Recenzja: Tomasz Białkowski „Powróz”

Autor: Tomasz Białkowski
Tytuł: Powróz 
Wydawca:  Wydawnictwo Oficynka
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-64307-08-9
Liczba stron: 304

Ucięty powróz wisielca. Zawinięty na prawej ręce chłopca. Na szczęście. Drobny obraz zamykający prolog nowej powieści Tomasza Białkowskiego zatytułowanej właśnie „Powróz”. Obraz – nie tyle klucz, lecz symbol i niejako siła sprawcza proponowanej opowieści. Autor rozpoczyna ją bardzo mocno, szaleńczo emocjonalnie i drastycznie. Sceny, które przedstawia w początkowych partiach książki, miały miejsce naprawdę. Czwartego lipca 1946 roku w Gdańsku odbywa się publiczna egzekucja jedenastu zbrodniarzy z hitlerowskiego obozu w Stutthofie. Niedawno zresztą przez media przebiegła informacja o tym zdarzeniu, okraszona archiwalnymi zdjęciami. Już sama jej lektura powodowała dreszcze, a pozornie statyczne obrazy wywoływały niepokój. Gdy jednak sięgniecie po recenzowaną powieść Białkowskiego, czekać was będzie wyjątkowe przeżycie natury uczuciowo-estetycznej. To fragmenty prozatorskie jedne z najbardziej dopracowanych w karierze autora „Teorii ruchów Vorbla”, zarówno pod względem emocjonalnej siły literackiego przekazu, jak i dbałości o plastyczność etycznie nieobojętnych realiów konkretnego prawdziwego czasu i miejsca. To wyrazisty przekaz, w którym dbałość o każde słowo idzie w parze z wyjątkową troską o moc powieściowej fabuły. 
 
Pisarsko ujęty autentyzm dramatycznych wydarzeń czasu powojennego stanowi zalążek całej układanki fabularnej. Rozgrywana jest ona w dwóch dopełniających przestrzeniach: czasowo-historycznej i emocjonalno-psychologicznej. Oto bowiem nastoletni bohaterowie, będący świadkami gdańskiej egzekucji, a nawet niosący w swoją dalszą przyszłość ucięty powróz wisielczy, wracają na scenę literackiej opowieści po wielu latach już jako dorośli, dojrzali ludzie. Oczywiście, co nie powinno dziwić w takim gatunku jak kryminał, autor odsłania przeszłość swoich bohaterów powoli, dzieląc się z czytelnikiem najczęściej fragmentami informacji. Autor więcej pola zostawia naszym domysłom, które rodzą się dość szybko. Zwłaszcza, że trudno zapomnieć pierwsze, tak mocno narysowane sceny powieściowe z nie dającymi się zapomnieć młodymi bohaterami. W przywołanych obrazach z przeszłości Gdańska, kraju nie idzie wyłącznie o historię i realizm dnia współczesnego dorosłych już bohaterów. Tak prostym i monotematycznym pisarzem Białkowski nigdy nie był, podobnie jest i tym razem. Historia w swoim momentalnym ujęciu tu i teraz, której zapisu dokonuje zresztą w krótkiej i doskonałej realizacji literackiej, stanowi tutaj niezbywalne tło opowieści. Jednocześnie jest tą siłą, która poprzez osobiste doświadczenie dane każdej osobie, staje się jej nieuchronną koniecznością. Mówiąc jeszcze inaczej, ciężar doświadczenia osobistego związany z wplątaniem Historii (rozumianej jako niezależny od nas bieg dziejów) w biograficzną tkankę naszej egzystencji stanowi na tyle istotny balast, że zawsze musi znaleźć swoje odbicie na egzystencjalnym szlaku człowieka. Tomasz Białkowski jeszcze mocniej, niż ma to miejsce w tytułach wcześniejszego i zamkniętego już cyklu kainackiego, przesuwa akcent swojej pisarskiej obserwacji z socjologiczno-społecznej aktywności na psychologiczno-etyczna wrażliwość. Nie oznacza to, że nigdy wcześniej nie był wrażliwy na te sfery ludzkiej aktywności. Mam jednak wrażenie, że w „Drzewie morowym” i dwóch pozostałych powieściach przywoływanej trylogii, starał się w sposób dość wyważony, rzekłbym zbilansowany, kompletować wszystkie obszary swoich zainteresowań człowiekiem. Kreował wówczas zarówno struktury społecznej, zbiorowej działalności, o charakterze również kryminalnym, nie zapominając jednocześnie o indywidualnych emocjonalnych i psychologicznych doświadczeniach swoich bohaterów, uwikłanych w te dość zbrodnicze i niecodzienne gry. „Powróz” jest jednak powieścią, w której autor dokonuje zdecydowanego przesunięcia akcentów. Historia i zbiorowość nie odgrywa już tak zdecydowanej roli w fabularnej układance. Ważniejsze stają się poszczególne osoby i ich historie. Choć powtórzę jeszcze raz, od ciężaru doświadczeń i z łańcuchem Historii u szyi nie potrafiące uwolnić się od swojego przeznaczenia i płacące dużą cenę za etyczne potknięcia. 
 
To co cenię u Białkowskiego, choć równocześnie nie często akceptuję z punktu widzenia własnych przekonań i poglądów, to sposób prowadzenia narracji z narratorem, który nie udaje obiektywnego obserwatora ani obojętnego ideowo kronikarza. Nie jest to oczywiście jakieś totalne subiektywizowanie funkcji narracyjnej. Autor twardo stąpa po powierzchni fabuły, nie drażni się z czytelnikiem, raczej delikatnie niekiedy prowokuje, a przede wszystkim jednak jest sobą – istotą myślącą. Najpewniej w takim narratorze jest wiele z samego autora, ale nie ma to znaczenia dla odbioru książki, lecz stanowi wyłącznie pewien ciekawy i ważny chwyt, wzbogacający całą powieść. Nie inaczej, to jest mocno, wyraziście i z dość umiejętnie dobraną głębią psychologiczną, kreuje Białkowski swoich bohaterów. Gdzieś tam w tle, na bocznych uliczkach małego pod olsztyńskiego miasteczka miga nam postać dziennikarza Pawła Werensa (dla niewtajemniczonych dodam – dawnego głównego bohatera trylogii kainickiej), ale tym razem scenę zapełniają inni, nowi bohaterowie. Przewodzi im Iga Spica, która trafia w tą część Polski świadomie, choć niekoniecznie w pełni dobrowolnie. To niedawne doświadczenia życiowe, przeżyta tragedia i nieustanny lęk w obliczu ciągłego zagrożenia, zmuszają ją do ukrycia się w małej społeczności. Od emocji i napięcia, lęków i ważnych decyzji nie ucieknie skutecznie. Dość szybko zostajemy wprowadzeni wraz z nią w dziwną, tajemniczą i coraz bardziej zbrodniczą układankę, w której ktoś będzie chciał usunąć niepotrzebne elementy. Pierwszym i finalnie także doświadczanym wrażeniem po lekturze powieści jest przekonanie, iż Tomasz Białkowski stanowczo lepiej i autentyczniej portretuje postacie kobiece. To kolejny krok w rozwoju pisarskich talentów autora „Kłamcy”. Kobiece postaci, tak jak w przypadku Spicy, zrealizowane są w szerokim ujęciu psychologicznym, a jednocześnie realistycznie i emocjonalnie ciekawie. Postać Igi żyje i mieni się na kartach powieści w sposób dotychczas u pisarza niespotykany. Narratorsko została poprowadzona bardzo konsekwentnie i blisko czytelniczemu zaangażowaniu, powodującemu, że nie jest nam obojętna. Pozostałe osoby ujęte zostały już bardziej szablonowo, trochę na zasadzie wypełnienia schematu charakterystycznego dla małej, zamkniętej społeczności polskiego miasteczka. Ich portrety, choć stworzone w pełni realistycznie, moim zdaniem noszą nazbyt powierzchowny obrazy z uciekającą głębią osobowościową. Równolegle jednak noszą w sobie bagaż przeszłości, ciężar doświadczeń, które znajdują odzwierciedlenie w ich drodze życiowej i decyzjach podejmowanych na naszych oczach. Są one motorem napędowym intrygi kryminalnej. Jej dominującą cechą jest tajemnica i niedopowiedzenie, powodujące od samego początku intrygującą przygodę czytelniczą. Śledztwo, które tak naprawdę nie jest w tym przypadku domeną policjantów, ale głównej bohaterki, chwilami realizowane jest na granicy nierzeczywistości, a nawet swoistego absurdu. Wszystko jednak jest do samego końca autentyczne, bardzo bliskie codziennego życia i wiarygodne poprzez symbol powrozu – sznura łączącego wiele elementów świata przedstawionego. 
 
„Powróz” Tomasza Białkowskiego jest jednym z nielicznych tegorocznych kryminałów zmuszających do refleksji o charakterze autonomicznym, wybiegającym poza intrygę i rozwiązaną zagadkę kryminalną. Na tych właśnie elementach opiera się główna moc i wartość recenzowanej książki. To kryminał o udanej fabule, niebanalnej zagadce i ciekawym bohaterze. To książka z podwójnym dnem i głębszą refleksją o ludzkiej naturze i etycznej trwałości ludzkich zasad. W tym też, niestety, ukrywa się największa wada pisarstwa Białkowskiego. Ciągle odnoszę bowiem wrażenie, że autor „Zmarzliny” może powiedzieć więcej. Jestem nawet pewny, że jego estetyczna wrażliwość, podbudowana intelektualną i etyczną wrażliwością znalazłaby bogatsze i jeszcze ciekawsze ujście, gdyby  wymknęła się regułom gatunkowym kryminału.
 [dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB i przeczytane dzięki Wydawnictwu Oficynka