Recenzja: Magnus Montelius „Mężczyzna z Albanii”
Autor: Magnus Montelius
Tytuł: Mężczyzna z Albanii
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny
Wydawca: Wydawnictwo Czarna Owca
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-7554-721-4
Liczba stron: 374
Każda kolejna powieść każdego kolejnego, nowego autora skandynawskiego pojawiająca się na polskim rynku wydawniczym obciążona jest balastem. Dla jednych, ciągle zauroczonych i ślepo wyznających miłość szwedzkim czy norweskim kryminałom, to ciężar pozytywnych wrażeń i doznań czytelniczych, zgodnie z formuła: skoro skandynawskie to świetne i najlepsze. Dla innych, doświadczonych kilkuletnią dominacją tytułów wprost z języka szwedzkiego i innych krajów europejskiej północy, ale wczytujących się też równolegle w inne geograficzno-kryminalne wędrówki pisarskie, to zmora gatunkowej i tematycznej wtórności. Tym bardziej ciekawie może wyglądać polska recepcja szwedzkiego debiutanta Magnusa Monteliusa, którego jedyną jak na razie powieść proponuje zasłużona na tym polu oficyna wydawnicza „Czarna Owca”. Powieść zatytułowana „Mężczyzna z Albanii”, bo tak brzmi tytuł wspomnianego debiutu, moim zdaniem stanowi ciekawy przykład książki, która w zależności od kontekstu czytelniczego odbioru może odnieść sukces lub też przejść niezauważona.
Gdyby spojrzeć na opowiadaną przez autora historię w szerokiej perspektywie odbiorczej polskiego czytelnika, którego kraj dwadzieścia pięć lat temu otworzył szeroko drzwi do wolności, mając w pamięci historyczne doświadczenia bliższe lub dalsze życia pod tej stronie żelaznej kurtyny, to zdaje się trzeba „Człowieka z Albanii” oceniać wyjątkowo pozytywnie. Nie za kryminalną układankę, która dość udanie została na kartach powieści skomponowana, lecz za temat wiodący i całe związane z nim tło, tak narracji, jak i prowadzonego linearnie śledztwa. Nie pierwszy to raz skandynawski autor idzie tropem zapoczątkowanym przez genialnego Mankella, u którego zbrodnia, intryga kryminalna to niekiedy równorzędny, niekiedy mniej ważny, pretekst do snucia literackiej opowieści wyczulonej na najistotniejsze problemy społeczne współczesnego świata. Podobną drogą kroczy Montelius, czyniąc ze swojej historii pewien uniwersalny obraz człowieka XX i XXI wieku. I choć oczywiście kontekst historyczny powojennej Szwecji ma znaczenie dla fabuły książki, to w czytelniczym odbiorze im bliżej końca lektury, tym coraz bardziej na plan dalszy odsuwają się odwołania polityczne i historyczne, a główną rolę zaczynają odgrywać kwestie czysto ludzkie ze świata wartości i uczuć. A to wszystko wyrasta z mało w sumie atrakcyjnej inicjacyjnej sceny o typowo kryminalnym charakterze. We wrześniowy wieczór na ulicy oddalonej od centrum Sztokholmu szwedzki kloszard spotyka cudzoziemca, który choć początkowo jawi się jako zagrożenie w osobie nieproszonego gościa, który może zająć miejsce noclegowe, to nawet w tylko krótkiej chwili kontaktu osobistego zdaje się tworzyć pewną więź solidarności i zaufania w samotnym losie bezdomnych. Ta wątła, bardziej symboliczna niż realna nić zbieżnych ulicznych losów na naszych i szwedzkiego kloszarda oczach szybko zostaje zerwana. Oto bezimienny, nierozpoznany cień kreuje dramatyczne wydarzenie, które zaważy na losach wspomnianego cudzoziemca i rozpocznie właściwą literacką opowieść. Ów mężczyzna spada z tarasu widokowego na ulicę i ginie na miejscu. Samobójstwo? Nieszczęśliwy wypadek? Zabójstwo? To pytania, na które przez wiele kolejnych stron szukać będziemy odpowiedzi wraz z bohaterami książki, choć w domyśle przecież od początku powieści wiemy jaki charakter ma to zdarzenie. Pomimo to pisarz tak poprowadzi narracyjne śledztwo, że posiadana przez nas wiedza nie będzie odgrywać większej roli. Najpierw bowiem ciekawszym zagadnieniem, rzekłbym nawet decydującym na tym etapie prowadzonych czynności śledczych, jest odpowiedz na zupełnie inne pytanie: kim był nieboszczyk? Przy denacie znaleziono albański paszport. W trakcie dochodzenia policja ustala, że mężczyzna niedawno przybył do Szwecji. Tu trafił do ośrodka dla uchodźców, gdzie ubiegał się o azyl. Po kilku dniach zniknął z tamtego miejsca bez śladu. W tym miejscu pojawiają się kolejne ważne pytanie: kim jest naprawdę? Tym kim się okaże i skąd przychodzi, odkrywając swoją przeszłość, zadecyduje o sukcesie śledztwa i odnalezieniu prawdy o jego śmierci. Autor „Mężczyzny z Albanii” okazuje się wytrawnym graczem i doskonale steruje napięciem czytelniczym. W momencie, w którym wiemy już kim był nieboszczyk, intryga kryminalna dopiero nabiera barw i obrastać zaczyna w niezliczone pokłady faktów i domysłów. Co charakterystyczne dla tej powieści, każdy najmniejszy element z przeszłości tytułowego mężczyzny z Albanii ma znaczenie w dzisiejszym świecie. Mam na myśli wyjątkowo zgrabnie prowadzony proces narracyjnego układania puzzli składających się na historię mężczyzny, ale także tych wszystkich, których spotkał na swojej drodze życiowej. Wraz z tą czynnością stanowiącą główny zakres śledztwa, mającego odpowiedzieć na pytanie, co wydarzyło się naprawdę na szczycie tarasu widokowego, przesunięciu ulegają priorytety samego śledztwa. Nie tylko już będzie nas interesować kto był kim dla martwego, ale przede wszystkim dlaczego, z jakiego powodu, co kierowało jedną czy drugą osobą, mającą znaczenie dla rekonstruowanej historii życia mężczyzny z Albanii. Zdaję sobie sprawę, że powyższe słowa mogą brzmieć niezrozumiale, lecz trudno operować większymi konkretami by nie być posądzonym o spojlerowanie i tak naprawdę psucie przyjemności lektury wszak w końcu kryminału.
Z punktu widzenia praktyki gatunkowej Magnus Montelius reprezentuje wyraźnie dopracowaną i jak najlepszą szkołę literacką. Wspomniane przeze mnie śledztwo, którego stajemy się udziałowcami jako czytelnicy, na kartach książki prowadzone jest dwutorowo. Dominantę w tym zakresie budują dwie tak bardzo różne osobowościowo postacie dziennikarzy dziennika „7Plus”: nieco ekscentryczny i niespełniony, tak życiowo, jak i zawodowo, Tobias Meijtens, oraz atrakcyjna z doświadczeniami gwiazdy telewizyjnej, skazanej chwilowo na banicję dziennikarstwa prasowego, Natalie Petrini. Dobór tak różnych charakterologicznie osób, zmuszonych do współpracy ze sobą, powoduje dodatkowe emocjonalne napięcia i wzbogaca obraz prowadzonego przez nich śledztwa, które trzeba przyznać posiada wysoki poziom profesjonalizmu. Jest to o tyle ważne, że dość szybko poza warstwą czysto kryminalną pojawiają się zagadnienia natury szpiegowskiej, dotykające tajemnic państwowych i międzynarodowych. Dzięki temu charakter prowadzonego śledztwa otrzymuje wymiar dramatyczny i jeszcze mocniej zagadkowy. Interesujący jest także fakt, że nawet reprezentujący drugi nurt śledczych czynności, policjant, inspektor kryminalny Tilas, dość szybko, wbrew wyraźnym sugestiom agentów służb wywiadowczych, dochodzi własnych ustaleń, rywalizując w ten sposób z dziennikarzami. To oczywiście nie jedyni bohaterowie powieści. Istotne dla wspomnianego rekonstruowania historii tytułowego mężczyzny są wszystkie osoby, które stanęły na jego drodze życiowej. Wielu z nich odegrało lub odgrywa istotną rolę w życiu politycznym Szwecji, co nie może nie mieć znaczenia dla trudności w dochodzeniu prawdy, dzięki czemu jest ciekawie prawie do samego końca książki. I jest to, co czytelniczy lubią najbardziej – motyw i faktyczny sprawca nieodgadniony do samego finału narracyjnej opowieści.
„Mężczyzna z Albanii” jest powieścią, których brakuje na naszym rodzimym rynku wydawniczym. Chodzi mi o tematy literackie przywoływane choćby właśnie w formule kryminału (przez co zresztą stają się atrakcyjniejsze), a dotyczące niedalekiej przeszłości czasu przemian – przechodzenia od zniewolenia komunistycznego do demokracji i wolności. Montelius, który zdążył pracować także w krajach Europy Wschodniej i byłego Związku Radzieckiego, znakomicie z perspektywy skandynawskiej pokazał „ukąszenie” myślą komunistyczną, ale także późniejszą przemianę socjalistów i liberałów. Najcenniejsze w tym literackim obrazie jest jednak ujecie z perspektywy ludzkich zachowań, które w momentach krytycznych sprawdzają prawdziwość emocji i uczuć oraz wyznaczają cenę wartości, niekiedy ocierającą się o kwestie życia i śmierci. Pod tym względem powieść Magnusa Monteliusa ma największą wartość czytelniczą. Szkoda, że nadal niema takich książek polskich autorów kryminałów.
[dodajbox]
Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB i przeczytana dzięki Wydawnictwu Czarna Owca

