„Królowa mafii”: kiedy kobieta staje się sercem przestępczego imperium

krolowa_mafiiPiotr Pytlakowski, znakomity dziennikarz śledczy i publicysta, autor przede wszystkim podwójnego obrazu polskiej mafii: „Alfabetu mafii” i „Nowego alfabetu mafii”, wydał tym razem dość zaskakującą książkę. Jej bohaterką i współautorką jest kobieta mafii – żona Słowika, nazwana kiedyś Słowikową, czyli Monika Banasiak, z domu Zielińska. Przekornie, jak w tytule recenzowanego wydawnictwa, nazywana „Królową mafii”. Czy nią faktycznie była, warto zajrzeć na karty książki, bo z tym sformułowaniem bohaterka mierzy się przez prawie wszystkie karty opowieści.

„Królowa mafii” posiada bardzo klasyczną budową, której temporalnym układem jest biograficzny porządek losów Moniki Banasiak. Młodej, pięknej i atrakcyjnej dziewczyny, w latach 90-tych przypadkowo trafiającej na mężczyznę, dżentelmena, zaskakująco skutecznie odzyskującego dla niej zaległe pobory z jakże spokojnej, wręcz nudnej pracy w biurze turystycznym. Przystojny, szarmancki właściciel firmy developerskiej proponuje z miejsca pracę młodej i interesującej dziewczynie, która korzysta z wyjątkowej szansy, żądna zmian we własnym życiu. Tam też spotyka Słowika, wówczas jeszcze drobnego złodzieja, który zresztą szybko piąć będzie się po drabinie awansu gangsterskiego. I w tym właśnie miejscu zaczyna się właściwa opowieść o miłości, która miała być aż po grób. Tak, miłość to główna siła napędowa związku tych dwóch, jak się okazuje, ciężkich charakterów. Słowik we wspomnieniach Moniki Banasiak to gangster, nie ulega wątpliwości, ale częściej rysuje ona przed czytelnikami obraz czułego, wrażliwego bandyty, który nie samą gangsterką żył. Zresztą jego zdolności i umiejętności biznesowe nie raz zostają przywołane w książce. Sam nie wiem czy częściej z przymrużeniem oka (jak w części opowiadającej o wizycie w Ameryce Południowej w ramach testowania i kupowania…bananów), czy częściej na serio, z nieograniczoną wiarą ówczesnej żony w swojego wyjątkowego… męża.

Na szczęście to nie jest historia Słowika, lecz właśnie Słowikowej. W wielkiej rodzinie gangsterskiej była wyjątkiem od samego początku tej trudnej przygody życiowej. Piękna, młoda i długonoga dziewczyna z dobrego domu, studentka medycyny, wkroczyła do nieznanego jej świata tylko początkowo nieświadoma i pełna lęków. Pomimo nieufności i zazdrości innych kobiet, szybko uzyskuje podziw i szacunek zwłaszcza mężczyzn. Z czasem odnajdzie swoje miejsce w damskiej i męskiej części mafijnej rodziny. Razem z nią otrzemy się o śmierć, którą miał przynieść ładunek wybuchowy wycelowany w nią i Słowika. Poczujemy jak zbrodnia stała się wręcz chlebem powszednim gangów. I choć wokół zbrodni i śmierci obracają się losy członków grup przestępczych, to dla Moniki Banasiak silniejszym i ważniejszym leitmotivem tamtych lat jest miłość. Wielka, gorąca, szczera, z czasem zagubiona, stracona i przegrana. Mam wrażenie, że bohaterka książki w swojej opowieści prawdziwa jest tylko podczas zwierzeń o miłościach swojego życia i … trudach pobytu w areszcie śledczym. Pośród bowiem wszystkich tematów, sztuczności i wybiórczości wymykają się jedynie właśnie historie miłosne ze Słowikiem i Wadimem, a także ciężkie chwile odosobnienia. W takich momentach książki to najszczersza relacja kobiety gangu pruszkowskiego. Podczas lektury innych fragmentów byłem jednak zawiedziony i trochę zły na współautora, Piotra Pytlakowskiego, który – moim zdaniem – zbyt mało otworzył „Królową Mafii” na opowieść o przestępczości tamtych czasów. To oczywiście świadomy wybór Słowikowej i pewien układ pomiędzy interlokutorami.

Recenzowana książka jest niewątpliwie rozmyślnym zabiegiem zmiany wizerunku i chyba też własnego życia Moniki Banasiuk. To barwna i ciekawa opowieść, chwilami dramatycznie smutna i autentyczna, miejscami zawoalowana i przemilczająca fakty. Prezentuje inne barwy mafijnej historii Polski, kobiece, choć niekoniecznie sielskie, ale na pewno ciekawe i autentycznie przeżyte przez bohaterkę.