Recenzja: Leif GW Persson „Ten, kto zabije smoka”

Autor: Leif GW Persson
Tytuł: Ten, kto zabije smoka
Tłumaczenie: Dominika Górecka 
Wydawca:  Wydawnictwo Czarna Owca
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-7554-748-1
Liczba stron: 413

Leif GW Persson nieodmiennie gwarantuje znakomitą lekturę z ciekawie skonstruowaną i wciągającą intrygę kryminalną, a gdy do nazwiska autora dorzucimy jeszcze imię i nazwisko jego głównego bohatera, Everta Backstroma, to zawsze znajdzie się miejsce na porządną dawkę humoru i zabawy. Nie inaczej z najnowszą powieścią zatytułowaną „Ten, kto zabije smoka”. 
 
Uwielbiam twórczość tego szwedzkiego pisarza w pierwszej kolejności właśnie za postać genialnego śledczego, Backstroma. Jego bohater tchnie niesamowitą intuicją, która nie jest tylko darem niebios, ale podszyta jest solidną dawką dedukcji i analizy. Choć z pozoru i niekiedy pochopności jego myśli prowadzić może potencjalnie na manowce śledczych meandrów. Co czyni wspólne – czytelnika i policyjnego bohatera – prowadzenie dochodzenia jeszcze bardziej barwne i ekscytujące. Z Evertem łączy się jeszcze silniej swoboda narracyjnej opowieści, opierająca się na jego wyjątkowo specyficznym charakterze. Backstrom jest mocno inny niż olbrzymia większość śledczych innych autorów. I nie idzie tutaj o jego trudny charakter oraz mocno niepoprawne politycznie zachowanie. Jest coś w jego postaci nietypowego, ukrywającego się w reakcjach, słowach i myślach. Daje się nawet zauważyć pewną prawidłowość, że im bardziej wzrasta ostrość jego umysłu, tym silniej odzywają się te nie dające się do końca polubić cechy charakteru jak złośliwość, ksenofobiczność czy upartość. Jego myśli, decyzje i działania chadzają własnymi ścieżkami, do których dopuszczeni zostają nieliczni, o ile zasłużą sobie i to nie zawsze odpowiednią umiejętnością czy wiedzą zawodową, bo częściej jednak postawą osobistą. Zadziwiające, że w tej szalonej metodzie – stawiania siebie i swoich zachcianek oraz potrzeb na pierwszym miejscu – ukrywa się de facto motor napędowy niepowtarzalnych sukcesów dedukcyjnych i policyjnych Backstroma. Humor, ukrywający się za jego zachowaniem, a jeszcze częściej słowami wypowiedzianymi lub niewypowiedzianymi, to zaleta powieści nie do przecenienia. Zwłaszcza, że taką jakość niepowtarzalnej zabawy podczas lektury dostarcza mało który pisarz. Jest coś niezrozumiałego w zachowaniu głównego bohatera, coś nie akceptowalnego i coś nawet wkurzającego, co zresztą staje się, nie tylko udziałem czytelników powieści, ale także przecież innych bohaterów świata przedstawionego. Oni w Evercie widzą najczęściej wroga, niekiedy złośliwca i oderwanego od rzeczywistości dziwaka. Czytelnicy, pomimo burzy emocji, jakie on sam wywołuje, mam wrażenie doceniają jeśli nie jego wyjątkowe umiejętności detektywistyczne, to przynajmniej wysoko oceniają jego kreację literacką. Nie da się jej bowiem zamknąć w kilku słowach czy cechach osobowościowych, sprawia kłopot, a dzięki temu wywołuje tak różne stany czytelniczych reakcji. Najczęściej skrajnych, ale zapadających w pamięci, jak sam Backstrom. I dodam po raz kolejny, gwarantujących znakomitą zabawę w oparciu o ironię i odrobinę naturalnej, czysto ludzkiej złośliwości, rodzącej się z wyjątkowego daru obserwacji innych.
 
Największa jednak wartość powieści „Ten, kto zabije smoka” jawi się na styku literackiej osobowości głównego bohatera, Evarta Backstroma, oraz prowadzonego przez niego śledztwa, które odbija się różnymi barwami wielowątkowej intrygi. U Perssona, zawodowo znakomitego przecież znawcy kryminalistyki i kryminologii, pojawia się literacko ciekawie poprowadzony zabieg. Mam na myśli sprawę kryminalną, dotyczącą zabójstwa sześćdziesiąt ośmiu letniego Karla Danielssona. To przecież, jak dowiadujemy się z pierwszych kart powieści i to od każdego uczestnika obowiązkowych pierwszych czynności na miejscu zbrodni, zwyczajna sprawa kryminalna z typową ofiarą zabójstw popełnianych w Szwecji w ciągu ostatniego tysiąclecia. „Samotny mężczyzna w średnim wieku z marginesu społecznego z poważnym problemem alkoholowym”. „Zwykły żul” jak to określił prowadzący sprawę, co potwierdził i medyk sądowy, badający ciało, ale i inni policjanci. Z czasem prowadzonego postępowania wraz z tworzeniem i weryfikacją kryminalistycznych wersji problemowych i osobowych to typowe zabójstwo urasta do rangi złożonego i wielowątkowego przestępstwa o bogatym charakterze i wielorakiej motywacji. Całym sercem wspomnianego przeze mnie zabiegu, który podnosi jakość kryminalnej lektury, jest literacka prezentacja tworzenia i sprawdzania wielorakich dróg dochodzenia do prawdy. Rzadko w sposób tak interesujący i realistyczny autorzy kryminałów tworzą swoje narracyjne opowieści, jak czyni to autor „Umierającego detektywa”. Nie dość bowiem, że na naszych oczach i trochę nawet z naszym udziałem tworzą wspomniane wersje kryminalistyczne, to jeszcze dodatkowego smaku daje skrzenie pomiędzy członkami grupy śledczej. To atrakcyjna w odbiorze rzecz, ale i prawdziwa, bo tak właśnie na zderzeniu pomysłów, hipotez i ich analitycznego weryfikowania przez grupę ludzi o różnych zapatrywaniach i charakterach rodzi się ta jedynie prawdziwa ścieżka rekonstruowania zdarzenia kryminalnego. Dawno nie widziałem w powieści kryminalnej tak trafnie sportretowanego procesu formułowania odpowiedzi na siedem złotych pytań kryminalistyki. Blasku i niekiedy także dobrej zabawy dodaje jeszcze – także prawdziwy – rysunek napięć i interakcji, zachodzących pomiędzy różnymi bohaterami książki, wchodzącymi w skład grupy śledczej. A jest chwilami ostro, jak to bywa pomiędzy mocnymi charakterami i osobami o bogatych doświadczeniach, a niekiedy humorystycznie, gdy ludzkie słabostki i wady przesłaniają profesjonalizm policyjny.
 
Całości obrazu literackiego, poza intrygą i postaciami, które zarówno są w niej uwikłani, jak i rozwiązują ją, dopełnia – co częste  w skandynawskich tytułach – wątek o charakterze społecznym. W tym przypadku mamy do czynienia z obrazem struktury służb policyjnych, ścieżek zawodowych awansów i rywalizacji, w których nie brakuje osobistych animozji i uprzedzeń. „Ten, kto zabije smoka” Leif GW Perssona to powieść o bardzo zwartej budowie i lekkim języku z dynamiczną akcją, interesującą intrygą kryminalną. Tkwi w niej także spora dawka humoru i napięcia, wciągających w naturalny sposób czytelników do prowadzonej gry i zabawy. Mówiąc prościej, to książka, która zawiera w sobie wszystkie niezbędne cechy, jakie nosić powinien dobry, rasowy i udany kryminał.
 [dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB i przeczytana dzięki Wydawnictwu Czarna Owca