Recenzja: James Craig „Milcz nawet po śmierci”

Autor: James Craig
Tytuł: Milcz nawet po śmierci
Tłumaczenie: Janusz Ochab 
Wydawca:  Wydawnictwo Akurat
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7758-470-5
Liczba stron: 302

„Milcz nawet po śmierci” Jamesa Craiga to kolejny tytuł po debiutanckim „Londynie we krwi”, w którym spotykamy się ponownie z głównym bohaterem serii powieściowej, Johnem Carlylem. Obie książki łączą także te same wątki uwikłania polityki i władzy ze zbrodnią i finansowymi manipulacjami. Wspólnym mianownikiem jest także solidny warsztat literacki i powielany obraz obyczajowo-społeczny Londynu.

Właśnie obraz miasta to coś, co pozostaje najbardziej w pamięci czytelniczej. Londyn u Craiga to nie tylko przestrzeń ulic, które zdają się być wybitnie szare, przytłoczone codziennością i obcością, nawet dla mieszkańca tego miasta. To także mieszanka społeczna, tutaj szkicowana lekką kreską w wielu scenach, potwierdzających, że jest to aglomeracja rozwarstwiona społecznie i etnicznie. Miejscami odnosi się wrażenie, że Londyn przytłacza zarówno swoich mieszkańców, jak i czytelników. Z pewnością szkocki autor „Milcz nawet po śmierci” nie jest piewcą stolicy Wielkiej Brytanii, która nota bene po raz kolejny kojarzy się głównie z krwawymi zbrodniami i brakiem etyki u szczytu władzy. 

A okazji do poznania zbrodniczych ścieżek londyńskiej metropolii daje nam pisarz wyjątkowo całe mnóstwo, co związane jest w wielowątkowością fabuły powieściowej. Otwiera ją zabójstwo Agathy Mills, starszej i bezdzietnej, mieszkającej wraz z mężem naprzeciw słynnego British Museum. To właśnie Henry Mills odkrywa dopiero nad ranem ciało zamordowanej w nocy małżonki. Zadziwiająca to sytuacja i raczej nie pozostawiająca złudzeń policjantom, co sprawcy morderstwa, który rzekomo miał nie słyszeć niczego z uwagi na stosowane podczas snu zatyczki do uszu. Policjanci, w tym inspektor John Carlyle, są przekonani, co do winy męża. Nie dają wiary jego informacjom o realnym zagrożeniu z Chile, w którym to państwie w roku 1973 podczas puczu został bestialsko zabity brat ofiary, a którego tajemnicą śmierci interesować się miała właśnie Agatha Mills. Zarysowana pokrótce intryga jest o tyle istotna dla tej powieści, na ile stanowi jej oś fabularną, zamieniającą z pozoru banalną rodzinną sprawę kryminalną w sensacyjną historię z tajnymi służbami i polityką w tle. A to przecież nie jedyny wątek kryminalny. Zmierzyć przyjdzie nam się jeszcze ze śmiercią znanej i znajomej dziennikarki telewizyjnej, Rosanny Snowdon. realizującej zresztą programy kryminalne właśnie, a nękanej przez stalkera. Odrębną, również pozasłużbową sprawą inspektora, będzie historia uprowadzenia Jake’a Haggera, porwanego przez własnego ojca, Michaela Haggera, gangstera i typa spod ciemniej gwiazdy, który możliwe, że może zaryzykować życie własnego dziecka dla własnych interesów. A jest jeszcze scena śmierci ulicznego grajka i pytanie o jej przyczyny, na co także będzie starał się odpowiedzieć inspektor.  Na to wszystko, nie zdradzając treści powieści, nakładają się i piramida finansowa, i zbrodnicze działanie tajnych służb chilijskich, w których trup ścielę się gęsto. Tak więc, materii kryminalnej staje nawet na niejedną książkę. A mimo wszystko po lekturze całej książki mam jednak taką refleksję niedosytu. Choć wątki kryminalne są liczne, tak różne i wyjściowo ciekawe, to ich fabularna realizacja niestety pozostawia wiele do życzenia. Mam na myśli w pierwszej kolejności zbyt częste powierzchowne i skrótowe potraktowanie elementów danego wątku, przez co traci on na wiarygodności. W drugiej kolejności autor zawodzi w zakresie realiów głównego wątku, nazwijmy go „chilijskiego”. O ile bowiem tło i ukryty motyw zabójstwa starszej pani w postaci dramatycznych i okrutnych zdarzeń z trudnej historii Chile zostaje przedstawiony ciekawie, wystarczająco i intrygująco, to już wydarzenia kryminalne o dużej intensyfikacji (spod znaku sporej liczby morderstw i trupów) dziejące się na naszych oczach trącą realny wymiar i zaczynają trącić tanią sensacją. Przez pewien moment robi się z tego tani, wcale udany thriller polityczno-sensacyjny z tajnymi służbami i układami, w których tle czają się handel bronią i narkotykami. A główny winowajca tego przerysowanego zamieszania, Chilijczyk Gorie, biega po Londynie i z olbrzymią łatwością zabija jak leci te wszystkie osoby, które stają mu na drodze, przywołując dawną, niezbyt szlachetną przeszłość. Szczerze, te strony omawianej powieści były dla mnie trochę śmieszne i wyraźnie niedopracowane.

Takie sceny rażą podwójnie swoją nierealnością i brakiem wiarygodności, zwłaszcza gdy zestawi się je z wyraźnie odczuwalną prawdziwością przestrzeni miejskiej Londynu i jeszcze bardziej z główną postacią powieściową, inspektora Johna Carlyla. Bohater Jamesa Craiga jest bowiem niewątpliwie postacią literacką z krwi i kości. Niektórzy w związku z tym nawet powiedzą, że jest po prostu… nudny. Jest jednak prawdziwy, autentyczny i nad wyraz ludzki z swoich zwyczajach, emocjach, decyzjach, postępowaniu, a nawet lękach i ograniczeniach. Podobnie, jak z psychologiczną i osobowościową sylwetką, ma się rzecz z umiejętnościami policyjno-śledczymi. Z pewnością nie jest ofermą, zasłużenie posiada stopień inspektora, wyczuwa się też w nim wykrywczy nos i zmysł analityczny, choć szybkością kojarzenia i śmiałością wyobraźni nie grzeszy. Jest po prostu solidnie i uczciwie nakreślonym bohaterem z wadami i zaletami we wszystkich zakresach swoich działań i myśli. To świadomy wybór autora, który pozwala pozytywnie odbierać tą postać i daje dużą szansę wielu czytelnikom niejako przeglądać się w lustrze swoich cech, co powodować będzie ich sympatię do śledczego. Przecież w rzeczywistości porządny policjant nie jest od razu jakimś herosem czy supermózgiem o wysokim IQ. Wielu jednak czytelników, podobnie jak ja, może się trochę znudzić inspektorem Carlylem, zwłaszcza jeśli przyzwyczajamy się i kochamy bohaterów z charakterem, specyficznym humorem (nie takim jaki jest u szkockiego pisarza) i tym czymś, jak Philip Marlowe, Raymonda Chandlera.

„Milcz nawet po śmierci”, choć nie porywa, to jednak jest dobrze napisanym kryminałem o porządnej dawce obyczajowości, tak bardzo londyńskiej, i odrobinie sensacyjnej nuty, z uśmiechem i mrugnięciem do czytelnika. A to się dobrze czyta, w wielu nie wymagających sytuacjach. Ja czytałem, czekając w kolejce na poszczególne badania lekarskie w ramach profilaktyki, i jak nigdy ten czas dzięki omawianej powieści przebiegł niezwykle szybko i ciekawie, co podkreśla najważniejszą wartość książki.

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB oraz książka czytana w ramach Kryminalnego Wyzwania