Recenzja: Jolanta Mokrzyńska „Wszystkie świństwa świata”

Autor: Jolanta Mokrzyńska 
Tytuł: Wszystkie świństwa świata
Wydawca:  Wydawnictwo Sonia Draga
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-7999-159-4
Liczba stron: 413

 
 

Końca ekspansji polskiego kryminału nie widać. Mam wrażenie, że to dopiero początek. Ta literacka grupa gatunkowa została dostrzeżona już nie tylko przez czytelników, ale i krytyków, wcześniej przecież kręcących nosem na takie dokonania pisarskie. Z tymi zmianami idą równolegle spotęgowane działania wydawnicze. Coraz więcej oficyn stawia na kryminał i to nie ten skandynawski, trochę opatrzony i niejednokrotnie wtórny, ale na rodzime propozycje. A te są coraz lepsze, coraz ciekawsze i bogatsze swoimi fabułami. Do tej grupy z pewnością będzie zaliczać się debiut pisarski Jolanty Mokrzyńskiej zatytułowany „Wszystkie świństwa świata”. 

Autorka powieści, z korzyścią dla samej fabuły, nie oszukuje czytelnika własną wyobraźnią artystyczną. Skoro to jej pierwsza książka, to wykorzystuje przede wszystkim to, co potrafi najlepiej i zna prawdziwie. Mam na myśli ten element, którym wydawca kusi na okładce powieści potencjalnych odbiorców: romans i zbrodnia, współczesna Warszawa, hermetyczne środowisko pracowników telewizji. Jolanta Mokrzyńska to pisarka od kilku lat zawodowo związana z telewizją, mającą za sobą pracę reporterki, aktualnie – jak podają biogramy – zajmująca się pisaniem nagłówków, cytatów i opisów, czyli tzw. belek, które ukazują się na dole ekranu. Środowisko telewizyjne zna więc od podszewki, osobiście, co jest wyczuwalne od pierwszych kart narracyjnej opowieści. To bezdyskusyjna wartość jej książki – autentyzm fabularnej osnowy. W tych przeważających scenach, częstych wędrówkach za kulisy telewizyjnej kuchni, wyczuwamy pełen realizm. Żaden z dialogów, żadna kwestia odgrywana pomiędzy pracownikami redakcji kanału telewizyjnego nie posiada jakiegokolwiek atrybutu mogącego wskazywać na sztuczność. Jeszcze ważniejsze w tej literackiej wizji są postacie. Z pewnością nie są one fasadowe i dalekie od życia. Realizm relacji wewnątrz tak specyficznej korporacji, jaką jest telewizja, został wyłożony niezwykle realistycznie i przekonująco. I nie idzie wyłącznie o obraz środowiskowych układów, firmowych zależności i osobistych układów pracowników tej samej redakcji. Najciekawszy w powieści Mokrzyńskiej jest bowiem obraz czystych relacji damsko-męskich, oddartych z bagażu życiowych zależności. Wywołującym ten temat powieściowej narracji jest redaktor Aleksander Rawski, przemijająca, ale ciągle aktualna gwiazda dziennikarstwa. Nic więc dziwnego, że dość szybko od momentu rozpoczęcia pracy w kanale szóstym staje się obiektem kobiecych westchnień. Szybko też nawiązuje romans z jedną z koleżanek, co zresztą nie jest jakąś wybitnie dochowywaną tajemnicą firmową. Tajemnicą dla nich jest jednak zupełnie inny romans, choć właściwie charakter tego niecodziennego związku jest na tyle malowany odmiennymi barwami emocji, że pojawia się pytanie czy właściwym określeniem jest słowo „romans”. To, co autorka rysuje przed czytelniczymi źrenicami, jest wyjątkowe. To związek kobiety i mężczyzny, drapieżny, przytłaczający swoją dzikością i surowością instynktów zwierzęcego, fizycznego, którego dominującą szatą jest seks. Tutaj autorka nie oszczędza nikogo. Dosłownie. Ani swoją bohaterkę, Joannę Madecką, która wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew poczuciu godności, z karty na kartę powieściową brnie w ten chory, nieludzki, wyuzdany i bolesny związek. Choć właściwie trzeba by go nazwać układem wzajemnych potrzeb, w pierwszej kolejności – powtórzę jeszcze raz – tych fizycznych, cielesnych. Czy tylko takich i w jakim zakresie? Tego zdradzać nie będę, ale podkreślę jedno – wstrząsający to obraz związku kobiety i mężczyzny. Nie jeden czytelnik zapomni o fikcji literackiej, i będzie wyrażać niezgodę, estetyczne oburzenie i etyczne zniesmaczenie na taką wizję fabularnej fascynacji i dramatu. Wielu też czytelników ulegnie odwrotnym wrażeniom, poddając się ekscytacji i niewytłumaczalnemu zafascynowaniu tym chorym i zdegenerowanym związkiem. 

„Wszystkie świństwa świata” tytularnie mianują fabularną historię Aleksandra i Joanny dość wyraźnie i zauważalnie. Ten wątek dominuje też nad całością powieści. Dominuje w dwóch zakresach literackiego pomysłu Jolanty Mokrzyckiej. O ile pierwszy przesuwa akcent pisarskich zainteresowań ze śledczych poszukiwań sprawcy na dociekania o przyczynę kryminalnego skutku, czyniąc z książki niecodzienną i bardzo interesującą propozycję. To jednak drugi zakres literackiej wizji autorki niebezpiecznie przesunął akcenty narracyjnej uwagi, przez co wielu czytelników – podobnie jak ja – przeżyje pewien zawód. Recenzowana powieść jest niewątpliwie kryminałem, lecz zupełnie innego typu. Tutaj nie idzie o to kto kogo zabił, bo dość szybko – właśnie ku niezadowoleniu czytelniczemu – domyślamy się tego i potwierdzamy w części finalnej książki. Ważniejsze są zagadnienia ludzkich emocji, fascynacji i błędów, które doprowadzają do zbrodni. Autorce przez dużą część recenzowanego tytułu udaje się angażować naszą ciekawość i absorbować uwagę. To nie tylko odurzenie ciekawie zaprezentowanym układem emocjonalno-fizycznym angażującym w szalony sposób kobietę i mężczyznę. To również bardzo wiarygodny i fascynujący portret psychologicznego uwikłania kobiety w sieć mrocznych zależności i zauroczenia złą twarzą ludzkiej natury. W tej materii Jolanta Mokrzycka jest totalnie przekonująca, objawiając dojrzałość tematu i talent pisarski. Niestety gorzej bywa w tych rejonach powieściowych peregrynacji, które oddalają się od środowiska telewizyjnego. Dostrzegalne jest to zwłaszcza w dialogach będących udziałem policyjnych śledczych. Tchną one sztucznością językową i czynią z policjantów najmniej znaczących aktorów układanki, umieszczonych jakby na siłę, bo tak wypada w kryminalnej opowieści. Dodatkowo umniejsza to atrakcyjności intrygi kryminalnej, która i tak potraktowana został tutaj bardziej jako pretekst do snucia historii rodem z doczesnego piekła współczesnych problemów interpersonalnych. Zdradzę, że nie tylko widzianych oczami dziennikarki Joanny, ale także innych osób, reprezentujących płeć przeciwną. Przy okazji suplementarnie wzbogacając fabułę i komplikując zagadkę dotyczącą zaginięcia Aleksandra Rawskiego, bo przecież na jego osnowie zbudowana całą historię książkową.

Atrakcyjnie wykreowanymi obrazami i mocne pod względem wrażeń w powieści Mokrzyckiej są za to sceny zrealizowanej na naszych oczach zbrodni. Dość rzadko w polskich kryminałach spotykane w tak szeroko poprowadzonym opisie dokonywania morderstwa i tych wszystkich czynności, które z nim są związane. Za podjęcie próby przeniesienia na karty literackiej narracji tego niepowtarzalnego i przez olbrzymią większość społeczeństwa nieznanego aktu odbierania drugiej osobie życia należą się autorce brawa. Jednocześnie, biorąc pod uwagę własne doświadczenia wprost z miejsc zbrodni oraz wychwytywane w tego typu śledztwach ułamki ludzkich motywów i sposobów reagowania na realne dotknięcie zła, odnoszę wrażenie, że sceny te nie zostały do końca uniesione przez pisarkę pod względem realizmu. I choć wnoszę taki zarzut, to podkreślam równolegle pisarską dbałość o artystyczno-językową doskonałość tych scen. Stosowana w nich, podobnie jak i w większości części książki, narracja pierwszoosobowa w tym wypadku sprawdza się doskonale. Poprowadzona z jednej strony chłodno, a z drugiej strony z uwzględnieniem reakcji wewnętrznych, głównie uczuciowych, stanowi niepretensjonalną „fotografię” zbrodniczej chwili i stanu umysłu. Rozczarowuje jednak nieprzepracowany do końca realizm tych scen, rzekłbym o niskiej wiarygodności techniczno-kryminalistycznej. U autorki te elementy mające unicestwić możliwość wykrycia sprawcy i zatarcia śladów potraktowane zostały zbyt szybko i prosto, lekką ręką, Jest to dosłownie lekka ręka, bo jakże łatwo i bezproblemowo przychodzi bohaterce zdefragmentować ciało mężczyzny bez pozostawienia jakichkolwiek śladów.

„Wszystkie świństwa świata” Jolanty Mokrzyckiej to debiut interesujący i warty uwagi czytelniczej. Autorka musi co prawda popracować jeszcze sporo nad zagadnieniami gatunkowymi, zwłaszcza w zakresie budowania bardziej wciągającej zagadki i złożoności intrygi kryminalnej. Równolegle recenzowana powieść stanowi jednak absorbującą historię psychologicznego i fizycznego uwikłania kobiety i mężczyzny prowadzącego do zbrodni.I nie jest to historia wydumana, lecz artystycznie przekonująco wykreowany dramat trzymający w napięciu do samego końca.

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB i przeczytana dzięki wydawnictwu Sonia Draga