„Grobla” nie oddaje tajemnic za darmo – recenzja powieści Pawła Jaszczuka
Zaginięcie ulicznego muzyka trafia do Edwarda Mozy tak, jak trafia tam większość zleceń, zapłaciła za nie zrozpaczona matka. Z pozoru to zwyczajna, błaha sprawa jego biura detektywistycznego, zaginął grajek spod galerii handlowej. Szybko jednak okazuje się, że to nie żaden przypadkowy ulicznik, lecz wirtuoz po przejściach życiowych, zapowiadany kiedyś talent, który po wypadku zamienił estrady na składany stołeczek przy wejściu do galerii handlowej, a relacja łącząca go z matką budzi niepokój od pierwszej rozmowy.
Śmierć dwóch młodych dziewczyn przy grobli to zupełnie inna historia, oficjalnie należy do prokuratury i policji, Moza nie ma w niej żadnej formalnej roli. A mimo to nie daje mu ona spokoju, bo zanim założył własne biuro, sam był policjantem, i tego rodzaju sprawy zostają w człowieku na dłużej niż etat.
Intryga biegnie od początku dwutorowo, jak zapowiada otwarcie. Obie sprawy zaczynają się osobno i przez dłuższy czas nie mają ze sobą nic wspólnego, a potem Jaszczuk zaczyna je zbliżać, poprzez ślady, zdarzenia i ludzi, którzy nagle pojawiają się w obu wątkach naraz. Autor unika przy tym najczęstszej pułapki, w którą wpadają twórcy łączący dwa pozornie niezależne wątki, czyli naciąganego zbiegu okoliczności. Tutaj połączenie wynika z logiki relacji między ludźmi, nie z przypadku, więc czytelnik wierzy w nie od pierwszej chwili, zamiast podejrzewać autora o ułatwienie sobie zadania. To najmocniejsza strona powieści. Nie napiszę więcej, bo przyjemność odkrywania tego mechanizmu należy się czytelnikowi, nie recenzentowi.
Równie dobrze napisana jest sieć relacji w samym biurze detektywistycznym. To, co wyróżnia tę grupę na tle wielu literackich biur detektywistycznych, to brak podziału na postacie jednoznacznie pozytywne i takie, które są tylko dodatkiem do fabuły, każda z nich ma motywację na tyle złożoną, że w innych okolicznościach mogłaby sama stać się podejrzaną, nie tylko pomocnikiem śledztwa. Natalia, psycholożka zespołu, nie jest tu ozdobnikiem, lecz postacią, której lojalność wobec Mozy i reszty ekipy stale się waży, zwłaszcza gdy jej droga zaczyna krzyżować się ze światem prokuratury. Adam, utalentowany fotograf przyrody, dźwiga swój własny, niewypowiedziany ciężar, który z czasem zaczyna rzutować na całą agencję. Patryk, najmłodszy i najprzystojniejszy z zespołu, mimowolnie staje się punktem odniesienia dla napięć, które nie mają nic wspólnego ze śledztwem, a jednak decydują, kto komu ufa i dlaczego. Jaszczuk prowadzi te wątki z wyczuciem, nie rozstrzygając niczego na siłę, dzięki czemu każda z tych postaci ma prawo zaskoczyć czytelnika.
Osobnego zdania wymaga przestrzeń, w której to wszystko się dzieje. Olsztyn, choć jego nazwa nie pada w książce ani razu, jest tu obecny na każdej stronie, jednak nie jako miejska scenografia z ruchem ulicznym i hałasem, lecz jako miasto ścieżek, wody, parków i lasów, bliższe naturze niż wielkomiejskiemu zgiełkowi. Dla kogoś, kto od lat przyznaje nagrodę najlepszej polskiej miejskiej powieści kryminalnej, to ciekawe odwrócenie reguł gatunku, miasto jest tu bohaterem, ale innym, niż się zwykle w kryminale spodziewamy.
Jako były policjant i biegły sądowy sceny z udziałem policji i samego Mozy czytam zwykle podejrzliwie, a tutaj Jaszczuk wypada nieźle, prywatny detektyw ma dokładnie tyle możliwości, ile przysługuje mu z ustawy, ani trochę więcej. Prawdziwą słabością realizmu nie są jednak kwestie policyjne, lecz postać prokuratora. Autor prowadzi go bardzo hojnie, z osobistą władzą nad biegiem śledztwa, swobodą w angażowaniu specjalistów i nieformalnym wpływem na ruchy policji, które w realnej polskiej prokuraturze są dużo bardziej ograniczone proceduralnie i instytucjonalnie. To jedyne miejsce w książce, w którym fabularna wygoda wyraźnie bierze górę nad realiami zawodu, ale postać jest napisana na tyle charyzmatycznie, że czyta się to bez większego oporu.
Po latach spędzonych w towarzystwie Jakuba Sterna i przedwojennego Lwowa, za co Jaszczuk otrzymał między innymi Nagrodę Wielkiego Kalibru za „Forestę Umbra”, autor przenosi się do całkowicie współczesnych realiów i robi to z pełnym przekonaniem. Na rynku, na którym co miesiąc ukazują się dziesiątki nowych kryminałów, „Grobla” naprawdę się wyróżnia, to nie kolejna odsłona znanego schematu, lecz świeży pomysł na intrygę i na bohaterów, który śmiało może być odmianą dla czytelników zmęczonych powtarzalnością gatunku. „Grobla” to kryminał, który łączy sprawnie poprowadzoną, zaskakującą intrygę z portretem ludzi powiązanych ze sobą czymś więcej niż tylko miejscem pracy. Bardzo dobra, wciągająca lektura, jedna z ciekawszych tegorocznych polskich premier kryminalnych.
Książka przeczytana dzięki Wydawnictwu Szara Godzina w ramach patronatu medialnego
Metryczka
Tytuł: Grobla
Autor: Paweł Jaszczuk
Gatunek: kryminał obyczajowy
Wydawnictwo: Szara Godzina
Rok wydania: 2026
ISBN: 978-83-68674-34-7
