Recenzja: Tomasz Białkowski „Król Tyru”

Autor: Tomasz Białkowski
Tytuł: Król Tyru 
Wydawca:  Szara Godzina
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-935772-8-6
Liczba stron: 239


„Król Tyru”, ostatnia powieść trzyczęściowego cyklu kryminalnego autorstwa Tomasza Białkowskiego, po raz kolejny kryje w sobie zgrabnie skonstruowaną intrygę w atmosferze tajemnicy i czyhającego wokół Zła. I po raz wtóry autor udowadnia, że dysponuje dużą wrażliwością i warsztatem pisarskim, ale jednocześnie nie osiąga wyżyn tego, co rzeczywiście mógłby zaproponować swoim czytelnikom.
 
Najciekawszą stroną ostatniej książki trylogii kainickiej, zauważalną zwłaszcza dla tych, którzy znają dwa wcześniejsze tytuły, jest dość znaczna zmiana charakterologiczno-sytuacyjna głównych postaci literackich. W pierwszej kolejności największą przemianę przechodzi główny bohater, Paweł Werens. Bezpośrednia obecność zła i odczuwanie bólu śmierci oraz lęku o zdrowie i życie bliskich, co działo się na naszych oczach zwłaszcza w „Kłamcy”, to bardzo realne przyczyny transpozycji tej postaci. Główny bohater, po rezygnacji z pracy w gazecie, wraca do rodzinnego Olsztyna, by zająć się chorym ojcem. Jego spojrzenie na świat ulega dość silnej zmianie, w której tradycyjne wartości i prawdziwie czyste emocje wysuwają się na plan pierwszy. Ale zgodnie z wizją Białkowskiego, nie da się uciec od przeszłości i nie da się zejść ze sceny, w której role narzuca Zło i pewien rodzaj przeznaczenia. Ich symbolem jest Montalto – generał Szubert. Tym razem Paweł Werens, wiedziony swoistą powinnością dziennikarza kryminalnego (jak się okazuje jest nim z krwi i kości, dlatego nie umie odmówić), na prośbę córki Montalto, będzie szukał zaginionej wnuczki generała, Klaudii. I znów niewidzialne więzy w cała tą historię wplatają piękną Leną Lipską oraz policjanta Adama Derą. Dodatkowo zaś cała trójka najważniejszych postaci cyklu znajduje się w najmniej dogodnym punkcie własnych losów. Choroba ojca, w przypadku Werensa, pojawienie się brutalnego byłego męża wraz z córką, w przypadku Lipskiej i wreszcie przymusowa rozłąka z rodziną, w przypadku Dery, to silne katalizatory postępowania głównych bohaterów. I znów mam wrażenie, że autor „Drzewa morwowego” zaprzepaścił wielką szansę na doskonalsze pod względem psychologicznym poprowadzenie swojej fabuły. O ile bowiem, całościowo najlepiej z cyklu oceniam „Kłamcę”, to jednak „Król Tyru” wydaje mi się w zakresie materiału wyjściowego do powieści o charakterze kryminalnym i obyczajowo-psychologicznym tytułem najbardziej obiecującym. 
 
Mam na myśli z jednej strony cały tytułowy wątek, bez zdradzania szczegółów powieściowych, dotyczący przywołania mitycznej historii króla Tyru i jego bezecnego zachowania. W tej historii, tutaj dziejącej się współcześnie, i przyczernionej dramatem rodzinnym, a nawet śmiercią jednej z postaci, młodego lekarza szpitala psychiatrycznego kryje się de facto podłoże całej intrygi kryminalnej. Z drugiej strony emocjonalne napięcia zachodzące pomiędzy wspomnianymi już głównymi bohaterami Werensem, Lipską i Derą, oraz ich fatalne uwikłanie życiowe, tchnie dużą dawką świeżości w świecie przedstawionym całego cyklu. „Król Tyru” pod tym względem rysuje się najbogaciej, lecz stanowczo niewystarczająco. O ile bowiem cały nurt obyczajowy pisarz realizuje na poziomie, powiedzmy, wystarczającym, to gdzieś ucieka mu głębia psychologiczno-emocjonalna. A przecież to ważne kwestie, zwłaszcza, że sam tym razem najmocniej uwikłał swoich bohaterów w dramat egzystencjalny. I dlatego mam wrażenie, że Tomasz Białkowski, świadomy tego, iż żegna się ze swoim cyklem kainickim, zbyt szybko „przebiegł” podczas tworzenia fabuły po tej warstwie powieściowej, która odpowiedzialna jest za świat postaci literackich. Najmocniej widać to w wątku z byłym mężem Leny Lipskiej, a zwłaszcza w scenie – chyba trzeba tak powiedzieć – próba zabójstwa. Jakoś to opisał pisarz nieprzekonująco, płasko i bez większego zaangażowania w emocje osób i napięcie samego zdarzenia. 
 
Lepiej jest z intrygą kryminalną i element zagadki stojącej przed czytelnikiem. Choć uważny odbiorca, wsparty kontekstem kulturowym, nie zapominający o tytule książki, już w połowie jej lektury może znać odpowiedzi na wszystkie lub prawie wszystkie pytania, spod znaku siedmiu „złotych” pytań kryminalistyki: co? gdzie? kiedy? jak? czym? dlaczego? kto? Niezależnie jednak od tego, nie powoduje to odruchu przerwania lektury, a raczej lekkość opowiadania historii i zbudowanie dość udanej atmosfery napięcia cały czas angażuje nas czytelniczo. Autor „Króla Tyru” nie zapomina o swoich rodzinnych stronach. W dużej mierze udany klimat powieściowy tworzony jest dzięki umiejscowieniu ważnych scen akcji w dość nastrojowych miejscach, które w fikcyjny sposób autor łączy potrzebą fabularną. Mam oczywiście na myśli piramidę Fahrenheitów w Rapie połączoną podziemnym korytarzem z kwaterą Hitlera w Wilczym Szańcu. Mam nieodparte wrażenie, że niezależnie od tego czy czytelnik był w tych miejscach i je zwiedzał, czy też nie, poczuje taki powiew i przeszłości, i tajemniczości. Ja, znając te miejsca, wyczuwałem pewną zagadkowość i intrygujące niedopowiedzenie. Z wszystkich trzech tytułów cyklu ten motyw topograficzny udał się Tomaszowi Białkowskiemu z pewnością najbardziej, choć równocześnie piramida w Rapie chyba troszeczkę niepotrzebnie wrzucona została w „sos Daenikenowski”. Niezależnie od tego, całość tła geograficzno-przestrzennego jest w tej powieści dopracowana, w czym pomaga i pora roku, i czas świąt, i sama natura. 
 
Miłośnicy pisarstwa Tomasza Białkowskiego, którzy poszczególne tytuły cyklu kainickiego poznawali w kolejności publikowania, dostrzegą w ostatniej książce zamknięcie pewnego układu tematyczno-symbolicznego. Wskazuje to na wnikliwie przemyślaną wizję literacką, w której wiodącą i stymulującą rolę wiedzie pojęcie Zła. Jego uosobieniem jest Montalto, który w ramach idei religijnych i ideologicznych zło to wciela w krwawych czynach zbrodniczych. Nie oszczędza nikogo, ani swojej rodziny, ani tych bezbronnych (dzieci), ani tym bardziej wszystkich, którzy jawią się jako myślący przeciwnicy. Pozwala to lekturę wszystkich trzech tytułów „Drzewo morwowe”, „Kłamca” i „Król Tyru” uznać za ciekawą przygodę intelektualną oraz udaną podróż w krainę literackiej wyobraźni.

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB oraz książka czytana w ramach Kryminalnego Wyzwania