„Zginę bez ciebie”: kryminał o człowieku, który zapomniał, jak się żyje

 

 

zgine_bez_ciebie

.Autor sporo czasu kazał czekać na swoją następną powieść. Tym bardziej niecierpliwość narastała, podobnie jak ciekawość, im częściej padały zapowiedzi, że tym razem nie będzie to tytuł pisany w parze z innym twórcą. A miał pisarz szczęście do współpracy z koleżankami po piórze, tym krwawym, bo kryminalnym. „Zginę bez ciebie” napisał jednak samodzielnie. I myśle, że była to bardzo dobra decyzja Roberta Ostaszewskiego. W przeciwieństwie bowiem do poprzednich książek, to bardzo spójna narracyjnie i fabularnie historia. Wyważona w każdym zakresie kryminalnej wizji, w której ważny jest główny bohater, tropiący sprawcę zbrodni, ale i sama intryga z przestępczym czynem i negatywną motywacją, a także napięciem opowieści kreowanym na poziomie linii fabularnego czasu.

Największe brawa czytelnicze należą się Ostaszewskiemu bezdyskusyjnie za postać podkomisarza Konrada Rowickiego. Wydawca z okładki krzyczy, że to sfrustrowany, cyniczny i piekielnie złośliwy gość. Jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy, choć nie zamyka ono całej gamy przymiotów charakteru bohatera stworzonego na kartach recenzowanej powieści. Rowicki to postać o wiele głębsza psychologicznie, ale przede wszystkim barwniejsza emocjonalnie. I wzbudzająca przy tym sporo wrażeń i doznań w odbiorze, nie tak prostych i jednoznacznych, jak mogłoby się wydawać. Gliniarz z ciechanowskiej komendy policji tkwi w swoistym bezruchu i marazmie. W swojej służbie wyczekuje już chyba tylko… szybkiej emerytury, licząc przy tym na spokój i… mam wrażenie, że sam nie wie czy coś jeszcze. Emocjonalnie to wycofany mężczyzna, za którym bolesna przeszłość, naszpikowana wcześniejszymi uniesieniami serca. I nie idzie tu o jakąś ckliwą historię, lecz o prawdziwie miłosny związek idealnie dobranych ludzi, którym ład uczuciowy burzy to samo życie, które pozwoliło wcześniej dotknąć czegoś wyjątkowego. Nie zdradzę więcej, ale szybko uświadamiamy sobie, że Rowicki nie może być taki sam jak wcześniej.

Historia głównego bohatera i jego partnerki to jednocześnie bardzo przekonujący obraz plagi XXI wieku – depresji, która potrafi spustoszyć życie tak choremu, jak i jego bliskich. I co warte uwagi, Ostaszewski udanie oddzielił literacko na poziomie obrazowania te momenty opowieści narracyjnej od głównego nurtu kryminalnej intrygi. Depresyjne – tak je nazwijmy – karty recenzowanej powieści mam wrażenie, że miejscami są ciekawsze i bardziej udane emocjonalnie niż te czysto kryminalne. Te sceny, które po kolei poznajemy wraz z akcją powieściową, której osią jest działanie Konrada Rowickiego, wydają się być chwilami zbyt mocno przytłoczone czarnowidztwem i marazmem życiowym książkowego gliniarza. Są też akcyjne przyśpieszenia, które napędza ten sam Rowicki. Zastanawiam się na ile to nieświadomy ryt narracyjnych wyborów autora „Sierpniowych kumaków”, a na ile świadomy, celowo dobrany rytm opowieści? Skłaniam się ku tej drugiej ścieżce wyborów pisarskich, którą podążył Robert Ostaszewski. Myślę, że wielu czytelników takie przytłoczenie spowolnionym i zabarwionym na czarno wewnętrznym życiem głównego bohatera, mającym przecież bezpośredni wpływ na jego decyzje i działania, w pewien sposób zdystansuje od Rowickiego. A mówiąc jeszcze inaczej, ta postać nie zyska ani sympatii, ani zainteresowania. Wierzę jednak, że większość spojrzy na ciechanowskiego gliniarza przychylniejszym okiem, a przede wszystkim otworzy się na jego naturalność i prawdziwość psychologiczną.

To trudny bohater trudem i bólem swojego życia, naznaczonego przeszłością bez nadziei i światła witalnego. Metaforycznie? Ale nie pusto-słownie. Cieszę się, że Robert Ostaszewski wybrał takiego właśnie policjanta. Nie herosa, nie pijaka, nie balansującego na granicy prawa, lecz snującego się jeśli już to na granicy normalności życiowej. Dodaje to równocześnie autentycznego kolorytu samemu powieściowemu śledztwu. Może zbyt mocno jest ono samodzielnym dziełem tego jednego gliniarza, lecz jednocześnie nosi w sobie pokłady realizmu. Jest w nim miejsce i na udane tropy, i na błądzenie, na trafne ustalenia i śmiałe czyny. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele, powiem, że najmocniej autentyczne jest krążenie wokół tych wątków i tropów sprawy, które wydają się oczywiste i jasne, a nie podjęte w odpowiednim czasie przez Rowickiego. Tak naprawdę to nic nowego i odkrywczego, ale jakże prawdziwego, że śledczy omija w pierwszym zetknięciu te tropy i dowody, które są najprostsze i najłatwiejsze do przyjęcia. Wraca do nich odpowiednio później. Na szczęście nie za późno, choć przysparza sobie i innym dramatycznych przeżyć, balansujących na granicy życia i śmierci. Dzięki temu pisarz dynamizuje narrację, wypełnia zwrotami akcję i przyspiesza fabularny czas, budując sporą dawkę emocji i napięć.

Nie można nie wspomnieć, choć przez chwilę, o miejscu powieściowej akcji. Ciechanów, niezbyt duże miasto, wcześniej chyba przez żadnego z autorów kryminałów nie eksploatowane, u Ostaszewskiego otrzymuje całkiem udany portret. Plastyczność i klimat, tak charakterystyczny dla raczej małomiasteczkowej scenerii, choć nie zapyziałej i zamkniętej. Miejsca wybranych scen niejako wspomagają opowieść, choć zdaje się, że cieszą najbardziej samych mieszkańców. Tak plastycznością, jak i umownością, wykraczającą poza realizm przestrzeni tego miasta.

Przyznać trzeba, że i zbrodnia u Ostaszewskiego ma bardzo naturalną i autentyczną twarz. Nie ma tutaj zbytniego wymyślania ani kombinowania ze skomplikowaniem intrygi i jej rozwiązaniem, tak by przewrócić w finale książki wszystko do góry nogami. Zbrodnia ma twarz ludzką, a ludzkie szaleństwo jest na tyle wytłumaczalne, że potwierdza tylko starą prawdę, że przestępcą, zabójcą może zostać… każdy i to bez jakichś wydumanych i głębokich motywów. „Zginę bez ciebie” to dobry kryminał, który posiada coś więcej w warstwie fabularnej niż przeciętna rzecz gatunkowa. Niesie bowiem ze sobą artystycznie udany i przekonujący realizmem, a co najważniejsze czytelniczo odbieralny, obraz stanu depresji, na która dosięga nie wyłącznie chorego, ale każdą autentycznie bliską jej osobę. I jest jeszcze jedno, finał recenzowanej powieści zapowiada, że kolejna historia z Konradem Rowickim zdaje się będzie miała zupełnie inny klimat, daleki od marazmu i ciemnych barw. Obym się nie mylił.

Przeczytane dzięki Wydawnictwu Muza