Mój kryminalno-literacki rok 2015!
Poniższe kilkanaście słów nie rości sobie w żaden sposób praw do bycia jakimkolwiek pełnym i bezdyskusyjnym podsumowaniem literackiego roku 2015 w dziedzinie szeroko pojętego kryminału. Są to wyłącznie spostrzeżenia czytelnika, który ma swoje gusta literackie i zapatrywania artystyczne, jak zresztą każdy z nas sięgający po literaturę piękną. To mój kryminalno-literacki rok 2015. Tych kilka akapitów, podobnie jak w zeszłych latach 2013 i 2014, kreślę również z prozaicznego powodu. Nie zawsze mam bowiem czas i możliwości podzielenia się na swoim blogu opiniami o wszystkich przeczytanych przeze mnie książkach. W wielu przypadkach to dobra wiadomość dla samych autorów, nie natrafią bowiem w sieci na kolejną krytyczną uwagę o swojej książce. Niemało jest jednak takich przypadków, w których poczuwam się do winy przemilczenia, gdy książka jest właśnie warta recenzji i polecenia innym, a zwłaszcza tym zaglądającym na mój blog systematycznie.
Zacznę więc od największych pochwał i uznań, których nie uczyniłem w biegu odchodzącego roku. Najmilszym zaskoczeniem debiutanckim był dla mnie „Notebook” Tomasza Lipko. To rasowy, bardzo dobrze poprowadzony thriller, który wciąga czytelnika w lekturą wyjątkowo mocno. Nie jest to powieść idealna, zwłaszcza w zakresie fabularnej układanki, która w samym zakończeniu wydaje się być dość przewidywalna, bo opiera się na kliszach i znanych rozwiązaniach. Fabuła jednak zostaje przeprowadzona przez całość książki na tyle zgrabnie i atrakcyjnie, że finalne mało zaskakujące rozwiązania – korzystające z najlepszych osiągnięć thrillera jako gatunku – są do wybaczenia. „Notebook” to książka nowoczesna i aktualna dzięki swojej wiodącej tematyce. Dotyka wielu zagadnień, ale do najważniejszych zaliczyłbym kwestie dotyczące granic wolności pojedynczego człowieka oraz całych społeczności. Lipko wykorzystał udanie problematyczną wartość nowoczesnych technologii informatycznych, które wspierać mogą systemy i układy polityczne niekoniecznie liczące się z prawem jednostki, jego intymnością i autonomią. Wizja, którą przedstawił swoim czytelnikom, jest jak najbardziej realna i przekonuje swoimi zagrożeniami. Doceniam także stworzone w „Notebooku” sylwetki bohaterów. Trójka przyjaciół, aktywnie włączonych w śledztwo i dramatyczne wydarzenia, narysowana została ciekawie, tworząc niezwykle udany zespół. Na pochwałę zasługuje zwłaszcza postać prokuratora Radosława Bolesty, z którego zresztą narracyjnej perspektywy prowadzona jest opowieść. Lipko nie bał się, pomimo oczarowania polskich czytelników osobą Szackiego, stworzonego przez Zygmunta Miłoszewskiego, wybrać taki zawodowy anturaż. Poprowadził tę postać interesująco i rzetelnie, przez co wydaje się być ona bardzo autentyczna i barwna. A skoro to thriller, znajdziemy w nim także służby specjalne, politykę, szybką akcję i wysoko utrzymane napięcie fabularne. Rzekłbym obowiązkowa rzecz z roku 2015.
Kolejną powieścią, którą cenię za literackie wykonanie i równocześnie za potencjał tematyczny, to „Sędzia” Mariusza Zielke. Z samym autorem mam problem, bo to nierówny pisarz, któremu zdarzają się naprawdę świetne rzeczy (np. „Formacja trójkąta”), jak i niedopracowane potknięcia (np. „Twardzielka”). Cykl z Jakubem Zimnym wydawany przez Czarną Owcę jest najrówniejszy i najlepszy zarazem, co po raz kolejny udowodnił „Sędzia”. Na pierwszy plan wysuwa się ciągle występująca aktualność tematyki oraz niezwykła wrażliwość i przenikliwość pióra pisarskiego. Zielke, czego nie ukrywa jako autor, ma za sobą doświadczenia dziennikarskie i to wyjątkowo emocjonujące dla niego samego. Choć każdy kto przyjrzy się jego historii z pewnością nie zostanie wobec niej obojętny. To, co przeżyte osobiście, powoduje, że stworzony przez niego bohater jest jednym z najlepszych literackich bohaterów spod znaku polskiego thrillera i kryminału. Autentyzm tej postaci, zresztą wspomaganej innymi, w tym przypadku dziennikarką, ukrywa się tak w zawodowych przymiotach, jak i psychologiczno-emocjonalnych. Nie gorzej kreuje bohaterów sceny prawniczo-biznesowej, na której rozgrywa się fabularna historia. „Sędzia” to thriller prawniczy, jak głosi zapowiedz wydawcy, ale przez olbrzymią część powieści nie odniesiemy wcale takiego wrażenia. Ten przymiotnik nie ma większego znaczenia. System prawny jest oczywiście ważnym elementem zawiązywanej na naszych oczach sytuacji fabularnej, ale dominują nad całością. Tym samym książka staje się opowieścią o współczesnej Polsce i to niekoniecznie tej sprzed kilku lat. Opiera się na znanych skądinąd faktach obejmujących historię firmy leasingowej i banku, lecz została tak namalowana uniwersalnie, że przekracza granice czasu i miejsca. Niesamowite jest to, że choć skupia się na realnych aspektach naginania prawa upadłościowego, swoją wymową wykracza poza tak wąską tematykę. Dlatego też najczęściej cytowane z „Sędziego” zdania: prawo jest jak ogrodzenie – gad zawsze się prześlizgnie, lew przeskoczy, a bydło pozostanie tam, gdzie jego miejsce oraz Polska to dziwny kraj- „…W Polsce władza jest dla władzy, szpitale dla lekarzy, szkoły dla nauczycieli, policja dla policjantów. Dla obywateli są tylko podatki, ciągle są aktualne w swojej wymowie. Gdyby jeszcze Zielke bardziej fabularnie, a mniej wyłącznie narracyjnie, zamknął całą historię, byłaby to powieść więcej niż znakomita.
Jakichkolwiek problemów z kompletnością swojego kolejnego dzieła literackiego nie miał w mijającym roku Marek Krajewski. Po poprzedniej książce „Władca liczb” bałem się o dalszą drogę twórczą wrocławskiego autora. Jednakże Krajewski wrócił do swojej najwyższej formy. I ku mojej radości dokonał kolejnego kroku, dzięki któremu przekracza ramy kryminału. „Arena szczurów” nie jest bowiem czysto gatunkowo propozycją. Kryminał jest tutaj tylko nośnikiem opowieści, w której sama intryga ma znaczenie ważne, ale nie dominujące. U Krajewskiego narracja służy w głównej mierze do mierzenia się z wartościami o uniwersalnym charakterze, dotyczącymi granic moralnych i fizycznych właściwości człowieka. Po raz kolejny autor „W otchłani mroku” mierzy także pojedynczy los ludzki z bezmiarem historii. Artystycznie „Arena szczurów” to książka dopracowana w szczegółach, o wielkiej mocy słowa literackiego. Zło i brzydotę, ból i krzywdę nikt współcześnie nie potrafi pokazać tak dobitnie i plastycznie, uderzając w wyobraźnię czytelniczą, jak właśnie Krajewski.
Wrocławski autor, wbrew dotychczasowym przyzwyczajeniom kalendarzowym i twórczym, popełnił w minionym roku jeszcze ten tytuł wydawniczy. „Umarli mają głos. Prawdziwe historie” to książka wyjątkowa w swojej formie. To nie beletrystyka, lecz współczesna forma bliska pitawalowi, choć oczywiście nim nie jest. To zbiór kilkunastu tekstów – historii kryminalnych, w których głównym bohaterem jest doktor Jerzy Kawecki, przyjaciel i wielokrotny konsultant pisarza. Poszczególne rozdziały uderzają wiarygodnością opowiadanych historii, dbałością o szczegóły realiów przy jednoczesnej trosce o wymiar czysto ludzki zdarzeń. Są też dramatami zbrodni rozgrywających się pomiędzy sprawcą i ofiarą, ale także interesującym zapisem dociekań kryminalistycznej praktyki i wiedzy. Podobną, choć odrobinę inaczej skonstruowaną,
podróż po kryminalistyce oferuje Val McDermid w „Anatomii zbrodni. Sekretach kryminalistyki”. To nie mniej ciekawa lektura, prezentująca kawałek historii kryminalistyki (przywołując zresztą głośne sprawy kryminalne analogiczne jak w książkach Thorwalda, tylko odrobinę gorzej opowiedziane), ale jeszcze więcej referująca współczesne osiągnięciach dziedziny. Trafiamy na niejedno miejsce zbrodni, obserwujemy ich oględziny, uczestniczymy w autopsjach. Poznajemy też możliwości wykorzystania wybranych śladów kryminalistycznych dzięki takim dyscyplinom jak: daktyloskopia, toksykologia, antropologia sądowa, entomologia, informatyka śledcza i psychologia sądowa. Książka jest naprawdę rzetelna i interesująca, a w związku z tym, że mało takich tytułów w języku polskim to tym bardziej polecam.
Wracając jednak do gatunkowej grupy kryminałów, których literackim ojcem chrzestnym jest wspomniany wcześniej Marek Krajewski, warto w roku 2015 wyróżnić w pierwszej kolejności powieść Ryszarda Ćwirleja „Tam ci będzie lepiej” obok „Doliny popiołów” Krzysztofa Beśki. Ta ostatnia powieść to kontynuacja przygód niezwykłego bohatera, Stanisława Berga, miłośnika pięknych kobiet i piwa, dandysa i kolegi Oscara Wilde’a.
Autor „Ornatu z krwi” wprowadza czytelnika w bardzo ciekawe czasy, tuż po kolejnym zrywie narodowościowym – jesień 1893 roku. I po raz kolejny proponuje ciekawą, niebanalną zagadkę kryminalną o wielu twarzach – politycznej, narodowościowej, społecznej. I ta dbałość o realizm historyczny i barwność postaci literackich, udana to książka. Powieść „Tam ci będzie lepiej” to inny przypadek. To pierwszy w literackich dokonaniach poznańskiego pisarza retrokryminał i od razu wyjątkowo udany. Autor „Błyskawicznej wypłaty” z tą odmianą gatunkową poradził sobie znakomicie. Podarował czytelnikom książkę
napisaną z dużą swobodą i lekkością narracyjną. W tej odmianie kryminału Ćwirlej odnajduje się jak nikt inny.
Cieszy wielowątkowość i bogactwo fabularne powieści, ale jeszcze bardziej nowo zapisane literacko fragmenty przedwojennej mapy Polski. Wielkopolska na to czekała i otrzymała niecodzienną porcję kryminalnej historii sprzed prawie wieku. Inaczej ma się rzecz z współczesną powieścią autorstwa Ćwirleja „Jedyne wyjście”. W tym przypadku zabrakło lekkości narracyjnej, pewnego dystansu do opowiadanej historii i tak typowego humoru pisarskiego. To dobra książka, lecz mam wrażenie, że oczekiwania były stanowczo większe. Choć obserwatorem polskiej rzeczywistości pisarz ciągle jest doskonałym.




Wysoki stały poziom artystyczny zachowują nadal inni wielcy rodzimi autorzy kryminałów. Katarzyna Bonda

Polski kryminał i thriller w ogóle ma się bardzo dobrze. Poszczególni autorzy albo zagarniają własne poletka literackiej

Nudy nie znajdziemy także w innych polskich powieściach kryminalnych. Ani tych spod znaku Czarnej Serii: Marta Zaborowska „Gwiazdozbiór”, P. M. Nowak „Cokolwiek uczyniliście” i Joanna Opiat-Bojarska „Koneser”, ani też spod znaku polskiej serii Sonii Draga: Przemysław Wilczyński „Malarz obłędu” i Krzysztof A. Zajas „Mroczny krąg”.




