Recenzja: Błażej Przygodzki „Z chrirgiczną precyzją”
Autor: Błażej Przygodzki
Tytuł: Z chirurgiczną precyzją
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-08-05061-3
Liczba stron: 339
To z pewnością mógł być bestseller wydawniczy. Pierwszy polski thriller medyczny w dobie popularności choćby takich pisarzy jak Robin Cook czy Tess Gerritsen skazany był na wielki sukces, w czym zresztą pomóc miała umiejętnie przeprowadzana kampania reklamowa Wydawnictwa Literackiego. Niestety „Z chirurgiczną precyzją” Błażeja Przygodzkiego czytelniczo zawiodło w każdym zakresie swojej powieściowej materii.
Nie chodzi wcale o możliwe zapożyczenia lub elementy naśladownictwa, bo w tak wyeksploatowanym gatunku trudno o podobieństwa. Zresztą Przygodzki akurat w tej materii radzi sobie udanie, tworząc fabułę w miarę świeżą i nie przywołującą scen z innych książek czy filmów. I za to z pewnością należy mu się pochwała. Niestety, pomimo broniącej się fabuły ze sprawnie zbudowaną intrygą, dwa inne elementy są słabością omawianej powieści: bohaterowie i język narracji.
Udana intryga kryminalna pojawia się dość późno na kartach książki. To nie musi być zarzut, albowiem jest to celowy zabieg autora, tak by z wielowątkowej, pozornie oddalonej od siebie opowieści o kilku osobach zlepić całość. I oczywiście znaleźć to coś przestępczego, co łączy wątki: nagłej śmierci w pełni zdrowego boksera Antczaka, brutalnego pobicia biznesmena Druckiego w środku dnia, umierającej na niewydolność nerek Teresy, przyjaciółki lekarza, Anny, zajmującej się chorym na Alzheimera ojcem, walczącym o naprawę serca Ryszardem Muzeją i narkotyzującym się amfetaminą policjantem Białachem. To znany i stosowany chwyt by z tak odległych historii upleść siatkę, w której rozwija się intryga. Dość szybko domyślamy się, że bohaterem, odkrywającym szybciej lub wolniej karty rozgrywanej gry, a jednocześnie pełniącym rolę spinającego wątki, jest komisarz Niedźwiecki. I jeszcze jest potencjalny sprawca, na którego dowody Policja znajduje, kardiolog Hubert Kłosowski. Pewna złożoność świata przedstawionego powieści broni się rozwijaną intrygą, która jest ciekawa, a nawet wciągająca, choć mam wrażenie, że trochę za wolno i zbyt monotonnie. Nadużyciem byłoby powiedzieć, że z kart książki wieje nudą, równocześnie jednak – moim zdaniem – opowiadana historia przedstawiana jest bez jakiejkolwiek amplitudy napięć odbiorczych, nie mówiąc już o jakimś zdecydowanym „nakręcaniu” czytelnika na lekturę. Mówiąc jeszcze inaczej, jest w miarę ciekawie, ale to nie taka powieść, której czytanie kolejnego rozdziału szkoda odkładać na później. Pozostaje jeszcze kwestia rozwiązania intrygi, w której dowiadujemy się, zwodzeni wcześniej fałszywymi dowodami i ustaleniami, kim jest faktyczny morderca. Z punktu widzenia ułożonego przez Przygodzkiego schematu postaci i zachodzących pomiędzy nimi zależności, zakończenie nie zaskakuje i jak najbardziej broni się swoją logicznością. Jednak z punktu widzenia atrakcyjności fabuły, brakuje przede wszystkim siły suspensu i większej dozy wiarygodności życiowej, choć o tym ostatnim nie wypada pisać, by nie zdradzić rozwiązania przyszłym czytelnikom.
W tym udanym jednak świecie fabularnym Przygodzki wtopił mniej udanych bohaterów. Wymieniałem już najważniejsze postacie literackie tej powieści, a przecież to nie jedyne, jakie osoby, które żyją na kartach książki „Z chirurgiczną precyzją”. Liczba postaci, które mają znaczenie i są elementami układanki fabularnej, była na tyle duża, że autor swobodnie mógł zaryzykować cały wachlarz ludzkich emocji i charakterów. Ponadto na ich tle, ważniejsi bohaterowie, jak lekarz Kłosowski i policjant Niedźwiecki, mogli zyskać blaskiem osobowości. Niestety świat postaci omawianej powieści jest tylko poprawny, szablonowy dla gatunku kryminału. Mam wrażenie, że liczba osób i ich rola w przedstawianej fabule jakby trochę przerosła pisarza. Są, ale nie zostawiają na czytelniku ani współczucia (tutaj może malutkim wyjątkiem jest od pewnego momentu kardiolog Kłosowski), ani nienawiści, ani uwielbienia, ani zafascynowania itp. Nawet pojęcie dobrego i złego bohatera zostało odrobione w tek książce na wyłącznie poprawny. W morzy pojawiających się nowych tytułów i jeszcze większego dziedzictwa kanonu literackiego, tak nie da się już atrakcyjnie i interesująco konstruować postaci literackich. A szkoda, bo w połączeniu z dość zgrabną fabułą, powieść „Z chirurgiczną precyzją” zyskałaby blask świetnej lektury.
Przygodzkiemu daleko też do doskonałości używanego języka narracji. Z pozoru wydaje się, że opowieść przedstawiana jest spokojnym, wyważonym językiem, bez jakichkolwiek fajerwerków językowych, rażących estetykę odbiorcy. Gdy jednak przyjrzeć się z bliska, skądinąd dobry scenarzysta, a taki przecież szafuje słowem oszczędnie, potrafi miejscami zaszaleć. Oto przykład z początkowych stron powieści, gdy jeden z głównych bohaterów, doktor Kłosowski, po porannym biegu, przygotowuje sobie śniadanie: jajka zaskwierczały na maśle jak orkiestra grająca radosną polkę. I nie jest to jakiś jednorazowy wybryk słowny autora. Na przykład świat policyjnego bohatera też potrafi być wzbogacony o podobne kwiatki: stojące na łuszczącym się parapecie dorodne kaktusy sprawiały wrażenie maczug albo narzędzi do wydobywania zeznań. Na szczęście dla czytelników Przygodzki swoją narrację w większości poprowadził na wodzy i bez takich zupełnie niepotrzebnych, sztucznych i niezwykle rażących zdań czy związków słownych. Warto by w kolejnej książce zamiast pracować nad takimi „cudami” językowymi więcej energii językowej włożył w opis i przedstawienie swoich bohaterów, dając im więcej życia i autentyczności. W ostatniej kwestii zastanawia mnie, dlaczego usilnych starań bohaterowie policyjni, a patrzę na to z perspektywy swoich doświadczeń i osobistych oraz zawodowych kontaktów, rażą pewną sztucznością. Dziwi to, zwłaszcza, że autor pracował przy serialu dokumentalnym „Gliniarze” u boku prawdziwych policjantów i przy autentycznych historiach. W książce pojawia się także niezrozumiały zabieg umieszczenia pomiędzy kartami powieści kopii dokumentów związanych z przedstawianą historią. Nie wiem jaki jest tego cel, zwłaszcza, że w przypadku dokumentu z przeszukania daleko mu do autentyczności.
„Z chirurgiczną precyzją” nie stanowi więc pierwszego polskiego bestseleru z gatunku thriller medyczny. Jest jednak powieścią dającą się czytać dobrze, lekko i z zapowiedzią na kolejne bardziej udane i wciągające tytuły szeroko rozumianej literatury kryminalne spod pióra Błażeja Przygodzkiego.
Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB

10/07/2013 @ 07:06
Jak to mówią, pióra wieczne są śmiertelnie groźną bronią krytyków 🙂 Ale tutaj widzę bardzo obiektywną opinię. Zgadzam się z nią w 90%.