Recenzja: Marta Mizuro „Cicha przystań”

Autor: Marta Mizuro
Tytuł: Cicha przystań 
Wydawca:  Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-280-0897-7
Liczba stron: 416

Marta Mizuro, autorka znana bardziej jako krytyk literacki i redaktorka miesięcznika „Odra”, swoją przygodę czysto pisarską rozpoczęła wespół z Robertem Ostaszewskim, także znakomitym krytykiem i znawcą literatury kryminalnej, w roku 2010 powieścią „Kogo kocham, kogo lubię”. Była to rzecz przyjemna w lekturze, ale pośród wielu tytułów literackich nie wyróżniała się niczym szczególnym. Dominowała w niej duża doza humoru, typowa schematyczność intrygi kryminalnej, wartka i swobodna narracja oraz żadnych zaskakujących i nietypowych elementów, zarówno tych na plus, czy też minus czytelniczego odbioru. O tym jednak, że autorka pracuje od pewnego czasu nad własną w całości powieścią docierały do nas od jakiegoś czasu. Nową książkę „Cicha przystań”, podobnie jak poprzednią, firmuje solidny wydawca, ważny dla polskich miłośników kryminałów, wydawnictwo W.A.B., które to nowe wydanie Mizuro traktował jako bardzo ważne wydarzenie artystyczne. Powieść „Cicha przystań” dla mnie posiada dwie twarze, wyraźnie różniące się, ale pochodzące od jednej i tej samej twarzy, stanowiącej – mimo wszystko – jednorodną kreację literacką. 
 
Cała opowiadana historia ma twarz Zuzanny Bylińskiej. Ta postać głównej bohaterki dominuje nad całością przede wszystkim zastosowaną narracją pierwszoosobową, która wdziera się w naszą lekturę od pierwszych kart i z nielicznymi wyjątkami trwa do samego końca. Jeśli w tym narracyjnym toku przesuwa się akcja powieściowa, to wyłącznie za sprawą zdarzeń będących udziałem właśnie tej postaci. Każde inne zdarzenie, rozmowa są tłem mniej lub bardziej zauważalnym, o tyle, o ile znajdą się w orbicie zainteresowań głównej bohaterki. Ale to nie pierwszoosobowa narracja jest tą dominantą powieściową. Tak naprawdę jest nią sama postać Zuzy Bylińskiej – z jej emocjami, widzeniem rzeczywistości, stosowanym językiem i posiadanym charakterem. Sytuacja, w której zastajemy bohaterkę jest niejako narzucona z góry, niezależnie od jej planów czy marzeń. Czynnikiem zewnętrznym, warunkującym podjęte decyzje, jest nakaz szefa o wysłaniu Bylińskiej na przymusowy urlop. To z kolei rodzi potrzebę wyjazdu w miejsce odpoczynku, które zostaje wybrane przez nią w wyniku zadziałania swoistego imperatywu emocjonalnego. Wybór pada na Łagów Lubuski. Do tej właśnie urokliwej miejscowości przez wiele ostatnich lat przyjeżdżała jej najlepsza przyjaciółka Basia. Już nie przyjeżdża, bo nie żyje w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Utonęła poprzedniego lata, właśnie w toni tak urzekającego jeziora łagowskiego. Dlatego wybór okolicy na przymusowy urlop nie jest przypadkowy i – powtórzę – wynika z jakiegoś wewnętrznego nakazu. Bylińska, będąc wciąż w żałobie po przyjaciółce, chce poznać miejsce, w którym Barbara spędzała swoje szczęśliwe chwile. To taki rodzaj obecności, w której liczy się i fizyczność łączności poprzez miejsce, i jeszcze bardziej łączność emocjonalna w pamięci i doznaniach sensualnych. Nim napiszę o samym literackim Łagowie, nie mogę nie wspomnieć o wizji świata przedstawionego jaką poznajemy oczyma i językiem głównej bohaterki. To jest ta pierwsza twarz recenzowanej książki. Przeważająca nad akcją i przede wszystkim w dużej części całej powieści nad intrygą kryminalną. Nie będę ukrywał, że to widzenie rzeczywistości z perspektywy Zuzanny odbieram nie jako słabość całego tytułu, lecz bardziej jako właściwość artystyczną niekoniecznie przemawiającą pozytywnie do każdego czytelnika, do każdej jego wrażliwości i emocjonalności. W pewnym momencie lektury, sporej już ilości przeczytanych kart powieści, złapałem się bowiem na tym, że ciągle wyczekuję i szukam tego, co w kryminale najważniejsze – wyrazistego zawiązania intrygi i wkroczenia na ścieżkę tropów śledczych. Cóż zatem dotychczas dzieje się w akcji powieściowej. Szczerze? Nic, co warte większej uwagi, a przeważająca waga narracji skupia się na: po części leniwej, niestety muszę to napisać, po części zbyt uspokajającej i nawet nudzącej, gadaninie. Na obronę tej literackiej propozycji, może klucz leży w mojej wrażliwości i wyobraźni, która na tych kartach „Cichej przystani” nie zostaje w mojej głowie odpowiednio uruchomiona. O ile cieszy drobiazgowość realizmu miejsca – Łagowa, jego uliczek, samego jeziora i brzegów, to zaproponowany przez autorkę chwyt wprowadzający nas w przestrzeń metafizyczną, tajemniczą, moim zdaniem nie sprawdza się w pełni. 
 
Przestrzeń fizyczna, geograficzna, tej małej, realnie przecież istniejącej rzeczywistości, w tej powieści jest tak samo ważna, jak pozostałe elementy. A patrząc w perspektywie tytułu książki, kto wie czy nie najważniejsza. Pisząc o Łagowie, fascynacji i nawiązań do klimatu serialu „Miasteczko Twin Peaks” pisarka nie ukrywa. Otwarcie przywołuje świadome i wyraziste nawiązania do obrazu Davida Lyncha i Marka Frosta. Poza cytatami wprost, pojawiają się liczne i dziwne znaki. A to podrzucone pod  drzwi jej pokoju martwe myszy, a to porzucony na wycieraczce kwiat lilii wodnej. Nie chodzi jednak tylko o artefakty, ale także na poziomie postaci literackich i języka pojawia się duch „Twin Peaks”. Jak choćby babcia z kijkami, „Pani od opieńki”, nazwana tak przez główną bohaterkę. Po co to wszystko? Mizuro nie idzie tylko o fizyczność, ale o kompletny obraz miejsca okryty wyjątkową tajemnicą, niepowtarzalnym klimatem i ubrany we własną zagadkę. Rzecz w tym, że sam pomysł jest warty uwagi i ciekawy, wykonanie jednak nie przekonuje. Na przykład te zagadkowe artefakty dość szybko stają się wytłumaczalne, w tym dzięki wtrąceniom, graficznie oddzielonym poprzez użycie kursywy, oznaczającej fragmenty myśli, pamiętnika, innej osoby niż narratorka. Zresztą te zapisy przemyśleń i działań Dorotki niekoniecznie spajają i wzbogacają konstrukcję książki. Zdaje się, że wielu czytelnikom będą od pewnego momentu psuć zabawę rozwiązywania ukrytej zagadki. Kolejna rzecz to same postaci literackie czy inne elementy rzeczywistości przedstawionej porównywane do scenografii serialu „Twin Peaks”, które – dla mnie – zostawały tylko na poziomie języka, a nie szedł za nimi odpowiednio wyczuwalny klimat i atmosfera. 
 
Zuzanna Bylińska, w której mam wrażenie ukrywa się równolegle alter ego samej autorki oraz precyzyjnie skonstruowana kreacja artystyczna, sprawiła mi jeszcze w części książki kłopot swoją osobowością. To z zawodu prokuratorka, z balastem doświadczeń i wymogów pracy w świecie zbrodni i zła ludzkiego, ale także świecie z dominacją męską, co dla tej historii ma znaczenie. To osoba z dość niewyparzonym językiem, nie bojąca się ludzi, choć równocześnie w wielu sytuacjach wycofana i zamknięta emocjonalnie. Na wiele rzeczy spoglądająca przez kliszę filmową, stąd częste przywołania i nawiązania do wielu tytułów filmowych, jak na przykład: „Closer”, „Dr House”, „Noce i dnie”, „Czułe słówka”, ”Zostawić Las Vegas” czy „Archiwum X”. Czy takie elementy podniosły jakość narracji? Moim zdaniem trochę ją przegadały. Właściwa czytelnicza jakość i atrakcyjność powieści ukrywa się – fizycznie – w jej drugiej części i w jej – jak nazwałem na samym początku recenzji – drugiej twarzy. I taką pisarsko Mizuro lubię. Łagów z tytułową cichą przystanią, przestaje być niebiańską krainą spokoju i wakacyjnym rajem. Wraz ze śmiercią dwóch osób, na przestrzeni tylko kilku tygodni, pozornie nie wskazujących na przestępstwo rozpędza się akcja powieściowa i wchodzimy wreszcie w świat intrygi. Od tego momentu tajemnica przeszłości (przywołam tu „Noc Nenufarów) oraz zawiązana milcząca zmowa mieszkańców małego miasteczka zaczyna wyziewać spod tego, co widoczne na zewnątrz i pozornie neutralne. Co przyjemne w tego typu lekturach, dostrzegamy to, albo wespół z nosem śledczym Zuzy, w końcu prokuratorki, choć ciągle zainteresowanej sprawą poza zawodowo, albo też dokonujemy własnych spostrzeżeń, niejako obok, a nawet w rywalizacji z główną bohaterką. Bylińska dzięki temu staje się postacią ciekawszą, mocniejszą, bardziej wyrazistą. Autorka „Cichej przystani” do samego końca pociąga za sznurki wielu wątków, zamyka nas w labiryncie intrygi i samego śledztwa. Stanowczo druga połowa lektury powieści Marty Mizuro to znakomity kąsek dla miłośników dobrej literatury kryminalnej.
 [dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB