Eugen O. Chirovici i jego „Księga luster”: zbrodnia w odbiciach

 

Księga luster

Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że w literaturze wszystko już było. Tym bardziej nie inaczej ma się z powieścią kryminalną. I w gruncie rzeczy nie jest to wada tego rodzaju sztuki, lecz w odpowiednich warunkach zaleta. Krócej w analogicznych przypadkach można by powiedzieć: to samo, ale inaczej, lepiej.

Tak właśnie jest z powieścią Eugena O. Chirovici. „Księga luster” rumuńskiego pisarza i ekonomisty zdaje się być czymś znanym i „przerabianym” w dziejach literatury. To klasyczny przykład powieści szkatułkowej, której artystyczne źródła kompozycyjne należy wywodzić z epoki renesansu czy baroku. Nie będę jednak opowiadał o zaszłościach sztuki pisarskiej. Zastosowany w „Księdze luster” model opowieści znakomicie przystaje do kryminalnej historii. Jakże typowej, bo sprawę morderstwa łączącej z miłością, zazdrością i tajemnicą ludzkich myśli, za którymi idą czyny. Wyjściowo więc fabuła recenzowanej książki nie wyróżnia się niczym szczególnym ani wyjątkowym. Pozornie moglibyśmy oczekiwać opowieści powtarzalnej, przewidywalnej, a może nawet nudnej.

Nic bardziej mylnego. Cała sztuka przyjemności czytania leży bowiem w zastosowanym zabiegu szkatułkowej fabuły, gdzie bieg zdarzeń zamyka się w trzech odrębnych narracjach, realizowanych z perspektywy trzech różnych osób, a obejmujących swoim zakresem tą samą całościową historię. Rzecz w tym, że nie dotyczy to wyłącznie trzech różnych punktów widzenia uczestników tych samych zdarzeń. Ważnym elementem jest obecność swoistego katalizatora, jakimi jawią się osoby pośredniczące w tej opowieści. Są one oddalone i emocjonalnie, i czasowo od właściwego nurtu opowiadanej historii i de facto obce jej bohaterom.

W pierwszej części książki rumuński autor udanie oddaje głos innemu… pisarzowi. Pierwszym narratorem jest agent literacki, do którego trafia dość tajemniczy fragment powieści autorstwa Richarda Flynna. Jak przystaje na zawodowego poszukiwacza wydawniczych hitów, Peter Katz siada do lektury, a razem z nim – chcąc nie chcąc – także my czytelnicy. Niezła to pułapka. Nawet nie wiemy kiedy zostaje wciągnięci w opowieść o charakterze obyczajowym, w dobrym tego słowa znaczeniu, gdzieś z ciągłym echem, że na końcu tej historii musi pojawić się zbrodnia. Snuta narracja jest niezwykle przekonująca. Składa się na to oczywiście klasyczna pierwszoosobowa forma, choć ważniejsze jednak są emocje, które wydzierają z każdej karty wraz z rodzącymi się pozytywnymi uczuciami miłości, niecodziennymi stanami fascynacji czy wreszcie silnymi stanami zazdrości. Napięcie budowane jest stopniowo i konsekwentnie. Od pewnego momentu wiemy, że zbrodnia jest nieunikniona. Motyw ma każdy, co wraz z brakiem przeświadczenia o sprawcy zabójstwa profesora Wiedera, może wyjątkowo frustrować czytelnika. Opowieść przedstawiana ustami Richarda Flynna urywa się typowo dla fragmentu książki, która ma przekonać do druku agenta literackiego. W momencie jeśli nie najważniejszym, to z pewnością najmocniejszym z punktu widzenia emocji i temperatury zawartej w niej intrygi.

A skoro to powieść szkatułkowa, na scenę wkracza kolejny autor opowieści, John Keller. Nie spodziewajcie się kogoś wyjątkowego w tej postaci, wykreowanej przez Chirovici. Keller, jak przystało na szkatułkową układankę dziejącą się w świecie pisarskich zawodów, to nikt inny jak – znów użyję tego wyrazu – typowy przedstawiciel amerykańskiego świata kultury. Absolwent kursu kreatywnego pisania, jeszcze nie pisarz, już nie dziennikarz. Wiedziony ciekawością i zawodową potrzebą kontynuuje opowieść o historii Richarda Flynna, Laury Baines i profesora Josepha Wiedera. Dalej jest więc o miłości, fascynacji i zazdrości, emocjach zamkniętych zbrodnią i tajemnicą przeszłości, która była przyszłością tych trojga (albo conajmniej dwojga). Rzecz w tym, że opowiadający John Keller jest tylko lustrem odbijającym fragmenty rzeczywistości, a ta przecież jest niczym innym jak odbiciem obrazów zamkniętych w światłach oczu Richarda Flynna, Laury Baines i profesora Josepha Wiedera. Skomplikowane? Bynajmniej. Każdy z nas jest lustrem odbijającym rzeczywistość. Jeśli dodatkowo wprowadzimy pośredników, tak jak to zrobił rumuński autor, łączących przeszłość z teraźniejszością, to odbicia jednych luster lśnią w świetle odbić luster kolejnych.

Co jest prawdą, a co kłamstwem? Kto kogo kochał, kto kogo nienawidził? Kto kim manipulował, a kto manipulacjom nie uległ? I wreszcie pytanie kto zabił i dlaczego? Kryminalnym tropem idzie najbardziej w recenzowanej książce ostatni z trzech narratorów stworzonych przez Chiroviciego, detektyw Ro y Freeman. To on stara się być tym, który z lustrzanych odbić, buduje obraz rzeczywistości. Wbrew oczekiwaniom otwierane po kolei szkatułki z kolejnymi opowieściami wcale nie docierają do samego dna wydarzeń, mających miejsce w Princeton roku 1987. Czy jest to w ogóle możliwe?

„Księga luster” mieni się odbiciami fragmentów rzeczywistości, w której kryminalna intryga jest tak samo ciekawa i złożona jak skomplikowane jest życie ludzkie. Cały wachlarz emocji rozpiętych pomiędzy rokiem 1987 (czasem zdarzeń) i rokiem 2015 (czasem budowania opowieści) powoduje rozbicie tytułowych luster, co komplikuje historię fabularną. Czytelnicze zadanie układania z tych fragmentów całości powoduje wielką przyjemność lektury i jest ekscytującą przygodą intelektualną.

Przeczytane dzięki Wydawnictwu Znak