„Motyw to jeszcze nie dowód”. Kryminalne dzieje Piastów
Mariusz Samp opowiada dzieje Piastów przez optykę zbrodni. Nie katalog okrucieństw, lecz książka o mechanice władzy — i o tym, co ją dziś powstrzymuje.
Mariusz Samp opowiada dzieje Piastów przez optykę zbrodni. Nie katalog okrucieństw, lecz książka o mechanice władzy — i o tym, co ją dziś powstrzymuje.
John Rebus, przez dwadzieścia trzy tomy zadający pytania innym, w „Sercu pełnym grobów” siedzi w ławie oskarżonych. Prywatne zlecenie od umierającego Cafferty’ego splata się ze śledztwem Siobhan Clarke i czujnym okiem Malcolma Foksa z biura spraw wewnętrznych, a Temida w tej książce nie czeka, aż ktoś ją wezwie.
Jack Reacher budzi się przykuty, ranny i z dziurami w pamięci — ale jedno pozostaje niezmienne: jego etyczny kompas nie drgnie nawet o milimetr. W „Tajnym raporcie” Lee Child i Andrew Child po raz kolejny udowadniają, że rytuał można czytać z przymrużeniem oka i wciąż dać się porwać bez reszty. Sprawdzam, gdzie tym razem formuła trzyma się mocno, a gdzie zaczyna skrzypieć — i dlaczego ta książka patrzy w stronę ekranu równie chętnie, co w stronę czytelnika.
Nielegalny radiowiec milknie w trakcie audycji. Inspektor Łezka ma trzy dni, by go odnaleźć – żywego lub martwego. Recenzja II tomu serii Grzegorza Brudnika.
Są kryminały, które chcą czytelnika ogłuszyć — trupem na pierwszej stronie, pościgiem na dziesiątej, mrokiem gęstym jak smoła. I są takie, które wchodzą do pokoju cicho, kłaniają się uprzejmie, siadają naprzeciwko i zaczynają rozmowę o rzeczach pozornie błahych, o ciastku z wagashi, o psie wyprowadzanym codziennie o tej samej porze, o nożyczkach kupionych w sklepie […]
Są autorzy, których czyta się z sympatią, i są tacy, których czyta się z zaufaniem. Sympatia to uczucie wobec książki, zaufanie — wobec pisarza. Jørn Lier Horst należy do tej drugiej kategorii i mówię to z pełną świadomością, bo przez lata czytelniczej znajomości z komisarzem Williamem Wistingiem nie miałem powodu wątpić, że Norweg wie, co […]
Góry Izerskie nie tłumaczą się nikomu. Jarosław Szczyżowski w „Błędnych łąkach” splata kryminalną zagadkę zaginięcia dwojga studentów z folk horrorem rodem z zapisków Willa-Ericha Peuckerta. O powieści, która pachnie torfem i mgłą — i o tym, gdzie jej filary trzeszczą.
Toruń 1993, zaginiony chłopak i krzyk, który nie milknie po latach. Nowa powieść Roberta Małeckiego to kryminał, po którym trudno sięgnąć po następny.
Są pisarze, których kunszt rzuca się w oczy od pierwszej strony — efektowni, wystawni, domagający się podziwu za każdym zdaniem. I są tacy, których mistrzostwo pozostaje nieuchwytne – niby nic się nie dzieje, styl oszczędny, fraza prosta, a jednak każda strona jest soczysta, barwna, autentyczna, a czytelnik nie potrafi wskazać miejsca, w którym został uwiedziony. […]
Są pisarze, którzy raz zbudowany świat konserwują do końca kariery, boją się go ruszyć, jakby każda zmiana groziła utratą wiernych czytelników. I są tacy, którzy w pewnym momencie biorą swojego najlepszego bohatera i świadomie wprowadzają go w ogień, wiedząc, że dawny porządek, w którym się dotąd sprawdzał, właśnie się kończy. Ryszard Ćwirlej, po ośmiu tomach […]