Zasięgi, które zabijają. „W zasięgu śmierci” Aldony Kucner

Jedni produkują posty i rolki. Liczą wyświetlenia. Drudzy szukają i zabezpieczają. Liczą ślady. Pod wrocławskim akademikiem zostaje znalezione ciało Kaszisza. To młody youtuber, idol tysięcy nastolatków. Wszystko wygląda na tragiczny wypadek albo samobójstwo. Wkrótce w sieci pojawia się nagranie, które zdaje się to potwierdzać. Sprawa mogłaby się zamknąć sama. Tak zaczyna się „W zasięgu śmierci”, pierwszy tom nowej serii kryminalnej Aldony Kucner. Powiem to od razu. To świetne otwarcie. Jest świeże i aktualne. Napisała je autorka, która wie, o czym pisze. Po tej lekturze czeka się na ciąg dalszy.

Kucner debiutuje w powieści, ale nie przychodzi do kryminału znikąd. Dwukrotnie wygrywała konkurs na opowiadanie kryminalne podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Zawodowo pracuje z nauką, biznesem i nowymi technologiami. Widać to na każdej stronie. Nie ma tu technologicznej ornamentyki ani nachalnego wołania „patrzcie, jak jestem współczesna”. Jest zrozumienie mechanizmów. Jest też Wrocław, oddany z czułością i dokładnością kogoś, kto zna te ulice nie z mapy.

Współczesna przestępczość rzadko zostawia ślad buta w błocie. Coraz częściej zostawia ślad w telefonie, w historii logowań, w nagraniu, w aktywności konta. Kucner pokazuje to bez nachalności. I co ważniejsze, pokazuje drugą stronę. Te same narzędzia, które służą sprawcom, trafiają w ręce śledczych. Policja w tej powieści nie goni świata. Uczy się go czytać. Ja pamiętam czasy, gdy dowodem był odcisk palca na szklance. Dziś bywa nim cyfrowy cień. Geolokalizacja, metadane, kopia w chmurze, której sprawca nie zdążył usunąć. Autorka dobrze rozumie tę zmianę.

Najmocniej zostaje w pamięci obraz świata młodych ludzi. To świat, w którym istnieje się przez komunikację w sieci. Liczą się kanały, zasięgi i wspólne nagrania. Nikt już nie buduje tu tylko swojego wizerunku. Buduje się markę. A za marką stoi cały przemysł. Agencje, kontrakty, menedżerowie, specjaliści od emocji odbiorców. Ludzie, którzy wiedzą, jak prowadzić tłum obserwujących. Kucner odsłania ten biznes kreowania ludzi bez moralizowania. Pokazuje światy budowane na ekranie, których wewnątrz gwiazd internetu wcale nie ma. Pokazuje samotność za uśmiechem do kamery. W sieci łatwo przestać być człowiekiem. Łatwo stać się profilem, produktem, kolejną sensacją. Najlepiej widać to na losie Kaszisza. Nawet jego śmierć ma swoją publiczność. Nagranie sugerujące samobójstwo krąży, zbiera reakcje, generuje zasięgi. Za życia był dla tysięcy kimś. Dla kilku osób był przede wszystkim źródłem dochodu. A jednak jego śmierć nie jest w tej powieści sensacją. Jest tragedią chłopaka, który za szybko wszedł w świat dorosłych. Ale Kucner nie robi z niego naiwnej ofiary. Kaszisz na początku nie znał reguł tej gry. Bawił się, nagrywał, rósł w zasięgach. Potem reguły poznał. Przekonał się, że ktoś trzyma w ręku coś, czym można go przycisnąć. Że jego sukces ma właścicieli, którzy nie zamierzają go oddać. I wtedy zrobił to, czego machina nie wybacza. Zaczął widzieć. Spróbował postawić własne warunki. A może po prostu chciał się wyrwać z okowów, które sam pomógł zakuć. To najbardziej przejmujący wątek tej powieści. Młody człowiek, który w świecie budowanym na pozorach próbuje odzyskać siebie. Powraca więc pytanie. Kto zarabia na młodym człowieku, gdy ten jest popularny? Kto traci, gdy chce odejść? I kto może zarobić, gdy go zabraknie?

Jest w tej powieści wątek, który czytałem z rosnącym niepokojem. To internetowe challenge’e. Wyzwania, które dla części młodych kończą się kalectwem albo śmiercią. Kucner nie robi z nich dekoracji. Gdzieś w tle sprawy Kaszisza toczy się osobne, wielowątkowe śledztwo. Pojawiają się w nim „spiralowcy” i „skoczki”. Nazwy brzmią jak z gry. I właśnie to jest najstraszniejsze. Dla uczestników to zabawa, rywalizacja, szansa na chwilę uwagi. Dla policji to seria tragedii bez jednego sprawcy, bez jednego miejsca zdarzenia, bez jasnego początku. Autorka nie domyka tego wątku w pierwszym tomie. Jestem pewien, że wróci w kolejnych. Razem z Izką.

Trudno czytać te strony w oderwaniu od tego, co działo się niedawno w polskich szkołach. Na początku października doszło do ataków z użyciem noża w Ostrołęce i w Leszczydole-Nowinach. W tej drugiej szkole zginęła pracownica. Szybko pojawiła się plotka o internetowym wyzwaniu i o „krwawym piątku”. Na komunikatory uczniów płynęły ostrzeżenia. Szkoły zamykały drzwi na klucz. Rodzice zostawiali dzieci w domach. Policja i specjaliści monitorujący sieć zdementowali istnienie takiego challenge’u. Ale fala strachu już szła. Pojawiali się naśladowcy, nagrania z nożem, groźby publikowane dla zasięgów. Część z tych spraw trafi do sądów rodzinnych. Ten mechanizm Kucner opisuje bardzo trafnie. Sieć nie potrzebuje prawdziwego wyzwania, żeby zrodzić prawdziwe zagrożenie. Wystarczy, że nagradza uwagą. A młody człowiek dopiero się uczy, gdzie kończy się kreowanie siebie, a zaczyna życie pod dyktando algorytmu.

Dwie największe pochwały należą się autorce za rzeczy, które obserwuję w polskim kryminale najuważniej. Pierwsza to zespół śledczych. Kucner zbudowała go starannie. Na szczycie stoi naczelnik Gniot. Pozornie niemiły, zamknięty, niedostępny. Przełożony, z którym nikt nie chce zostawać sam w gabinecie. Znam ten typ z wielu komend. I znam też to, co Kucner pokazuje później. W pewnym momencie Gniot działa jak katalizator. Jedna decyzja, jedna rozmowa, jedno działanie. I nagle służbowy kostium przestaje pasować. Spod szorstkości wychodzi człowiek, który przez lata nosił w sobie więcej, niż pokazywał. To bardzo dobrze napisany moment. I nie dotyczy tylko jego.

Ten sam ruch obejmuje Pawła i Marka. Każdy z innym temperamentem, innym sposobem pracy, innym stopniem zaangażowania. Na co dzień skryci za rutyną, żartem, procedurą. Za raportem, który trzeba oddać, i statystyką, którą trzeba poprawić. Kiedy jednak sprawa naprawdę ich dotyka, okazuje się, że nie pracują dla wskaźników. Pracują w imię czegoś, czego nie wpisuje się do sprawozdań. Poczucia, że krzywda nie może zostać bez odpowiedzi. Lojalności wobec siebie nawzajem. Emocji, które w służbie uczy się chować, ale których nie da się wyłączyć. Kucner pokazuje to bez patosu. Kilka gestów, kilka zdań, czasem jedna decyzja podjęta wbrew wygodzie. To wystarcza. Wiem z doświadczenia, że tak właśnie jest. Mundur i legitymacja zmieniają sposób mówienia, ale nie zmieniają serca. Komenda to nie tylko struktura. To wspólnota ludzi, w której prywatne życie zawsze wchodzi do pokoju odpraw.

W centrum stoi komisarz Gizela Sikora, zwana Izką. Zastępczyni naczelnika wydziału kryminalnego. To ważny szczegół, bo zastępca nosi na plecach i sprawę, i ludzi. Izka jest błyskotliwa, ma intuicję i nie boi się nieoczywistych tropów. W pracy opanowana, wręcz chłodna. A jednak to wokół niej zbiera się w wydziale ludzkie ciepło. Po godzinach jest kimś innym. Ma swoje gry. Ma swoje zabawy na pograniczu moralności i tego, co wielu nazwałoby normalnością. Robi to z wyboru i świadomie. Ta sfera wydaje się jej azylem. Ale pod nią kryje się coś starszego. Trudne dzieciństwo. Tajemnica, której nie zdradzę. Powiem tylko, że wychodzi na jaw w najgorszym możliwym momencie. W pierwszej chwili ten wątek może wydać się przesadzony. Czytelnik pomyśli, że to już za dużo. A potem przyjdzie refleksja. Świat, w którym Izka prowadzi śledztwo, zna aż za dobrze sposoby, by cudzą prywatność zamienić w broń. Technologia służy tu także do upokarzania. Rzeczywistość dawno wyprzedziła naszą wyobraźnię.

Druga pochwała dotyczy samego śledztwa. Rzadko w polskim kryminale spotykam tak realistycznie poprowadzone czynności. Sprawa rozwija się krok po kroku. Są kolejne przesłuchania i sprawdzenia. Świadkowie mówią nie tylko słowami, ale gestem i emocją. Są tropy ślepe i takie, które zbaczają z głównego toru. Część z nich niespodziewanie prowadzi do właściwych dowodów. Niektórym czytelnikom może się wydać, że śledztwo niby idzie naprzód, a stoi w miejscu. Tak właśnie wygląda prawdziwa praca. Kucner oddaje jej żmudność. Składanie puzzli, układanie relacji, porównywanie informacji. Pytanie, komu wierzyć i kto ma rację, wraca co kilka rozdziałów. To wszystko jest w tej powieści prawdziwe. A jednocześnie nie nudzi i się nie dłuży, jak bywa w prawdziwym życiu. Temat jest delikatny, więc śledczy działają z rozwagą. Autorka nie potrzebuje widowiskowych scen ani pościgów. Napięcie trzyma czym innym. Widać to nawet w zamknięciu sprawy. Rozwiązanie wyczytujemy na ostatnich kartach. Jako były policjant i czynny biegły sądowy zakładam przy tym rzecz najważniejszą. Ta wersja zdarzeń musiałaby się obronić na sali sądowej. Musiałyby ją udźwignąć dowody. I wierzę, że by się obroniła.

Nie wszystko jest tu równie mocne. Niektóre opisy są rozbudowane ponad potrzebę i potrafią zwolnić rytm. Przy czterystu kilkudziesięciu stronach redakcyjne skróty wyszłyby tej historii na dobre. Część prywatnych wątków zostaje otwarta. Nie traktuję tego jednak jako wady. To raczej przemyślane otwarcie na kolejne tomy. Losy Izki, Pawła, Marka i samego Gniota dopiero się zaczynają. Wydział kryminalny ma jeszcze wiele do opowiedzenia.

Dla wielu czytelników zaskoczeniem będzie motywacja sprawcy lub sprawców. Może wydać się zaskakująca. Może nawet zbyt wydumana. Ale przecież jest prawdziwa. Tak prawdziwa, jak prawdziwi bywają ludzie w swoich wyborach. Również w tych, które pchają ich do zbrodni. Jednych zakończenie wprawi w osłupienie. Inni wzruszą ramionami i uznają, że w tym biznesie można w to uwierzyć. Ja, były funkcjonariusz, który wiele widział i wiele słyszał, nie mogę się takim motywom dziwić. Zbrodnia rzadko rodzi się z wielkich demonów. Częściej z małych pragnień, które ktoś przestał trzymać na smyczy. Może to właśnie jest największa siła tej opowieści.

Liczniki wyświetleń kiedyś się zatrzymują. Wtedy zostaje już tylko człowiek. I ktoś, kto upomni się o prawdę o nim. „W zasięgu śmierci” to kryminał o tej różnicy. Polecam go czytelnikom, którzy cenią w policyjnej prozie prawdę bardziej niż efekt.

Książka przeczytana dzięki Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

Metryczka

Tytuł: W zasięgu śmierci. Gizela Sikora. Tom 1
Autor: Aldona Kucner
Gatunek: kryminał policyjny
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-271-7148-1

Nasza ocena