanej historii. Oto bowiem Rafał na swojej drodze spotyka nieznajomego, który zacierając wszelkie możliwe ślady popełnionego zabójstwa, tak naprawdę umieszcza go w samym środku swoistego szantażu – oferty zastania płatnym mordercą. Chłopak tak naprawdę nie ma żadnego wyboru, a jednocześnie wyraziście jego opiekun i zleceniodawca w jednej osobie od samego początku podkreśla, że to w pełni świadomy wybór. Nie ma bardziej idealnego kandydata na płatnego mordercę – przeszłość kształtująca charakter i psychologiczny korpus, bezpośrednie doświadczenie zła i chęć zemsty oraz odarcie wewnętrznej struktury z emocji i uczuć, to wszystkie przymioty zdecydowały o tym. I ten zawodowy – metaforycznie nazwę – ryt płatnego zabójcy jest udziałem przez następne lata głównego bohatera.  Aż do pewnej chwili, momentu – głębszej refleksji i odczucia dotąd niespotykanych emocji. W tym momencie rozpoczynają się najciekawsze fragmenty fabularnej układanki zaproponowanej przez Jacka Skowrońskiego. Z oczywistych względów więcej zdradzić nie mogę, ale ten aspekt literackiej propozycji wydaje się być najbardziej wciągający czytelniczo. 
 
Podobnie wysoko należy ocenić pomysł prowadzenia narracyjnej opowieści z perspektywy właśnie głównego bohatera, bezapelacyjnie negatywnego z uwagi na uprawiane rzemiosło oraz – przynajmniej w części swojej historii – odartego z pozytywnych odruchów i zachowań. Jednak sam bohater, jak i tło opowieści, zmienia się wraz z jego wewnętrzną przemianą, choć chyba właściwej trzeba by powiedzieć – chęcią przemiany. To interesujący koncept w dużej części omawianej powieści realizowany płynnie, lecz niestety w wielu miejscach przechodzący w passusy albo zbyt przerysowane językowo ciemną stroną ludzkiej psychiki, albo nazbyt „szkolne” warsztatowo i naiwne swoją wymową. W tym drugim przypadku chodzi o te miejsca komentarza narracyjnego, które w sposób trochę wręcz – rzekłbym – dziecinny tłumaczą sposoby i metody działania płatnego mordercy czy grup mafijnych. W tym pierwszym zaś przypadku mam na myśli zaburzenia narracyjne, przeładowania sferą opisową i pewnym rozedrganiem składniowym. Na tą właściwość wielu fragmentów książki nakłada się jeszcze ponadto inny świadomy wybór Skowrońskiego – dwutorowość akcji. Rzecz nie nowa, stosowana dość często w literaturze, ale w przypadku autora „Był sobie złodziej” jej funkcjonalność i przede wszystkim przejrzystość jest mocno zaburzona. Nie pomaga to w lekturze. Sam doświadczałem wielokrotnie zagubienia w snutej opowieści, wymagającego nawrotów, a jeszcze częściej zbyt długiego, z niekorzyścią dla innych aspektów lektury, orientowania się, gdzie teraz, z kim i w jakim zakresie dzieje się akcja. 
 
O ile brak lekkości narracyjnego toku, tak świetnie poprowadzonego w tytule „Mucha”, w omawianej powieści można próbować tłumaczyć jej treścią i celowym budowaniem świata przedstawionego także na poziomie językowym, to wyraźny kłopot z konstrukcją intrygi kryminalnej nie znajduje u mnie usprawiedliwienia. Jacek Skowroński z pewnością świadomie narzucił taką kompozycję fabularną, silniej podkreślającą perspektywę głównego bohatera i jego losów oraz dokonywanych wyborów. Gdzieś jednak zagubił te elementy zagadki o charakterze kryminalnym, nie tylko egzystencjalnym, które mocniej wciągałyby czytelnika w lekturę książki i wyraźniej wzbudzałyby zainteresowanie. Wątki sensacyjne i same momenty zwrotne przeprowadził przez powieść – mam wrażenie – zbyt szybko i zbyt pobieżnie. Nie zlepił ich jakby z tym, co najważniejsze, samym bohaterem i jego historią. A to, co w moim odczuciu najciekawsze, najbardziej intrygujące, pojawia się w końcowych partiach powieści i niestety wywołuje niedosyt, zarówno ten w zakresie zamknięcia fabuły, jak i pewnej wymowy związanej z doświadczeniami będącymi udziałem głównego bohatera. 
 
„Zabić, zniknąć, zapomnieć” Jacka Skowrońskiego jest dla mnie książką ciekawą, lecz przede wszystkim w zakresie pomysłu literackiego i projektu o wymiarze psychologiczno-egzystencjalnym. Wyjątkowe ujęcie z perspektywy płatnego zabójcy jest warte uwagi i wyjątkowe w wydawnictwach ostatnich lat. Gdyby jeszcze realizacja powieściowa była w całości na tym samym równym poziomie językowym i fabularnym, uznałbym omawiany tytuł za lekturę obowiązkową dla miłośników polskiej twórczości kryminalnej.

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB oraz książka czytana w ramach Kryminalnego Wyzwania